Awaria prądu, gwałtowna burza czy wypadek drogowy – sytuacje kryzysowe mogą przydarzyć się każdemu, niezależnie od tego, czy jesteśmy w lesie, czy w centrum miasta. O tym, dlaczego współczesny survival to znacznie więcej niż rozpalanie ognia, jak przełamać strach przed udzielaniem pierwszej pomocy i dlaczego bezpieczeństwo państwa zaczyna się od pojedynczego obywatela, rozmawiamy z Małgorzatą Rejman-Karolewską, prezes Stowarzyszenia Salus Prima.
Survival to nie tylko las i rozpalanie ogniska
Forsal.pl: Wiele osób uważa, że survival to rozpalanie ognia i budowanie schronienia. Czym tak naprawdę jest współczesny survival i dlaczego każdy z nas powinien znać jego podstawy?
Małgorzata Rejman-Karolewska, Prezes Stowarzyszenia Salus Prima: Myślę, że warto zacząć od samego znaczenia tego słowa. Survival pochodzi z języka angielskiego i oznacza po prostu przetrwanie. Niestety, przez lata zaczęliśmy utożsamiać je głównie z rozpalaniem ognia, budowaniem schronień czy życiem z dala od cywilizacji. To oczywiście są elementy survivalu, ale stanowią jedynie niewielką część tego, czym jest on dzisiaj.
Dla mnie współczesny survival to przede wszystkim umiejętność radzenia sobie w sytuacjach, których nie planowaliśmy. Nie trzeba zgubić się w lesie, żeby znaleźć się w sytuacji wymagającej takich umiejętności. Wystarczy awaria prądu, gwałtowna burza, powódź, wypadek drogowy, dłuższy brak łączności czy zwykła wycieczka, podczas której telefon przestaje działać lub tracimy orientację w terenie.
I właśnie dlatego uważam, że survival zaczyna się nie od noża, plecaka czy krzesiwa, ale od sposobu myślenia. To umiejętność zachowania spokoju, właściwej oceny sytuacji i podejmowania racjonalnych decyzji. Bardzo często największym problemem nie jest brak sprzętu, ale brak przygotowania i panika.
Od kilku lat coraz częściej mówi się o odporności społecznej. Ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej definiuje odporność społeczną jako zdolność ludności do przygotowania się na sytuacje zagrożenia, adaptacji do zmieniających się warunków, przeciwdziałania i reagowania na zagrożenia oraz odbudowy po ich wystąpieniu. Dla mnie to jednak coś więcej niż definicja zawarta w przepisach. To społeczeństwo, które potrafi zachować spokój, współpracować i wspierać się nawzajem, gdy dzieje się coś nieprzewidzianego. Jestem przekonana, że odporność społeczeństwa zaczyna się od pojedynczego człowieka. Każda osoba, która potrafi udzielić pierwszej pomocy, właściwie ocenić sytuację, zachować zimną krew i odpowiedzialnie zareagować, realnie wpływa na bezpieczeństwo swojej rodziny, sąsiadów i całej lokalnej społeczności. Dlatego tak ważna jest edukacja oraz rozwijanie praktycznych umiejętności. Przygotowanego społeczeństwa nie buduje się w chwili kryzysu – buduje się je każdego dnia. To pojęcie bardzo dobrze pokazuje, że bezpieczeństwo nie jest wyłącznie zadaniem państwa, wojska czy służb ratowniczych. Oczywiście, ich rola jest kluczowa, ale nawet najlepiej zorganizowany system nie będzie w stanie znaleźć się przy każdym człowieku w pierwszych minutach od zdarzenia. W tym czasie jesteśmy zdani przede wszystkim na siebie, swoich bliskich albo przypadkowych świadków.
Dlatego uważam, że podstawowe umiejętności powinien posiadać każdy z nas. Nie chodzi o życie w ciągłym poczuciu zagrożenia. Chodzi o to, żeby być przygotowanym, gdy wydarzy się coś nieprzewidzianego. Takie przygotowanie nie odbiera nam spokoju – wręcz przeciwnie. Daje większą pewność siebie, pozwala podejmować lepsze decyzje i ogranicza chaos wtedy, gdy liczy się każda minuta.
Rozpalanie ognia, orientacja w terenie czy budowa schronienia są wartościowymi umiejętnościami, ale są jedynie narzędziami. Istotą współczesnego survivalu jest odpowiedzialność – za siebie, za swoich bliskich i za ludzi, których możemy spotkać na swojej drodze.
