Polska minister rozwoju regionalnego jest odpowiedzialna za rozdysponowanie 73 miliardów euro z kasy Unii Europejskiej przez najbliższe 7 lat. Wszystko po to, żeby zmniejszyć przepaść pomiędzy byłym komunistycznym krajem a zachodem Europy – pisze agencja Reuters.

Zadanie to jest tym bardziej odpowiedzialne, że Polska dostanie tak dużą kwotę z funduszy rozwojowych po raz ostatni, tak więc jest to jedyna w swoim rodzaju okazja, żeby odmienić gospodarkę. Według Reutersa nie będzie to łatwe, ponieważ Polska musi zacząć polegać na wiedzy i technologiach, a tego nie da się osiągnąć wyłącznie dzięki pieniądzom.

Elżbieta Bieńkowska ma jednak ambitny plan. Chce, żeby Polska miała swoją Nokię.

Fińskie przedsiębiorstwo na początku produkowało artykuły z gumy, ale w latach 2000-2010 stało się światowym gigantem na rynku telefonów komórkowych, wytwarzając w swoim kraju kapitał i miejsca pracy.

>>> Czytaj też: Innowacje w Polsce: urzędy mają strategie, ale nie potrafią ich wdrażać

Reklama

Wprawdzie sprzedaż produktów Nokii w ostatnich latach dramatycznie spadła, ale Bieńkowska nie rezygnuje z porównania. Uważa, że polskie firmy powinny wzorować się na fińskim gigancie w czasach, kiedy odnosił sukcesy, i tworzyć nowe produkty we współpracy z naukowcami, pisze Reuters.

Bieńkowska chce zachęcić lokalne firmy do innowacji. W tym celu odkłada 10 mld euro z unijnej kasy na wsparcie dla uniwersytetów i firm – ale pieniądze otrzymają tylko jeśli będą ze sobą współpracować.

– To taki trochę szantaż – mówi w rozmowie z Reutersem. – Pieniądze są wasze, ale tylko jeśli stworzycie coś, co rynek może wykorzystać.

Polska, mimo dynamicznych zmian, które miały miejsce od upadku komunizmu, wciąż jest jednym z najmniej innowacyjnych państw UE. A innowacje są koniecznością, jeśli chcemy kiedykolwiek dołączyć do grona zamożnych państw, zaznacza Reuters. Według Bieńkowskiej najbardziej obiecującymi sektorami są w Polsce informatyka, medycyna oraz lotnictwo.

>>> Czytaj też: Za innowacjami stoi państwo, a nie biznes

Minister zaznacza, że w Polsce jest wiele innowacyjnych firm, które potrzebują tych pieniędzy. Efekty przynoszą klastry innowacyjnych przedsiębiorstw, które przyciągają zagranicznych inwestorów, a miejscowe firmy mają coraz większe, globalne aspiracje. Polski gigant technologiczny Asseco w mniej niż dziesięć lat zwiększył swoje dochody z 40 mln do ponad 5,5 mld zł i jest teraz obecny w 40 krajach.

Bieńkowska szacuje, że dzięki funduszom unijnym powstało do tej pory około 300 tys. miejsc pracy, pisze Reuters. Realny polski PKB od 2006 roku wzrósł o jedną trzecią – według Bieńkowskiej około połowę tego wzrostu zawdzięczamy funduszom strukturalnym. W tym czasie wspięliśmy się o 19 miejsc w rankingu Doing Business Banku Światowego, jednak biurokracja wciąż spowalnia nasz rozwój. Polska firma potrzebuje na przykład 29 zezwoleń jeśli chce zbudować magazyn na obrzeżach miasta – to prawie światowy rekord.

Prawo się zmienia, ale przedsiębiorcy odczuwają zmiany dopiero po jakimś czasie. Bieńkowska mimo to twierdzi, że żyjemy w jednym z najbardziej dostatnich okresów gospodarczych w tysiącletniej historii kraju.

Kiedy Reuters zapytał ją jak Polska będzie wyglądała w 2020 roku, kiedy wydane zostaną wszystkie fundusze, Bieńkowska oparła się wygodnie w swoim krześle i stwierdziła: „Polska będzie pięknym, nudnym europejskim krajem.”

>>> Polecamy: Katastrofalny stan innowacji w Polsce. Grozi nam dryf rozwojowy

Elżbieta Bieńkowska / Bloomberg / PRZEMYSLAW POKRYCK