W ciągu kilku dekad średnia temperatura w Warszawie wzrosłą o 2 st. C i zbliża się do klimatu Bałkanów, a fale upałów są coraz częstsze. Tymczasem wciąż brakuje przepisów, które ograniczałyby problem zapotrzebowania na energię miejskich wysp ciepła.

Temperatury znacznie przekraczające 30 st. C i pełne słońce sprawiły, że warszawski operator sieci dystrybucyjnej – Innogy Stoen Operator – odnotował najwyższe w historii zapotrzebowanie odbiorców na moc latem – 1300,7 MW. To 4 proc. więcej, niż poprzedni rekord z lipca 2018 roku.

To wciąż mniej od najwyższego obciążenia sieci zimą. Przy trzaskającym mrozie od minus 10 do minus 15 st. C, jaki był 26 lutego 2018 roku w Warszawie, obciążenie sieci osiągnęło absolutny rekord – 1352 MW. Jednak letnie obciążenie niebezpiecznie zbliża się przez ostatnią dekadę do tego notowanego zimą. W tym roku zimowe obciążenie było bowiem już tylko o 15 MW wyższe od środowego letniego rekordu.

To kłopotliwa dla stolicy sytuacja, bo zimą energię elektryczną w mieście generują dwie elektrociepłownie – Żerań i Siekierki – dostarczające mieszkańcom równocześnie ciepła i prądu. Gdy w miejskiej sieci zapotrzebowanie na ciepło jest minimalne (latem PGNiG Termika produkuje ciepło jedynie na potrzeby podgrzewania wody w kranach), elektrociepłownie dostarczają też mniej energii elektrycznej.

Wykres

Wykres

źródło: Materiały Prasowe

W Europie Zachodniej, ale też np. w Estonii, problem ocieplania klimatu i coraz częstszych i dłuższych fal upałów, dotkliwych zwłaszcza w zabetonowanych miastach, jest ograniczany poprzez nowe technologie. W Szwecji, Helsinkach i Tartu fińskie Fortum zbudowało miejskie sieci chłodnicze. W samej stolicy Szwecji, gdzie system centralnego chłodu rozwijany jest od zaledwie kilku lat, sieć chłodnicza liczy sobie już 250 km (niemal jedna dziesiątą sieci ciepłowniczej). Z kolei w takich miastach jak Paryż i Wiedeń poprzez obowiązkowe przepisy dla nowych inwestycji lub systemy wsparcia i promocji, dachy budynków wykorzystywane są pod instalacje fotowoltaiczne albo ogrody, ograniczające nagrzewanie się budynków i zatrzymujące silne opady deszczu.

W Polsce nie stosuje się żadnego z tych rozwiązań. Co więcej, przez lata ministerstwo budownictwa wstrzymywało zaostrzenie norm efektywności energetycznej dla nowych budynków. W efekcie wiele z nich mogłoby już dziś potrzebować dużo mniej mocy, niż podobne inwestycje na Zachodzie.

Co ma główny wpływ na większe zapotrzebowanie na prąd w Warszawie? O ile wzrosła temperatura? O tym w dalszej części artykułu na portalu WysokieNapiecie.pl

Autor: Bartłomiej Derski, WysokieNapiecie.pl