Bo prawdziwe przetrwanie zaczyna się dużo wcześniej niż w chwili, gdy dochodzi do kryzysu. Zaczyna się w momencie, kiedy decydujemy, że chcemy być lepiej przygotowani.
Pierwsza pomoc i survival - dwie umiejętności, które mogą uratować życie
Podczas Waszych szkoleń łączycie survival z pierwszą pomocą. Dlaczego te dwie umiejętności są nierozłączne i w jakich sytuacjach mogą uratować życie?
M.R-K.: Bo życie nie dzieli sytuacji na „survivalowe” i „medyczne”. Kryzys nie przebiega według scenariusza i zazwyczaj nie daje nam czasu na zastanawianie się, z jakiej dziedziny wiedzy właśnie powinniśmy skorzystać.
Przykład
Wyobraźmy sobie prostą sytuację. Jedziemy z rodziną na wycieczkę rowerową, wybieramy się na spacer do lasu albo jesteśmy świadkami wypadku drogowego. Ktoś zostaje ranny. Pierwszą myślą jest oczywiście udzielenie pomocy, ale bardzo szybko pojawiają się kolejne pytania. Czy miejsce jest bezpieczne? Jak wezwać pomoc? Co zrobić, jeśli nie ma zasięgu? Jak zabezpieczyć poszkodowanego przed wychłodzeniem lub przegrzaniem? Czy potrafimy odnaleźć swoją lokalizację i przekazać ją służbom? W takich sytuacjach pierwsza pomoc i umiejętności związane z przetrwaniem naturalnie się uzupełniają.
Właśnie dlatego podczas naszych szkoleń pokazujemy, że bezpieczeństwo to nie zbiór oddzielnych umiejętności, ale system naczyń połączonych. Pierwsza pomoc, orientacja w terenie, podstawowa wiedza o zagrożeniach czy umiejętność zachowania spokoju mają jeden wspólny cel – zwiększyć nasze szanse na poradzenie sobie z sytuacją kryzysową i ograniczyć jej skutki.
Nie uczymy ludzi tylko technik. Uczymy ich odpowiedzialności za siebie i innych. Chcemy, żeby uczestnicy naszych szkoleń mieli świadomość, że każdy z nas może kiedyś znaleźć się w sytuacji, w której przez pierwsze minuty nie będzie obok ratownika, strażaka czy policjanta. Może będzie drugi człowiek – sąsiad, kolega z pracy, przypadkowy świadek, członek rodziny albo będziemy sami.
Jeżeli coraz więcej osób będzie potrafiło zachować spokój, udzielić pierwszej pomocy i podejmować rozsądne decyzje w sytuacjach kryzysowych, to zyska na tym nie tylko pojedynczy człowiek. Zyska całe społeczeństwo. Właśnie dlatego tak często mówimy o odporności społecznej. Buduje się ją nie tylko poprzez działania instytucji, ale przede wszystkim poprzez przygotowanych i świadomych obywateli.
Sytuacja kryzysowa. Trzy najczęściej popełniane błędy i jak ich unikać
Jakie są trzy najczęstsze błędy, które ludzie popełniają w sytuacji zagrożenia – zarówno w lesie, jak i podczas codziennych wypadków?
M.R-K.: Choć sytuacje kryzysowe mogą wyglądać bardzo różnie, zauważamy, że wiele osób popełnia podobne błędy – niezależnie od tego, czy chodzi o wypadek drogowy, zagubienie się w lesie czy zwykły uraz podczas rodzinnej wycieczki.
Pierwszym z nich jest panika albo całkowity brak reakcji. To naturalna reakcja organizmu na silny stres. Problem polega na tym, że w takich chwilach człowiek często nie potrafi podjąć żadnej decyzji albo działa impulsywnie. Dlatego podczas naszych szkoleń tak duży nacisk kładziemy na praktykę. Ćwiczenia pozwalają oswoić stres i pokazują, że nawet w trudnej sytuacji można działać spokojnie i metodycznie.
Drugim błędem jest pomijanie podstawowych zasad bezpieczeństwa. W lesie może to być zejście z wyznaczonego szlaku lub nie poinformowanie bliskich o planowanej trasie. Przecenienie swoich możliwości czy brak podstawowego wyposażenia. W codziennym życiu często spotykamy się z sytuacją, w której świadkowie wypadku od razu podbiegają do poszkodowanego (nie zawsze w celu udzielenia pomocy, a np. nagrania filmiku) nie zwracając uwagi na własne bezpieczeństwo lub zagrożenia wokół nich. Tymczasem, skuteczna pomoc zawsze zaczyna się od oceny sytuacji.
Trzecim błędem jest przekonanie, że „mnie to nie dotyczy”. Większość osób zakłada, że poważne wypadki czy sytuacje kryzysowe zdarzają się komuś innemu. Dopiero kiedy sami stają się ich uczestnikami lub świadkami, okazuje się, że brakuje podstawowej wiedzy i pewności siebie, aby właściwie zareagować.
Życie potrafi zaskakiwać i nie zawsze daje nam czas na przygotowanie. Dlatego warto zdobywać praktyczne umiejętności wcześniej. Nie po to, żeby żyć w obawie przed tym, co może się wydarzyć, ale po to, żeby w chwili próby nie być bezradnym.
Jak przetrwać w sytuacji kryzysowej?
Co bardziej decyduje o przetrwaniu w kryzysowej sytuacji: specjalistyczny sprzęt czy odpowiednie przygotowanie i sposób myślenia?
M.R-K.: To trochę tak, jakby zapytać, co jest ważniejsze – samochód czy umiejętność prowadzenia. Jedno bez drugiego ma ograniczoną wartość.
Oczywiście, odpowiedni sprzęt może znacząco zwiększyć nasze bezpieczeństwo. Dobrze wyposażona apteczka, latarka, mapa, kompas czy odpowiednia odzież mogą okazać się niezwykle pomocne. Problem polega jednak na tym, że sam sprzęt nie podejmie za nas właściwej decyzji i samodzielnie nie zadziała.
Możemy mieć najlepszą apteczkę, ale jeśli nie wiemy, jak zatamować krwotok, jej zawartość niewiele pomoże. Możemy mieć kompas i mapę, ale bez podstaw orientacji w terenie, trudno będzie z nich skorzystać. Podobnie jest z każdym innym wyposażeniem – jego wartość wynika z wiedzy i umiejętności osoby, która go używa.
Dlatego podczas naszych szkoleń tak duży nacisk kładziemy na praktykę. Chcemy, żeby uczestnicy nie tylko poznali sprzęt, ale przede wszystkim zrozumieli, kiedy i w jaki sposób go wykorzystać.
Często powtarzamy, że najlepszym wyposażeniem, jakie można mieć w sytuacji kryzysowej, jest wiedza i zdrowy rozsądek. To one pozwalają właściwie ocenić sytuację, wykorzystać dostępne środki i podjąć decyzje, które zwiększają bezpieczeństwo nasze oraz osób znajdujących się obok.
Nie chodzi więc o wybór między sprzętem a przygotowaniem. Jedno i drugie jest potrzebne. Sprzęt jest narzędziem, ale to człowiek decyduje czy potrafi wykorzystać je we właściwy sposób. I właśnie dlatego warto inwestować nie tylko w wyposażenie, ale przede wszystkim w rozwijanie własnych umiejętności.
Pierwsza pomoc. Jak przełamać strach przed popełnieniem błędu?
Wiele osób obawia się udzielania pierwszej pomocy, bo boi się, że zrobi coś źle. Jak przełamać ten strach i dlaczego brak działania jest często większym zagrożeniem niż popełnienie błędu?
M.R-K.: Myślę, że ten strach jest całkowicie naturalny. Większość z nas nigdy nie znalazła się w sytuacji, w której od naszych działań może zależeć czyjeś zdrowie lub życie. Trudno więc oczekiwać, że bez wcześniejszego przygotowania będziemy czuć się pewnie.
Najczęściej nie boimy się samego udzielania pierwszej pomocy. Boimy się odpowiedzialności i tego, że popełnimy błąd. Tymczasem większość osób, które potrzebują naszej pomocy, nie oczekuje działań idealnych. Potrzebuje, żeby ktoś po prostu zareagował. To właśnie dlatego tak ważna jest edukacja i praktyczne ćwiczenia. Kiedy możemy przećwiczyć resuscytację, nauczyć się tamowania krwotoków czy postępowania w najczęstszych sytuacjach zagrożenia, zyskujemy coś znacznie cenniejszego niż wiedzę – zyskujemy pewność siebie.
Podczas naszych szkoleń często powtarzamy, że pierwsza pomoc nie polega na zastępowaniu lekarza czy ratownika medycznego. Rolą świadka zdarzenia jest zrobić to, co możliwe, do czasu przyjazdu służb. Czasami będzie to wezwanie pomocy, czasami zabezpieczenie miejsca zdarzenia, a innym razem rozpoczęcie resuscytacji czy zatamowanie masywnego krwotoku. To właśnie te pierwsze minuty bardzo często mają największe znaczenie.
Warto również pamiętać, że brak działania jest także decyzją i niestety czasami niesie za sobą konsekwencje. Oczywiście nikt nie oczekuje od przypadkowego świadka perfekcyjnych działań. Chodzi o to, aby nie odwracać wzroku i nie pozostawać obojętnym.
Podczas naszych szkoleń chcemy przede wszystkim pokazać, że pierwsza pomoc nie jest czymś zarezerwowanym dla medyków czy ratowników. Każdy z nas może znaleźć się w sytuacji, w której to właśnie jego reakcja będzie miała znaczenie.
Nie oczekujemy od uczestników, że po jednym szkoleniu staną się specjalistami. Chcemy natomiast, żeby wiedzieli, od czego zacząć, potrafili zachować spokój i nie bali się zrobić tego, co w danym momencie jest najważniejsze.
Co powinno nam wejść w nawyk? Trzy zasady, które warto zapamiętać
Gdyby każdy Polak miał zapamiętać tylko trzy zasady pierwszej pomocy i bezpieczeństwa, które powinny wejść nam w nawyk, co znalazłoby się na tej liście?
M.R-K.: To trudne pytanie, bo bezpieczeństwa nie da się zamknąć w trzech zdaniach. Gdybym jednak miała wskazać trzy zasady, które warto zapamiętać, byłyby to właśnie te.
Po pierwsze – zadbaj o własne bezpieczeństwo. To podstawowa zasada każdej sytuacji kryzysowej. Chcąc pomóc drugiej osobie, nie możemy zapominać o sobie. Jeżeli sami staniemy się poszkodowanymi, nie będziemy w stanie skutecznie pomóc nikomu. Dlatego każda reakcja powinna zaczynać się od oceny sytuacji i upewnienia się, że możemy działać bez narażania własnego życia i zdrowia.
Po drugie – nie pozostawaj obojętny. Wiele osób boi się zareagować, bo obawia się, że zrobi coś źle. Tymczasem często największym błędem jest brak jakiejkolwiek reakcji. Wezwanie pomocy, zabezpieczenie miejsca zdarzenia czy udzielenie podstawowej pierwszej pomocy może mieć ogromne znaczenie. Nie trzeba być ratownikiem, żeby pomóc drugiemu człowiekowi.
Po trzecie – przygotuj się, zanim będzie za późno. Sytuacje kryzysowe nie pytają, czy jesteśmy gotowi. Dlatego warto zdobywać wiedzę i ćwiczyć wcześniej. Dzięki temu, kiedy wydarzy się coś nieprzewidzianego, łatwiej zachować spokój, podjąć właściwe decyzje i skutecznie działać.
Myślę, że gdyby te trzy zasady stały się naszym codziennym nawykiem, wszyscy czulibyśmy się bezpieczniej. Bo bezpieczeństwo nie zależy wyłącznie od służb i instytucji. Zależy również od tego, jak przygotowani jesteśmy my sami i jak potrafimy reagować, kiedy drugi człowiek potrzebuje pomocy.
Rośnie zainteresowanie przygotowaniem na kryzys
Czy zauważacie, że w ostatnich latach rośnie zainteresowanie przygotowaniem na sytuacje kryzysowe? Z czego, Waszym zdaniem, wynika ta zmiana świadomości?
M.R-K.: Zdecydowanie tak i myślę, że wpływa na to kilka czynników. Ostatnie lata pokazały nam, jak szybko może zmienić się otaczająca nas rzeczywistość. Pandemia, wojna za naszą wschodnią granicą. Ekstremalne zjawiska pogodowe, lokalne podtopienia czy awarie infrastruktury uświadomiły wielu osobom, że sytuacje kryzysowe nie są czymś odległym ani mało prawdopodobnym. Mogą dotknąć każdego z nas.
Jednocześnie zauważam bardzo pozytywną zmianę. Coraz więcej osób nie pyta już: "Czy to może się wydarzyć?", ale: "Co mogę zrobić, żeby być lepiej przygotowanym?" I to jest, moim zdaniem, właściwy kierunek.
Przygotowanie nie oznacza życia w ciągłym poczuciu zagrożenia. Wręcz przeciwnie. Daje większy spokój i poczucie sprawczości. Kiedy wiemy, jak udzielić pierwszej pomocy, jak zachować się podczas ewakuacji, czy jak poradzić sobie w sytuacji kryzysowej, zyskujemy pewność, że nie będziemy całkowicie bezradni.
Widać to również w kierunku działań podejmowanych przez państwo. Ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej zwraca szczególną uwagę na budowanie odporności społecznej. Ministerstwo Obrony Narodowej realizuje programy, takie jak „Trenuj z Wojskiem”, „Edukacja z Wojskiem” czy "#wGotowości", których celem jest zwiększanie świadomości i przygotowania obywateli. To pokazuje, że edukacja w zakresie bezpieczeństwa staje się dziś jednym z ważnych elementów budowania nowoczesnego i odpowiedzialnego społeczeństwa.
Cieszę się, że jako Stowarzyszenie Salus Prima możemy być częścią tego procesu. Wierzę, że każda osoba, która zdobywa praktyczne umiejętności i uczy się właściwie reagować w sytuacjach kryzysowych, zwiększa bezpieczeństwo nie tylko swoje, ale również swojej rodziny, sąsiadów i lokalnej społeczności. Bezpieczne państwo to nie tylko nowoczesny sprzęt i dobrze przygotowane służby. To przede wszystkim świadomi obywatele, którzy wiedzą, jak zachować się wtedy, gdy ktoś obok potrzebuje pomocy.
Na zakończenie – gdyby mieli Państwo przekonać osoby, które nigdy nie były na szkoleniu z pierwszej pomocy ani survivalu, dlaczego warto poświęcić na to jeden weekend, co byście im powiedzieli?
M.R-K.: Powiedziałabym przede wszystkim, że warto poświęcić ten jeden dzień, bądź weekend. Nie dla certyfikatu, ale dla wiedzy i umiejętności, które mogą kiedyś okazać się bezcenne – dla nas samych i dla naszych bliskich. W ciągu krótkiego czasu można zdobyć praktyczną wiedzę, która daje większy spokój, pewność siebie i świadomość, jak zachować się wtedy, gdy wydarzy się coś nieprzewidzianego.
Nasze szkolenie nie ma na celu nauczyć uczestników wielodniowego przetrwania w dziczy – od tego są specjalistyczne kursy survivalowe. Chcemy natomiast przekazać praktyczne umiejętności, które naprawdę mogą przydać się w codziennym życiu. Uczestnicy uczą się m.in. udzielania pierwszej pomocy, korzystania z koca gaśniczego, orientacji w terenie bez telefonu i nawigacji, a także mają okazję założyć maskę przeciwgazową i kombinezon ochronny. To połączenie wiedzy z praktyką sprawia, że uczestnicy nie tylko słuchają, ale przede wszystkim zdobywają doświadczenie, które zostaje z nimi na długo.
Zależy nam również na tym, aby uczestnicy zrozumieli, że bezpieczeństwo nie jest wyłącznie zadaniem służb czy instytucji. Każdy z nas ma wpływ na bezpieczeństwo swoje, swojej rodziny i osób znajdujących się obok. Czasami wystarczy zachować spokój, podjąć właściwą decyzję i wiedzieć, od czego zacząć.
Bezpieczeństwo nie jest dane raz na zawsze. Buduje się je każdego dnia – poprzez wiedzę, praktyczne umiejętności, odpowiedzialność i gotowość do niesienia pomocy. Jeżeli po zakończeniu szkolenia uczestnicy wracają do domu z poczuciem, że są lepiej przygotowani na nieprzewidziane sytuacje i mają odwagę wykorzystać zdobytą wiedzę w razie potrzeby, to znaczy, że osiągnęliśmy swój cel.
Bo jest jedno zdanie, które od początku towarzyszy naszej działalności i najlepiej oddaje to, dlaczego robimy to, co robimy: "Dzisiaj uczysz się pomagać innym. Jutro to ktoś inny może pomóc Tobie."
Doktor nauk społecznych w dyscyplinie nauk o bezpieczeństwie, absolwentka Wojskowej Akademii Technicznej. Stopień doktora uzyskała na podstawie rozprawy pt. "Koncepcja systemu bezpieczeństwa socjalnego Polski z uwzględnieniem zjawiska prekariatu", poświęconej wyzwaniom współczesnej polityki społecznej i rynku pracy. Specjalizuje się w zagadnieniach dotyczących polityki rodzinnej, rynku pracy oraz systemu zabezpieczenia społecznego.
