To były trzy słowa, które uratowały euro – jest w tym stwierdzeniu pewne uproszczenie, lecz i spora doza prawdy. Kiedy 26 lipca 2012 roku Mario Draghi, ówczesny szef Europejskiego Banku Centralnego, zadeklarował podczas kryzysu zadłużenia, że EBC zrobi wszystko co możliwe (słynne „whatever it takes”), aby ratować wspólną walutę, rynki w to uwierzyły. I euro przetrwało.

Oczywiście aby tak się stało, gracze na rynkach finansowych musieli również uwierzyć w działania, jakie mogły pójść za deklaracją piastującego wówczas od 13 miesięcy funkcję Draghiego (obecny premier Włoch pozostał szefem EBC do 2019 roku).

Reklama

To zdarzenie najlepiej pokazuje, jak wielką wagę mają działania szefów banków centralnych. Nie chodzi tylko o słowa. Grubość teczki niesionej przez Alana Greenspana, przewodniczącego amerykańskiej Rezerwy Federalnej przed posiedzeniami Komitetu Otwartego Rynku miała zwiastować, czy dojdzie do podwyżki stóp procentowych. Jeśli była wypchana – podobno w grę wchodził ich wzrost. Po latach szef Fed oświadczył, że grubość teczki wynikała wyłącznie z tego, czy niósł w niej lunch, ale kto wie jaki, czy rzeczywiście nie było jakiegoś związku…

Pewien paradoks polega na tym, że banki centralne są jednocześnie tymi, od których oczekuje się głębokich analiz i dyskursu na poziomie eksperckim. Opublikowana w 2019 r. pod auspicjami EBC praca o wpływie słów Draghiego na warunki kredytowania „Whatever it takes: what’s the impact of a major nonconventional monetary policy intervention?” liczyła bite 50 stron z wykresami. Jak to się jednak ma do tej szczególnej cechy współczesnego świata, jaką jest zalew informacji, podawanych jak najszybciej i w takiej formie, aby były jak najatrakcyjniejsze?

Skrócił się również czas podejmowania ważnych decyzji dotyczących pieniędzy. O powodzeniu transakcji na rynkach finansowych decydują nierzadko pojedyncze milisekundy (przeciętny czytelnik poświęcił ich na lekturę tekstu do tego miejsca 30 tysięcy). Nieprofesjonaliści aż tak spieszyć się nie muszą, ale i tak regularnie stają wobec dylematów dotyczących na przykład kredytów czy lokat. Są one tym bardziej palące, że ważne finansowe decyzje można zrealizować w ciągu kilku minut, stukając palcem w ekran smartfona.

Z pewnością banki centralne powinny pozostać ostoją wiarygodnych informacji. Pytanie, czy to wyczerpuje opis ich misji. Zwłaszcza, że zyskały tak bezpośredni kanał komunikacji, jakim są media społecznościowe. Jeśli Twitter stał się narzędziem polityki międzynarodowej, prowadzonej przez głowy państw, to dlaczego nie pieniężnej?

Michael Ehrmann i Alena Wabitsch, w opracowaniu Working Paper Series Europejskiego Banku Centralnego „Central bank communication with non-experts: a road to nowhere?” („Komunikacja banku centralnego z nie-ekspertami: droga donikąd?”, październik 2021) opisują Twittera jako kanał komunikacji z tym, którzy niekoniecznie przebrną przez wyczerpujące analizy. Autorzy zwracają jednocześnie uwagę na charakter tego medium, większy zasięg zyskują tweety wyrażające silniejsze i bardziej subiektywne opinie, tak jak się zresztą stało w przypadku słynnej wypowiedzi Mario Draghiego. Konkludują jednocześnie, że głos banku centralnego nawet w prostej, twitterowej formie, może sprzyjać prowadzeniu rzeczowych debat.

Z kolei Levine Thio i Kat Usita, w tekście „Central bank communications more potent than ever” opublikowanym w Global Public Investor w 2021 roku wskazują, że media społecznościowe zmieniły sposób, w jaki banki centralne komunikują się ze społeczeństwem – zwłaszcza podczas pandemii – umożliwiając dotarcie do większych i bardziej zróżnicowanych grup. „Komunikaty banku centralnego stały się potężniejsze niż kiedykolwiek” – piszą autorzy. Najważniejsze wypowiedzi są publikowane na Twitterze, briefingi transmitowane na żywo na YouTube, a kluczowe informacje prezentowane w atrakcyjny wizualnie sposób na Facebooku, Instagramie i LinkedIn. Co więcej, jest to komunikacja dwustronna, bo przecież na bieżąco można śledzić reakcje odbiorców.

Dosadnie rzecz ujmuje Olli Rehn, prezes Banku Finlandii, były członek Komisji Europejskiej. W tekście „Communication is crucial in times of crisis”, który ukazał się w tym samym wydaniu Global Public Investor napisał między innymi „Skuteczna komunikacja wykorzystuje ukierunkowane komunikaty (…) Ta sama wiadomość musi zostać wyrażona na różne sposoby dla różnych grup ludzi”. Zauważa on, że rozwój internetu otworzył nowe możliwości dialogu a informowanie społeczeństwa przez bank centralny ma ogromne znaczenie. Jego zdaniem komunikacja jest niezbędna, aby polityka pieniężna była jak najskuteczniejsza, poprzez wpływanie na oczekiwania konsumentów i gospodarstwa domowe.

Nie trzeba tu snuć nowych teorii, w obecnych realiach gospodarczych na pierwszy plan wysuwają się oczekiwania inflacyjne. Na to z kolei zwrócili uwagę autorzy tekstu „Rising inflation is worrisome. But not for the reasons you think” („Rosnąca inflacja jest niepokojąca. Ale nie z powodów, o których myślisz”) opublikowanym na początku 2022 roku przez Francesco D'Acunto (Assistant Professor of Finance at the Carroll School of Management, Boston College) i Michael Weber (Associate Professor of Finance, University of Chicago Booth School of Business) na VoxEU.org.

„Aby uniknąć samospełniającej się przepowiedni inflacji, bankierzy centralni mogą próbować komunikować się bezpośrednio również ze zwykłymi konsumentami, a nie tylko z ekspertami rynku finansowego, i przekonywać ich, że wzrost cen będzie tylko tymczasowy” – piszą autorzy. Z kolei to, czy im uda, będą bacznie obserwować profesjonaliści. W końcu chodzi jednak o banki centralne. Wygląda na to, że ich szefowie muszą być gotowi pokazywać różne oblicza.