Japonia, która z coraz większym zaniepokojeniem patrzy na rosnącą potęgę Chin, planuje wykupić znajdujące się w prywatnych rękach bezludne wysepki Senkaku. Upaństwowienie archipelagu ma go zabezpieczyć przed zakusami Pekinu patrzącego łakomym okiem na znajdujące się wokół niego złoża ropy naftowej i gazu ziemnego.

Spór, w którym stroną jest także Tajwan, toczy się o pięć wysepek i trzy skały morskie o łącznej powierzchni około siedmiu kilometrów kwadratowych. Ale sprawowanie efektywnej władzy nad nimi daje prawo do wód terytorialnych i znajdujących się pod wodą surowców. Chińczycy twierdzą, że odkryli i władali nimi już w XIV w., Japończycy je zajęli w 1895 r. i od tego czasu – z wyjątkiem okupacji amerykańskiej po II wojnie światowej – sprawują nad nimi kontrolę. A dokładniej, od lat 70. zeszłego wieku są one w posiadaniu rodziny Kurihara, której japoński rząd płaci z tytułu dzierżawy 25 mln jenów rocznie (ok. 314 tys. dol.). W tym samym czasie pojawiły się raporty na temat złóż ropy i gazu, co spowodowało, że Pekin i Tajpej przypomniały sobie o swoich roszczeniach. Zacofane Chiny kontynentalne były wtedy zbyt słabe, by jakkolwiek zagrażać japońskiemu zwierzchnictwu nad Senkaku (które Chińczycy nazywają Diaoyu). Ale teraz to Chiny stają się regionalnym hegemonem, dla którego zajęcie – lub kupienie – bezludnych wysepek byłoby dziecinnie proste.

Jako pierwszy pomysł wykupienia wysp – za pomocą publicznych pieniędzy – przedstawił w kwietniu gubernator Tokio Shintaro Ishihara, który nie kryje antychińskich poglądów. To rozwścieczyło władze w Pekinie, ale sprawa zaczęła nabierać tempa. W miniony weekend o takiej możliwości powiedział premier kraju Yoshihiko Noda, a sprzedaży akurat rządowi nie wykluczają właściciele. – Nie ma wątpliwości, że Senkaku są integralną częścią naszego terytorium. Jesteśmy w kontakcie z właścicielami i przeprowadzamy analizy, w jaki sposób utrzymać je i zarządzać w spokojny i stabilny sposób – oświadczył Noda.

Chińskie MSZ oświadczyło w poniedziałek, iż nie pozwoli na to, by ktokolwiek kupował kawałek chińskiej ziemi, a rząd podejmie wszystkie niezbędne kroki, by zapewnić zwierzchnictwo nad Diaoyu. Już raz w ostatnich latach – w październiku 2010 r. – zderzenie chińskiego kutra rybackiego z łodzią japońskiej straży przybrzeżnej na kilka miesięcy mocno zaogniło stosunki między obydwoma państwami.

Ile dokładnie znajduje się złóż wokół Senkaku, nie wiadomo, ale pewne wyobrażenie daje spór o inne bezludne archipelagi w regionie – leżące na Morzu Południowochińskim Wyspy Paracelskie oraz Spratley. Według najbardziej optymistycznych chińskich szacunków – prawdopodobnie przesadzonych – może tam być nawet 213 mld baryłek ropy, czyli 10 razy tyle, ile wynoszą potwierdzone rezerwy USA. Z kolei Amerykanie oceniają, iż zasoby gazu sięgają 25 bln m sześc., czyli są równe rezerwom Kataru. Tam Chińczycy już kilka razy swoje roszczenia do obu archipelagów próbowali egzekwować zbrojnie, co Japończycy z pewnością mają w pamięci.