Andrysiak: Czym się różni menedżer od Struzika

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
15 kwietnia 2014, 03:14
Andrzej Andrysiak, zastępca redaktora naczelnego DGP
Andrzej Andrysiak, zastępca redaktora naczelnego DGP/GazetaPrawna.pl
Czasami myślę, że postulowany gdzieniegdzie pomysł, by polityk bądź urzędnik najpierw sprawdził się w biznesie, a potem dopiero brał za gospodarowanie publicznymi pieniędzmi, nie jest taki całkiem bez sensu.

Bo weźmy takiego menedżera czy prezesa dużej firmy prywatnej. Co robi, gdy budżet mu się sypie, bo kontrahent nie zapłacił, koniunktura się pogorszyła albo rząd podniósł podatek? Zakasuje rękawy i działa. Szuka dodatkowych wpływów, oszczędza, reorganizuje, rewiduje plany ekspansji. Jednym słowem: walczy. Bo musi. Gdyby zamiast tego przesiadywał u właściciela skarżąc się, jak to bardzo ma źle, jak niesprzyjające są warunki i generalnie to niewiele da się zrobić, pewnie szybko straciłby robotę. Bo nie od tego jest.

A taki urzędnik? Nie przymierzając – marszałek województwa mazowieckiego Adam Struzik? Chodzi i jojczy. Że źle, że skandal, że polityczna zemsta. Tyle właśnie zrobił, gdy rząd mu komornikiem przypomniał, że musi płacić janosikowe. A mógłby choćby przejrzeć listę zatrudnienia. W 2000 roku urząd mazowiecki miał 307 pracowników, pod koniec 2013 – 1063. Nie wiem, czy wszyscy pracują afektywnie, ale jestem przekonany, że nie wie tego także marszałek Struzik. Bo jest politykiem a nie menedżerem.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj