W firmach powyżej dziewięciu pracowników w lipcu zatrudnionych było łącznie 5,76 mln osób. To o 9 tys. więcej niż przed miesiącem – poinformował GUS. – To najlepszy wynik dla lipca od 2010 r. – zauważa Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millenium.

Popyt na pracę jest więc nadal mocny w ślad za wzrostem gospodarki, która w drugim kwartale urosła o 3,1 proc. (w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku). Zatrudnienie zwiększa się nawet mimo pogorszenia nastrojów w przemyśle. Bo w lipcu wskaźnik PMI określający koniunkturę w tej branży spadł do poziomu 50,3 z 51,8 w czerwcu. Głównie dlatego, że według szefów badanych firm przemysłowych wielkość produkcji nie rosła, kurczyły się zamówienia krajowe i zagraniczne oraz rosły wolne moce produkcyjne przedsiębiorstw. Ale jak się okazuje, nie zraziło to pracodawców do zwiększania zatrudnienia, ponieważ prawdopodobnie liczą oni, że w niedługiej przyszłości zamówienia zaczną ponownie rosnąć.

Możliwe jest jednak również to, że zmiany mają charakter statystyczny. Rosnące zatrudnienie może bowiem wynikać także z tego, że część firm zmienia tylko zasady współpracy z dotychczasowymi pracownikami – daje im etaty zamiast umów cywilno prawnych (nie są one liczone do przeciętnego zatrudnienia w przedsiębiorstwach). W ten sposób pracodawcy chronią się przed utratą pracowników, ponieważ przy spadającym bezrobociu przedsiębiorstwa mają coraz większe kłopoty ze znalezieniem fachowców. W tej sytuacji część zatrudnionych osób, które nie miały tradycyjnych umów o pracę, mogłaby odejść.

>>> Czytaj też: Płace Polaków wystrzeliły w górę. GUS podał nowe dane o zarobkach

Wzrost zatrudnienia w przedsiębiorstwach powoduje spadek bezrobocia. Jak szacuje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, liczba zarejestrowanych osób bez zajęcia skurczyła się w lipcu o 30,5 tys., do 1 mln 362 tys. i była o prawie 224 tys. mniejsza niż przed rokiem. Stopa bezrobocia spadła tym samym do 8,6 proc. Tak dobrego wyniku nie było od czerwca 1991 r.

Wzrostu zatrudnienia można oczekiwać także w następnych miesiącach. Wskazują na to m.in. badania NBP przeprowadzone w czerwcu na terenie całego kraju w 1868 firmach. Według nich ok. 15 proc. ankietowanych przedsiębiorstw planowało powiększenie w trzecim kwartale liczby pracowników. Zamierzały to zrobić, choć w niewielkiej skali, nawet przedsiębiorstwa, które niepewność swojej przyszłej sytuacji ekonomicznej oceniały jako wysoką.

GUS poinformował także, że w lipcu przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło prawie 4292 zł i było nominalnie o 4,8 proc. wyższe niż przed rokiem. To więcej niż wynosiły prognozy analityków, którzy na ogół obstawiali wzrost w wysokości 4,5 proc.

Rzeczywista dynamika wynagrodzeń jest jednak niższa niż w czerwcu, gdy wyniosła 5,3 proc. – Większy wzrost płac w czerwcu wynikał głównie z kumulacji premii w przemyśle rafineryjnym – uważa Maliszewski. To jednak niejedyny powód. W lipcu tego roku liczba dni roboczych była o dwa mniejsza niż w tym samym okresie roku ubiegłego, a w czerwcu o jeden dzień większa. To spowodowało m.in., że mniej też było pracy w godzinach nadliczbowych, które są wynagradzane dodatkowo. Miało to więc wpływ na wysokość zarobków w przemyśle i budownictwie. Nie zrekompensował tego wzrost płac w handlu detalicznym czy w gastronomii, gdzie większa liczba dni wolnych od pracy podnosi wypłaty pracowników.

Z danych GUS wynika również, że siła nabywcza przeciętnego wynagrodzenia po uwzględnieniu inflacji była w lipcu w sektorze przedsiębiorstwa o 5,7 proc. większa niż przed rokiem. Natomiast w pierwszych siedmiu miesiącach tego roku wzrosła aż o 5 proc. – tak dużego wzrostu realnego płac nie było w analogicznym okresie od 2008 r.

To nie koniec podwyżek, którym sprzyjać będzie przyspieszenie tempa wzrostu gospodarczego spodziewane przez ekspertów w drugim półroczu. Na kontynuację podwyżek zarobków wskazują też wcześniejsze wyniki badań rynku pracy. Na przykład według przeprowadzonych w czerwcu przez NBP zwiększenie wynagrodzeń planowało w trzecim kwartale 19 proc. przedsiębiorstw. W tym czasie płace mają w nich wzrosnąć średnio o 5,4 proc. Większość podwyżek pensji będzie jednak umiarkowana co do skali – relatywnie wysokie podwyżki pensji (wyższe niż 10 proc.) planowane były rzadko, bo zaledwie w 2,6 proc. przedsiębiorstw.

>>> Polecamy: Zabraknie specjalistów w Polsce. Więcej ofert niż chętnych