Zaskakujące słowa kanclerza Niemiec
„SZ” stwierdza, że kanclerz „w zaskakująco wyraźny sposób zdystansował się od (prezydenta USA) Donalda Trumpa i jego wojny z Iranem”, a to „może mocno uderzyć w rząd (Niemiec - PAP) i Ukrainę”.
Już pod koniec pierwszego tygodnia wojny Merz ostrzegał przed dalekosiężnymi skutkami dłuższego konfliktu i możliwego upadku państwa irańskiego dla bezpieczeństwa Europy i dostaw energii. Teraz Berlin wykluczył wysłanie wojsk do blokowanej przez Iran cieśniny Ormuz, ważnego szlaku transportowego dla dostaw ropy naftowej.
Skomplikowana sytuacja rządu w Berlinie
W niemieckiej polityce ruch ten spotyka się ze zrozumieniem. Jak odnotowuje „SZ”, Merza chwalą socjaldemokratyczni koalicjanci, a większość Niemców w sondażach sprzeciwia się wojnie USA i Izraela przeciwko Iranowi.
„Sytuacja dla rządu po tak wyraźnym zdystansowaniu się od Trumpa jest jednak skomplikowana. Merz i minister obrony Boris Pistorius mierzą się z dylematem. Na świecie ostre odcięcie się od prezydenta USA zostało zauważone. Trump postrzega stanowisko Niemiec i innych partnerów w NATO jako brak wdzięczności, wskazując na ochronę, jaką USA zapewniają m.in. Niemcom” - czytamy w „SZ”.
Dziennik przypomina, że broniąca się przed rosyjską inwazją Ukraina wciąż mocno polega na wsparciu USA w zakresie rozpoznania i łączności satelitarnej Starlink, a Stany Zjednoczone są „jedynym krajem, który próbuje negocjować zawieszenie broni z Rosją”.
Dodatkowo blokada Ormuzu oraz związane z nią wyższe ceny „zagrażają najważniejszemu celowi polityki wewnętrznej Merza, czyli szybkiemu powrotowi do wzrostu gospodarczego i ochronie miejsc pracy”.
Niemcy chcą rozwiązania politycznego
Mimo to Merz i Pistorius wykluczają udział wojskowy Niemiec. „Chcą rozwiązania politycznego. W czasach, gdy stare sojusze i siła prawa międzynarodowego słabną, chcą wyznaczyć Trumpowi granice i nie podejmować ryzykownych działań. Rozszerzenie czysto defensywnej misji UE Aspides, która ma chronić żeglugę np. na Morzu Czerwonym przed rebeliantami Huti, na cieśninę Ormuz jest stanowczo odrzucane” - pisze „SZ”. Choć Bundeswehra dysponuje trzema fregatami rakietowymi klasy Sachsen, które „nadawałyby się do takiej operacji, ponieważ posiadają rozbudowane systemy obrony przeciwlotniczej”.
Na koniec „SZ” stwierdza, że „działanie polityczne w obecnej sytuacji przypomina marsz po ruchomych piaskach”. „Dotyczy to nie tylko wojny z Iranem. W kręgach Bundeswehry pojawia się niepokój: a co, jeśli Chiny wykorzystają sytuację i zaatakują Tajwan? A jeśli Rosja jednocześnie przetestuje NATO na wschodniej flance? Zapewne nie będzie można już wtedy liczyć na wsparcie USA” - kwituje gazeta.
Mateusz Obremski