To może być prawdziwy cel ataku USA na Iran. "FAZ" zauważył, że "na wyspę w Zatoce Perskiej, przekształconej w terminal, przeładowuje się 95 proc. irańskiej ropy, przeznaczonej na eksport tankowcami".

Atak USA na Iran ma drugie dno. Chodzi o strategiczną wyspę

Jedną z osób promujących pomysł przejęcia Charku jest Michael Rubin, który pracował w przeszłości w Pentagonie, a teraz jest zatrudniony w konserwatywnym think tanku American Enterprise Institute. W połowie stycznia Rubin opublikował tekst zatytułowany "Ameryka, zamiast bombardować Iran, powinna zająć terminal naftowy Chark". Jego rekomendacje miały trafić na biurka w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego - podkreślił "FAZ".

"Zatoka Perska, w tym strategicznie ważna cieśnina Ormuz, jest płytka, szczególnie przy irańskim wybrzeżu. Tankowce, z których największe mieszczą do 3 mln baryłek, nie mogą podpływać zbyt blisko brzegu. Dlatego Iran przesyła ropę przeznaczoną na eksport podziemnymi rurociągami na położoną około 25 km od wybrzeża wyspę Chark, która została przekształcona w ogromny terminal naftowy" - czytamy w niemieckiej gazecie.

Atak na USA na wyspę Cherk to ryzyko, ale i "kuszący pomysł"

Ma to stwarzać, ze strategicznego punktu widzenia, "kuszący, na pierwszy rzut oka, pomysł ataku, wykorzystującego geograficzne uwarunkowania Iranu". Niemiecki dziennik przypomniał przy tym, że prezydent Donald Trump wielokrotnie mówił o odbieraniu ropy przeciwnikom USA.

Zdaniem Merca Gustafsona, eksperta ds. bezpieczeństwa z Eurasia Group, który do stycznia kierował Situation Room w Białym Domu, pomysł zajęcia wyspy mogłoby przypaść Trumpowi do gustu. "FAZ" zauważył, że Gustafson opublikował na portalu LinkedIn listę dziesięciu powodów, dla których Trump mógłby spróbować sięgnąć po Chark. Najważniejszym z nich jest to, że irańska marynarka wojenna, która odpowiadała za obronę wyspy, została już w znacznej mierze zniszczona.

Gustafson proponuje rozmieszczenie wokół wyspy mniejszej niż połowa Manhattanu dwóch niszczycieli, które miałyby odpierać ataki dronów i rakiet. Jego zdaniem przejęcie Charku nie tylko wzmocniłoby presję na władze w Teheranie, ale także wzmocniło amerykańską dominację na rynku ropy. "Nasuwają się tu analogie do Wenezueli. Tam okręty amerykańskiej marynarki kontrolują eksport ropy, blokując lub przejmując nieautoryzowane tankowce" - skomentował "FAZ".

Amerykanie mogą przejąć irańską ropę. To byłby cios dla Chin

Cała operacja byłaby jednak ryzykowna. Zgodnie z przytaczaną przez "FAZ" analizą Gustafsona, potrzebne byłyby wojska lądowe, które walczyłyby z Irańczykami na wyspie. Przez wiele tygodni utrzymywałoby się też zagrożenie atakami dronów. Operacja mogłaby również wywindować ceny ropy. Wreszcie Iran mógłby zniszczyć rurociąg, którym jest dostarczana ropa z kontynentu.

Chark to niewielka wyspa znajdująca się w północnej części Zatoki Perskiej. Jej powierzchnia wynosi 25 km2. Na wyspie znajduje się duży terminal naftowy połączony rurociągami z polem naftowym z Aga Dżari w południowo-zachodniej części Iranu. Ewentualny atak USA na wyspę byłby potężnym ciosem dla Chin, które skupują około 80 proc. importu ropy z Iranu. W strukturze importowej Chin irańska ropa stanowi około 13 proc.