Przygotowany przez Ministerstwo Zdrowia projekt przewiduje m.in. wprowadzenie zakazu spożywania napojów alkoholowych w miejscu publicznym z wyjątkiem miejsc do tego przeznaczonych, wydłużenia czasu, w którym obowiązuje zakaz emisji reklam piwa, tak by było to możliwe dopiero po godzinie 23, zwiększenie uprawnień rad gminy w zakresie uchwalania liczby punktów sprzedaży napojów alkoholowych oraz ograniczanie sprzedaży między godziną 22. a 6. napojów alkoholowych przeznaczonych do spożycia poza miejscem sprzedaży.

Autorzy projektu argumentują, że konieczne jest wprowadzenie "skutecznych działań", które pomogą zmniejszyć spożycie alkoholu w Polsce, które przewyższa średnią w krajach UE. Według danych Polskiej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych nadmiernie i szkodliwie alkohol pije ponad 3 mln Polaków, a z szacunków Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wynika, że spożycie alkoholu w Polsce będzie rosło.

Reklama

Eksperci, w tym przedstawiciele związków zawodowych, handlu, organizacji zrzeszających producentów żywności oraz branży reklamowej, uczestniczący w debacie ocenili, że nowe regulacje wprost uderzają cały przemysł piwowarski.

Dyrektor generalny Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego - Browary Polskie Bartłomiej Morzycki zaznaczył, że Polska należy do grup krajów Europy z najbardziej restrykcyjną polityką dotyczącą reklamowania alkoholi - na terenie kraju można reklamować jedynie produkty piwne. W większości krajów europejskich reklama piwa, a także wina i napojów spirytusowych jest dozwolona; całkowity zakaz reklam alkoholu jest we Francji, Norwegii i Szwecji.

Podkreślił, opierając się na danych GUS z 2016 roku, że nie ma potwierdzenia związku pomiędzy nakładami reklamowymi, czasem emisji reklam, a poziomem konsumpcji piwa. Jak zaznaczył, reklama piwa "już dawno w branży piwowarskiej przestała być elementem napędzającym wzrost konsumpcji" i jest wykorzystywana jedynie w celach marketingowych np. do promowania marki lub gatunku piw.

"Rodzi się takie oczywiste pytanie: w jaki sposób projektowana przez Ministerstwo Zdrowia regulacja, która ma zakazać pojawiania się reklam w telewizji, miałaby rozwiązać problem tych kilku proc. konsumentów, którzy - jak wskazują badania - w większości konsumują alkohol mocny, a nie piwo. My, jako Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego, takiego powiązania logicznego pomiędzy chęcią przeciwdziałania pewnemu zjawisku, a projektowaną regulacją nie widzimy" - powiedział Morzycki.

Wśród skutków ekonomicznych, jakie niesie za sobą projekt ustawy, wymienił m.in. zagrożenie dla miejsc pracy w branży piwowarskiej, likwidacja Funduszu Zajęć sportowych dla uczniów tworzony z 10 proc. odpisu od reklam piwa, zahamowanie rozwoju rynku piwa, tworzone również przez lokalne firmy z polskim kapitałem. Zaznaczył, że zakaz reklam obejmie także piwa nisko- i bezalkoholowe, których konsumpcja w Polsce stale rośnie i świadczy o trendzie zastępowania alkoholi mocnych słabszymi.

"Z poziomu szlachetnych idei walki z alkoholizmem zaproponowano rozwiązania, które nijak ze sobą nie są powiązane, ani przyczynowo-skutkowo, ani też nie uderzają w sedno problemu, tylko gdzieś na oślep w branżę, która nie powinna czuć się odpowiedzialna za ten problem w takim stopniu, w jakim ustawodawca chciałby nam przypisać" - zaznaczył Morzycki. Ocenił, że jest to "fasadowa regulacja", która stworzy więcej problemów, niż rozwiąże.

Dyrektor Naczelnej Rady Zrzeszeń Handlu i Usług Mariola Roguska-Kopańczyk podkreśliła, że 25 proc. obrotów w małych sklepach ogólnospożywczych pochodzi właśnie ze sprzedaży piwa. Jej zdaniem inne założenia ustawy, jak np. zwiększenie uprawnień rad gminy w zakresie uchwalania liczby punktów sprzedaży napojów alkoholowych "bardzo uderzy w małych detalistów". "Wprowadzanie dalszych tego typu zmian nie spowoduje tego, że konsumenci przestaną korzystać z alkoholu, zaczną kupować w mniejszej ilości, tylko może zrobić się otwarta furtka do nabywania tego alkoholu w innych miejscach, czyli pogłębi się szara strefa" - powiedziała Roguska-Kopańczyk.

Doradca prezydenta Pracodawców RP Jarosław Wereszczyński zauważył z kolei, że "propozycje zmian ustawy leżą w kompetencjach co najmniej trzech ministrów". Jego zdaniem, minister zdrowia "dzięki tej archaicznej ustawie uzurpuje sobie kompetencje wchodzenia w zakresy działań innych ministrów w oderwaniu od istniejącego rynku". Według niego szef MZ powinien skoncentrować się na propagowaniu trzeźwego stylu życia i wykonywaniu art. 10 ustawy, który mówi o przekierowaniu zachowań konsumenckich z alkoholi mocnych na alkohole słabe za pomocą polityki fiskalnej. (PAP)

autor: Paweł Dembowski

edytor: Danuta Starzyńska-Rosiecka