Zamknięte niebo nad regionem

Po atakach USA i Izraela na Iran większość państw regionu – Iran, Irak, Izrael, Katar, Kuwejt, Bahrajn i Zjednoczone Emiraty Arabskie – zamknęła swoją przestrzeń powietrzną. Choć niektóre z nich stopniowo przywracają ruch lotniczy, sytuacja ta wstrząsnęła transportem lotniczym na całym świecie.

Pierwszym czynnikiem wpływającym na tę sytuację jest fakt, że na Bliskim Wschodzie znajdują się kluczowe węzły komunikacyjne, które opierają swój model działania na łączeniu Wschodu z Zachodem, m.in. jako miejsca przesiadkowe. Według Agencji Reutera od 28 lutego do 2 marca w siedmiu krajach Bliskiego Wschodu odwołano ponad 6 tys. lotów, z czego około 3 tys. na Międzynarodowym Porcie Lotniczym w Dubaju. To jedno z najważniejszych lotnisk w regionie, uznawane za jedno z najbardziej ruchliwych na świecie pod względem liczby pasażerów w ruchu międzynarodowym. Jak informowali przedstawiciele portu, tylko w lutym przez jego terminale przewinęła się rekordowa liczba 95,2 mln pasażerów. Dla porównania - największy polski port - Lotnisko Chopina w Warszawie w całym 2025 r. obsłużyło 24,1 mln pasażerów.

Dubaj obsługueje loty do 291 miast w 110 krajach

Według Associated Press najpopularniejszymi kierunkami podróży z lotniska w Dubaju są: Indie (11,9 mln pasażerów), Arabia Saudyjska (7,5 mln) i Wielka Brytania (6,3 mln). Lotnisko w 2025 r. miało obsłużyć 108 linii lotniczych, latających do 291 miast w 110 krajach. To właśnie w Międzynarodowym Porcie Lotniczym w Dubaju znajduje się baza linii lotniczych Emirates, oferujących 140 destynacji na 6 kontynentach.

Na Bliskim Wschodzie znajduje się również Międzynarodowy Port Lotniczy Hamad w Dosze, który w 2025 r. obsłużył 54,3 mln pasażerów. W sierpniu tamtego roku osiągnął rekordowy wynik, przekraczający 5 mln pasażerów w ciągu jednego miesiąca. Jest to także baza linii lotniczej Qatar Airways, oferującej połączenia do 177 destynacji.

Inne kluczowe centra lotnicze na Bliskim Wschodzie oraz działające tam linie lotnicze to m.in. Międzynarodowy Port Lotniczy Zayed (Abu Zabi) oraz Etihad Airways (baza na lotnisku w Abu Zabi) oraz Air Arabia (baza na lotnisku w Szardży).

LOT wśród potencjalnych beneficjentów

Ekspert prawa lotniczego z Uczelni Łazarskiego dr Mateusz Osiecki powiedział PAP, że pasażerowie chętnie korzystają z lotnisk w Dubaju czy Dosze jako węzłów przesiadkowych podczas podróży m.in. ze względu na ich korzystne położenie geograficzne. Dodał, że korytarze powietrzne łączące Europę z Azją należą do najbardziej ruchliwych na świecie.

– Trwający konflikt na Bliskim Wschodzie, który rozlał się także na ZEA i Katar, sprawia, że podróżni muszą szukać alternatywnych portów, aby odbyć loty na trasie Europa-Azja. Na tym kryzysie mogą skorzystać tacy przewoźnicy jak choćby Polskie Linie Lotnicze LOT, które oferują coraz więcej bezpośrednich rejsów do Azji (m.in. Seul, Tokio - przyp. red.) z hubu w Warszawie – zauważył dr Osiecki.

Ekspert zaznaczył, że trudno jednoznacznie przewidzieć, czy sytuacja na Bliskim Wschodzie doprowadzi do wykształcenia się alternatywnych hubów lotniczych. Zależy to przede wszystkim od tego, ile jeszcze potrwa wojna - i czy w najbliższej przyszłości dojdzie do kolejnych ataków.

– Jeśli Dubaj, Doha czy Rijad, który ma ambicje stać się kolejnym globalnym hubem, przestaną jawić się jako bezpieczne porty, wolne od konfliktów, to szansę na wypełnienie tej niszy zdecydowanie mogą mieć Stambuł (baza linii Turkish Airlines - przyp. red.), porty Europy Środkowej czy wreszcie dynamicznie rozwijająca się Addis Abeba w Etiopii (baza linii Ethiopian Airlines - przyp. red.) – podkreślił.

Niebezpieczna przestrzeń powietrzna

Drugim znaczącym czynnikiem jest przestrzeń powietrzna Bliskiego Wschodu. Była ona korytarzem lotniczym m.in. dla zachodnich linii, dla których przestrzeń powietrzna Rosji pozostaje niedostępna od wybuchu wojny rosyjsko-ukraińskiej w 2022 r.

Brytyjski ekspert ds. lotnictwa Julian Bray podkreślił w rozmowie z PAP, że jeśli istnieje strefa konfliktu, w której latają pociski i drony, a obiekty są zestrzeliwane, to analogicznie nie będzie tam również cywilnego ruchu lotniczego.

– W tej chwili prezydent (USA Donald - przyp. red.) Trump mówi o miesiącu trwania konfliktu. Ja mówię raczej o trzech do pięciu miesiącach, ponieważ nawet jeśli konflikt się zakończy, nadal pozostanie wiele pracy do wykonania, aby wszystko wróciło do normy – powiedział PAP Julian Bray.

Dodał, że chodzi o tzw. zarażenie, czyli rozrost strefy konfliktu poza Iran na sąsiednie państwa, które zostały zaatakowane i bronią swoich granic.

Z kolei dyrektor-konsultant Strategic Air w Australii Tony Stanton nazwał w rozmowie z CNN przestrzeń powietrzną Bliskiego Wschodu „mostem o dużej przepustowości” między Europą i Azją. - Kiedy ten most się zawali lub zostanie zamknięty, ruch nie znika w dużej mierze – powiedział. Stanton zaznaczył, że ten ruch ma tendencje do kierowania się do dwóch wąskich korytarzy na północy i południu, które w związku z zamkniętą przestrzenią powietrzną na Bliskim Wschodzie są zatłoczone. To w rezultacie - jak podaje m.in. CNN - może prowadzić do dłuższych opóźnień lotów i większych zakłóceń.

Przewoźnicy szukają alternatywnych tras

Z danych Flightradar24 (serwis internetowy pokazujący lokalizację statków powietrznych na mapie w czasie rzeczywistym) wynika, że samoloty omijają zamkniętą przestrzeń powietrzną korytarzem kaukaskim – na północ od Iranu, lecąc nad Armenią, Gruzją i Azerbejdżanem. Drugi korytarz, na południe od Iranu, utworzył się nad Egiptem i Arabią Saudyjską.

Dr Osiecki wytłumaczył, że zamknięcie przestrzeni powietrznej państw Bliskiego Wschodu wymusza na przewoźnikach wykonywanie lotów dłuższymi trasami, co z kolei przekłada się na wyższe koszty paliwa, a tym samym na ceny biletów. – Widzimy jednak, że część państw dotkniętych konfliktem stopniowo otwiera fragmenty swojej przestrzeni powietrznej, więc sytuacja może się zacząć normować – powiedział.

Również Stanton stwierdził, że przygotowanie linii lotniczych na zmienność geopolityczną, w tym obliczanie nowych planów lotów, dostosowywane ilości paliwa czy zmieniane stanowisk załóg jest „dobrze naoliwionym procesem”. Dodatkowo, zaawansowane systemy monitorowania ryzyka mają umożliwiać zespołom operacyjnym modelowanie scenariuszy awaryjnych, zanim dojdzie do zamknięcia linii lotniczych.

Do wstrząsów w lotnictwie dochodziło już wcześniej

Do podobnych wstrząsów w lotnictwie dochodziło m.in. podczas pandemii COVID-19, wybuchu wulkanu na Islandii w 2010 r. czy w związku z wojną w Ukrainie. Takie sytuacje często zmuszają linie lotnicze do zmiany trasy. Przykładem tego są rejsy Japan Airlines z Tokio do Londynu, które przed inwazją Rosji na Ukrainę w 2022 r. na zachód przelatywały nad terytorium Rosji. Od momentu wojny loty odbywają się na wschód nad Pacyfikiem, Alaską i Kanadą, co wydłuża czas podróży o 2,4 godz. Dłuższa podróż powoduje większe spalanie paliwa - w tym przypadku o ok. 20 proc. w porównaniu do pierwotnej trasy.

W sobotę 28 lutego rozpoczął się atak wojsk Izraela i USA na Iran. Zaatakowana została siedziba najwyższego przywódcy w Teheranie oraz irańskie cele wojskowe. Władze Iranu potwierdziły w niedzielę śmierć najwyższego przywódcy kraju Alego Chameneia, dowódcy Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) Mohammada Pakpura i wpływowego doradcy ds. bezpieczeństwa Alego Szamchaniego. Iran odpowiedział atakiem na Izrael oraz bazy USA w państwach Zatoki Perskiej.

Agencja Unii Europejskiej ds. Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA) poinformowała w sobotę, że istnieje wysokie ryzyko dla lotnictwa cywilnego w przestrzeni powietrznej zarówno Iranu, jak i państw sąsiednich, w których znajdują się bazy USA. Zaleciła operatorom wstrzymanie się od lotów.

Weronika Moszpańska