Informatyzacja gmin opóźni się o cztery lata. Jeśli wszystko dobrze pójdzie.
Miał ruszyć na początku 2011 r., potem w połowie 2011 r., wreszcie zapowiedziano go na ten rok. Wciąż jednak system ZMOKU, który kosztował ponad 36 mln zł, nie działa. Po cichu jednak datę jego uruchomienia przesunięto na 2015 r. Za to zakupiony do niego sprzęt leży i kurzy się w urzędach, a gwarancje na jego użytkowanie kończą się za kilka miesięcy.
ZMOKU, czyli Zintegrowany Moduł Obsługi Końcowego Użytkownika, to specjalny panel internetowy, dzięki któremu użytkownik końcowy, czyli wszystkie gminy, miał zyskać zdalny dostęp do centralnej bazy danych gromadzącej informacje z zakresu ewidencji ludności, wydawania dowodów osobistych czy aktów stanu cywilnego. Jest jednym z kluczowych elementów budowania internetowego dostępu do rejestrów państwowych.
Termin uruchomienia ZMOKU w gminach znowu został przesunięty. Po cichu w nowelizacji z 7 grudnia 2012 r. zmieniającej ustawę o ewidencji ludności i dowodach osobistych jako nowy termin uruchomienia tego systemu, włącznie z wdrożeniem nowych dowodów, podaje się 1 stycznia 2015 r.
System jest gotowy, mają go już wszystkie gminy, ale to, że nie rusza, jest decyzją polityczną. Do tej pory robiony był w Centrum Projektów Informatycznych, które podlega pod resort cyfryzacji. Jednak od marca ma trafić razem z pl.ID (e-dowody) do Centralnego Ośrodka Informatyki – komórki podlegającej Ministerstw Spraw Wewnętrznych. MSW i COI chcą udowodnić, że to oni przygotują sprawny, bezawaryjny produkt – tłumaczy nam jeden z urzędników związany z informatyzacją administracji. Takie przesunięcie kompetencji było możliwe, bo za CPI ciągnie się historia korupcji przy zamówieniach publicznych. Jak uzasadniano w nowelizacji ustawy o ewidencji, ZMOKU trzeba poprawić, bo wciąż generuje liczne błędy. Dodatkowo COI chce opracować CMOKU, czyli Centralny Moduł Obsługi Końcowego Użytkownika. To odpowiednik ZMOKU, tyle że ma być obsługiwany w chmurze. To poprawianie ZMOKU i budowanie CMOKU ma w ciągu 5 lat kosztować 190 mln zł.
Reklama
Tyle że gminy już w 2010 roku zostały zaopatrzone przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji w sprzęt niezbędny do obsługi ZMOKU: 6328 zestawów komputerowych, 4370 czytniki kart PIN oraz 12 252 czytników kart inteligentnych. Wartość sprzętu przekracza 16 mln zł, z tego ponad 13 milionów kosztowały komputery.
Los ZMOKU wciąż jest niejasny, a gminy nie wiedzą, co zrobić ze sprzętem. – Leży zapakowany w kartonach. Ustawa jest przesuwana, więc go nie ruszamy – przyznaje Artur Gusta, informatyk z Urzędu Miejskiego w Nowej Soli. W tym urzędzie chodzi o komputer do ewidencji ludności, 3 komputery do dowodów osobistych i jeden dla urzędu stanu cywilnego. Do tego serwer i 3 drukarki. – Nie było oficjalnego pisma, czy można sprzęt wykorzystać inaczej. Wolimy więc nie ryzykować – dodaje Gusta.
W niektórych gminach urzędnicy zaryzykowali. Np. w urzędzie w Radziejowie (woj. kujawsko-pomorskie) część sprzętu jest wykorzystywana. O tym, że tak można, urzędnicy dowiedzieli się, gdy zaczęli drążyć temat ponad rok temu na szkoleniu dotyczącym rychłego, jak obiecywano, uruchomienia ZMOKU. Jak mówi nam Emilia Dzierżawska z radziejowskiego urzędu, obecnie korzysta z dwóch komputerów. Jeden z nich ma dostęp do ewidencji ludności. Drugi, który miał służyć do obsługi ZMOKU, wykorzystuje do wysyłania e-maili i kontaktów z innymi urzędami.
Urzędnicy pozwolili sobie także na skorzystanie z dołączonej do zestawu drukarki, jednak ostatnio przestali jej używać, bo tonery z tuszem są tak drogie, że ich zakup jest nieopłacalny. Mimo to i tak część sprzętu (m.in. czytniki i monitor) nie została nawet wypakowana z pudeł.
Ze sprzętem jest jeszcze jeden problem. Ma on tylko trzyletnią gwarancję, a zainstalowany antywirus – zaledwie dwuletnią. To oznacza, że nawet jeśli ZMOKU ruszy w 2015 r., będzie obsługiwany na sprzęcie liczącym sobie kilka ładnych lat i w dodatku już bez gwarancji.