Grenlandia w rękach Trumpa? To może oznaczać katastrofę dla planety

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
16 stycznia 2025, 12:46
Grenlandia
Grenlandia w rękach Trumpa? To może oznaczać katastrofę dla planety/shutterstock
Donald Trump, prezydent-elekt, którego inauguracja na drugą kadencję ma nastąpić 20 stycznia, od dawna ma chrapkę na Grenlandię. Przejęcie kontroli nad największą wyspa świata może okazać się dużym interesem dla firm paliw kopalnych. Jednak jak zauważa Politico, eksploatacja bogatych złóż znajdujących się pod lodami Grenlandii może wpędzić planetę w spiralę zmian klimatycznych, z której nie będzie miała szans się wydostać.

Już podczas pierwszej kadencji Donald Trump złożył rządowi w Kopenhadze propozycję kupna Grenlandii, która od trzech stuleci jest częścią Królestwa Danii. Jednak po tym jak w trakcie kampanii prezydenckiej Trump złożył obietnicę aneksji lodowatego terytorium wyspy, jego postawa stała się jeszcze bardziej agresywna. Oświadczył nawet, że nie może wykluczyć użycia siły, by zrealizować swoje cele kontroli nad Grenlandią.

Dlaczego Trump tak bardzo chce Grenlandii?

Oficjalnym powodem dążeń Trumpa do przejęcia kontroli nad wyspą jest bezpieczeństwo narodowe. Jednak jest jeszcze jeden powód, dla którego wyspa może być kuszącą perspektywą dla Waszyngtonu.

Politico przypomina, że według oceny U.S. Geological Survey, Grenlandia „zawiera około 31 400 milionów baryłek ekwiwalentu ropy (MMBOE) ropy” i innych produktów paliwowych, w tym około 148 bilionów stóp sześciennych gazu ziemnego. Według działaczy na rzecz klimatu te gigantyczne rezerwy ropy naftowej i gazu nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego.

Trump chce zwiększyć wydobycie paliw kopalnych

W 2021 r. Grenlandia wprowadziła moratorium na eksploatację ropy naftowej i gazu. Ograniczenia weszły w życie po tym jak władzę przejęła socjalistyczna, proniepodległościowa partia Inuit Ataqatigiit. W ocenie jej działaczy kryzys klimatyczny należy potraktować poważnie.

Tymczasem Trump obiecał, że jak tylko obejmie urząd to uwolnić amerykańską energię, W ramach swoich wyborczych obietnic deklarował odmrożenie, wstrzymanych przez administrację Bidena, nowych projektów gazu ziemnego. Zamierza też konsekwentnie wycofywać się ze zobowiązań USA w zakresie zmian klimatycznych.

Dlatego aktywiści na rzecz ochrony środowiska obawiają się, że Grenlandia w rękach Trumpa może oznaczać zniesienie zakazu wierceń ropy i gazu, co doprowadzi do większej emisji gazów cieplarnianych.

Według Kirtany Chandrasekaran, działaczki Friends of the Earth, zwiększenie wydobycia na Grenlandii byłoby bardzo złym przykładem dla globalnego przywództwa klimatycznego i mogłyby zostać wykorzystane jako wymówka przez sceptyków zmian klimatycznych w Europie i poza nią.

Grenlandia to dopiero początek?

Mike Waltz, kongresmen i nowy doradca Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego — powiedział w wywiadzie dla Fox News że plany Waszyngtonu nie dotyczą tylko Grenlandii, a całej Arktyki.

„Mamy Rosję, która próbuje zostać królem Arktyki z ponad 60 lodołamaczami, z których niektóre są napędzane energią jądrową... My mamy dwa, a jeden właśnie stanął w płomieniach” – powiedział Waltz. W tym samym wywiadzie Mike Waltz zwrócił też uwagę na Chiny, które także budują flotę lodołamaczy, które będą wykorzystane do żeglugi przez arktyczne szlaki uwolnione przez topniejące lody.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Politico
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj