"Nie damy się już nigdy biznesowo zgrillować". Wywiad z szefem Pesy

Ten tekst przeczytasz w 5 minut
29 czerwca 2016, 06:45
Fokstrot Pesy dla Moskwy
Fokstrot Pesy dla Moskwy/Media
Wiemy, że w czasie kumulacji zleceń niektórzy podwykonawcy mieli propozycję, żeby nie dostarczać nam w terminie materiałów i podzespołów. Konkurencja sięgnęła po doniesienie do prokuratury, donosy, „hejt” i czarny PR. To nieetyczne zachowania, które działają na niekorzyść całego rynku kolejowego w Polsce. – mówi Tomasz Zaboklicki, prezes Pesy Bydgoszcz.

Wejście na rynek niemiecki to dla nas przełamanie gospodarczej bariery dźwięku. Wymagania rynku niemieckiego są wielokrotnie wyższe niż polskiego. Tamtejszy regulator EBA wcale nie obniżył dla Pesy wymogów, to my się do tych standardów dostosowaliśmy.

Pociągi Link dla DB różnią się od tych dla NEB. Mają inny poziom podłogi i występują w różnych konfiguracjach: 1-, 2- i 3-członowych. Każdy z nich wymaga osobnej homologacji, ale uzyskanie dopuszczeń dla NEB powinno ułatwić ten proces. Spodziewam się, że w połowie 2017 r. uzyskamy homologacje i wtedy zaczniemy dostarczać pojazdy dla DB.

W ramach umowy ramowej mamy już trzy zamówienia od DB na ponad 80 pojazdów. Ale w Niemczech toczą się przetargi na 60 kolejnych pociągów, w których bierze udział DB. Umowa z Pesą trwa do 2022 r., więc nowe zlecenia wciąż przed nami.

>>> Czytaj też: Przyszłość transportu w Polsce. Co dalej z koleją dużych prędkości?

W sensie biznesowym to było nieuniknione, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w trakcie realizacji kontraktu zmieniły się przepisy i trzeba było powtarzać homologację. Oczywiście, można było tego kontraktu nie zawierać, ale kto mógł to przewidzieć. Jestem przekonany, że na dłuższą metę to się nam opłaci. Pesa nie jest firmą nastawioną wyłącznie na zysk, ale raczej na budowanie kompetencji i zysk w długim okresie.

Na początku nowej unijnej perspektywy budżetowej prawie nie ma zamówień z rynku polskiego, a to musi przełożyć się na obniżenie naszego wyniku ze sprzedaży za 2016 r. Martwię się w szczególności ostatnimi przetargami na tabor dla urzędów marszałkowskich. Są tam zapisane parametry, które preferują jednego producenta.

Tamtej kumulacji nie spowodowała Pesa. Kolejność zdarzeń była taka, że najpierw nie zostały wydane unijne pieniądze przez PKP PLK. Potem przez długi czas na poziomie rządowym nie było decyzji, co robić z tym dalej. W końcu przewoźnicy zaczęli ogłaszać przetargi i podpisywać umowy z trudnymi terminami dostaw do końca 2015 r., czyli końca unijnej perspektywy. Przypominam, że przetarg na pociągi Dart dla PKP Intercity, podobnie jak na tramwaje dla Krakowa, był w zawieszeniu przez siedem miesięcy. Dodatkowo zmianie uległy przepisy homologacyjne, co wpłynęło na opóźnienie terminów dostaw. Nawet w rodzinnej Bydgoszczy mieliśmy problem, bo wygraliśmy kontrakt na zakup tramwajów sześć lat wcześniej, a władze miasta zdecydowały się na jej realizację akurat w 2015 r. Na szczęście zw Bydgoszczy i innych miastach spotkaliśmy się z partnerskim podejściem, za co władzom samorządowym dziękuję.

Byłby poważny problem, ale nie tylko dla Pesy. Jako dostawcy i podwykonawcy współpracuje z nami ponad 1,8 tys. firm. Jako grupa zatrudniamy prawie 5 tys. osób, a związanych z nami dodatkowo jest kilkadziesiąt tysięcy miejsc pracy w całym kraju. Problemy w realizacji projektów unijnych spowodowałyby reakcję łańcuchową. Nie wspominam już o tym, że oznaczałyby pulę niewykorzystanych środków UE. To dlatego została podjęta mądra gospodarczo decyzja. Podkreślam raz jeszcze: wszystkie te problemy wynikały z opieszałości decydentów i opóźnień w wydawaniu unijnych środków w Polsce.

Nawet jeśli tak, to wstaliśmy z kolan mocniejsi niż nigdy wcześniej. To może być nie po myśli konkurencji, która zajęta była grillowaniem Pesy.

Polowaniem na Pesę. Wiemy, że w czasie kumulacji zleceń niektórzy podwykonawcy mieli propozycję, żeby nie dostarczać nam w terminie materiałów i podzespołów. Konkurencja sięgnęła po doniesienie do prokuratury, donosy, „hejt” i czarny PR. To nieetyczne zachowania, które działają na niekorzyść całego rynku kolejowego w Polsce. Zastanawiające jest też, że warunki umowy z polską firmą PESA okazały się bardziej restrykcyjne niż warunki dla naszej zagranicznej konkurencji.

Dolinę Kolejowa to efektowna nazwa dla tego, co jako firma robimy już od dawna. Pesa jest największym producentem taboru szynowego w Polsce, który realizuje też liczne kontrakty eksportowe i z którym współpracują krajowe politechniki i uniwersytety. Już wiele lat temu zaczęliśmy działalność, która jest dziś elementem polityki gospodarczej w Polsce. Zjawisko, które nazywane jest „efektem Pesy”, czyli oddziaływaniem poprzez współpracę i zamówienia na ponad 1,8 tys. polskich firm oraz kilkanaście uczelni i instytutów badawczych, wpisuje się w przedstawiony przez Premiera Morawieckiego projekt Luxtorpeda. Cieszę się, że jesteśmy jego ważną częścią.

>>> Polecamy Pesa wjeżdża pociągiem Link do Niemiec. To pierwszy taki przypadek w historii

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: DGP/forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj