W USA w gronie osób mających wystarczająco dużo pieniędzy, aby iść na emeryturę obserwuje się nowe podejście, które streszcza hasło: "życie jest krótkie".

"Widziałam wielu ludzi, którzy postanowili zbyt długo czekać z przejściem na emeryturę, wielu z moich kolegów lub starszych członków rodziny. Zostaje im rok emerytury, chorują i odchodzą. Nie chcę tego” – cytuje „Wall Street Journal” 48-letnią menedżerkę Melissę Marteney. Dziennik wyjaśnił, że nie pociąga jej już perspektywa spędzania w podróży 10-12 nocy w miesiącu

Sondaż Pew Research Center z listopada ub. r. wykazał wzrost liczby osób urodzonych w latach 1946-1964 przechodzących na emeryturę w porównaniu z poprzednimi latami. Było ich o 1,2 miliona więcej niż w poprzednich latach. Z kolei według świadczącej usługi finansowe firmy Wilmington Trust liczba właścicieli firm, którzy planują przejść na emeryturę wcześniej niż przewidywano, podwoiła się od sierpnia ubiegłego roku.

„Aktywa Amerykanów w wieku od 55 do 69 lat wzrosły w 2020 roku o 4,2 biliona dolarów, w tym o 2,2 biliona dolarów zwiększyła się wartość akcji korporacji i udziałów w funduszach inwestycyjnych oraz o 250 miliardów dolarów wartość prywatnych przedsiębiorstw. Aktywa ulokowane w nieruchomościach wzrosły w tej grupie o prawie 750 miliardów dolarów” – podaje „WSJ” w oparciu m.in. o dane Rezerwy Federalnej.

Powołując się na Susan Weinstock, wiceprezes ds. programowania Amerykańskiego Stowarzyszenia Emerytów (AARP), gazeta zwraca uwagę, że utrata starszych pracowników będzie miała negatywny wpływ na rynek pracy. Charakteryzują się oni bowiem wysoką produktywnością, niższą absencją i mogą szkolić oraz być mentorami nowych pracowników.

Niedochodowa fundacja lekarzy Physicians Foundation ostrzegła przed możliwymi konsekwencjami tego zjawiska szczególnie dotkliwego w służbie zdrowia. Jak uzasadnia prawie jedna trzecia lekarzy ma ponad 60 lat. Ich odejście z życia zawodowego grozi pogłębieniem istniejącego niedoboru, zwłaszcza specjalistów.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)