Nie pamiętamy afer, nie wiemy, jak bojkotować ani co to w ogóle jest bojkot konsumencki, a przez nasze zachowanie firmy zamiast tracić, zyskują – tak wynika z najnowszych badań prof. dr hab. Dominiki Maison (UW), które przedstawiła podczas tegorocznej konferencji Nienieodpowiedzialni przebiegającej pod hasłem „Bunt i gniew w (nie)odpowiedzialnym życiu i biznesie”.

Jak wynika z przedstawionych badań, ponad połowa Polaków nie oczekuje od firm aktywności w zakresie działań na rzecz środowiska naturalnego i społecznego. Jednocześnie zaś respondenci uważają się za odpowiedzialnych konsumentów. Jak to możliwe?

Przyjrzyjmy się liczbom. Dla 37 procent badanych, firmy mają się zająć zarabianiem pieniędzy i co najwyżej „nie szkodzić”. Aż 22 proc. Polek i Polaków jest zdania, że w biznesie chodzi o pieniądze i wartości etyczne. Ale już łącznie 41 proc. pytanych uważa, że biznes jest odpowiedzialny za aktywne działanie na rzecz społeczeństwa i środowiska. Wygląda na to, że jest lepiej niż kilka lat temu. To jednak nie jest takie proste.

Kiedy w styczniu 2014 roku LPP (właściciel marek odzieżowych, m. in. Reserved) podjął decyzję, że nie będzie płacił podatków w Polsce i przenosi się do tzw. rajów podatkowych w sieci zawrzało. Zorganizowana na Facebooku grupa, która nawoływała do bojkotu firmy, zgromadziła 10 tys. fanów w trzy dni. Jaki był efekt tego działania? LPP nie tylko nie poniosło strat finansowych, ale wręcz zanotowało wzrost sprzedaży (i to spory – o 29 proc. r/r w styczniu 2014).

Historycznie (i w Ameryce) bojkot konsumencki dawał jednak zupełnie odmienne rezultaty. Dla przykładu, gdy w 1995 roku Shell chciał zatopić nieaktywną platformę wiertniczą, silna reakcja opinii publicznej sprawiła, że firma wycofała się z decyzji. Z kolei gdy w 2010 wybuch na platformie Deepwater Horizon należącej do koncernu BP spowodował wyciek ropy i katastrofę ekologiczną (choć nie największą) w rejonie Zatoki Meksykańskiej, przez nietankowanie na stacjach BP zakończyło się kolosalnymi stratami (Niemniej, BP do dziś płaci za straty, jakich było powodem i nadal nie doprowadziło do oczyszczenia skażonego terenu. Przewiduje się, że w najbardziej optymistycznym scenariuszu odzyskane zostanie nie więcej niż 20 proc. ropy).

Polak odpowiedzialny, nieodpowiedzialny Polak

Co ciekawe, badani deklarowali, że podczas podejmowania decyzji o zakupie produktów czy usług, zwracają uwagę na kwestie etyczne (mimo że wcześniej oznaczali równie chętnie, że nie są one w ogóle istotne). 88 proc. respondentów odpowiedziało pozytywnie na pytanie, czy zwracają uwagę na dobre warunki chowu zwierząt, odpowiednie warunki pracy i płacy oraz ochronę środowiska naturalnego. Niewiele mniej, bo odpowiednio 87 i 84 proc. badanych zadeklarowało, że istotne jest uczciwe i etyczne zachowanie podmiotu sprzedającego i nietestowanie produktów na zwierzętach.

Tak mówili badani o sobie, a jak widzieli Polaków jako konsumentów?

Rozbieżności okazały się ogromne. Ocena tego, co robi respondent w przypadku każdego pytania stawiała go w opozycji do tego, jak widzi Polaków w roli konsumentów w ogóle. Obrazuje to najlepiej powyższy wykres.

Wszystkie te deklaracje to jednak co najwyżej pobożne życzenia: kiedy badani zostali zapytani o konkretne działanie w sytuacji, gdy np. właściciel firmy ma skrajnie rasistowskie poglądy i bez skrępowania prezentuje je w mediach, 48 proc. aktywnie zniechęcałoby do kupowania produktów tej marki, ale aż 52 proc. kupowałoby produkty bez względu na sytuację. To o tyle znamienne, że nie pamiętamy firm, które kojarzyłyby się nam z bojkotem konsumenckim. 86 proc. Polaków nie pamięta ŻADNEGO skandalu związanego z firmami czy markami. Jeśli jednak pamiętają, zwykle odpowiadają, że nie podjęli żadnych działań w związku z aferą.

Skąd ta sytuacja? Brakuje nam wiedzy, nie mamy motywacji, a może po prostu nie umiemy się skutecznie buntować?

Co ciekawe, tylko 39 proc. badanych w ogóle zna, choćby ze słyszenia, określenie „bojkot konsumencki”. Częściej odpowiadali na to pytanie twierdząco mężczyźni niż kobiety i raczej osoby po 55. roku życia, a nie młodsi. W tej grupie znajdowali się też mieszkańcy wielkich miast posiadający wykształcenie wyższe. Ciekawe były również odpowiedzi na pytanie, czym zatem jest taki bojkot. 31 proc. uznało, że to niekupowanie produktów określonej firmy czy producenta albo sygnowanych konkretną marką. Dla 24 proc. oznaczało to rezygnację z zakupu konkretnych produktów. Manifestowanie niezadowolenia wobec producenta wskazało 21 proc. pytanych, a tylko 7 proc. wskazało, że bojkot konsumencki to „zniechęcanie innych do kupowania produktów określonej marki/ firmy”.

Równie interesujące są odpowiedzi na pytanie o zaangażowanie w bojkot konsumencki. Aż 28 proc. pytanych nie wie, czy kiedykolwiek brało udział w takim działaniu, 55 proc. zaprzeczyło, jakoby kiedykolwiek świadomie rezygnowało z produktów czy usług firmy ze względu na niezgodę na sposób, w jaki ona postępuje. Zaledwie 17 proc. zadeklarowało, że wzięło udział w bojkocie. Częściej deklarują to osoby w przedziale wiekowym 25-34 ze średnim i wyższym wykształceniem, mieszkające w wielkich miastach.

Najmniej zbuntowanych konsumentów pochodzi z grupy wiekowej 18-24, mieszkańców wsi i osób z wykształceniem podstawowym (tam zaledwie 1 proc. korzysta z bojkotu konsumenckiego).

To jednak nie tłumaczy do końca, dlaczego ci, którzy bojkotują robią to, a tak duża grupa nie angażuje się w podobne działania. Rąbek tajemnicy uchylają dopiero dwie inne dane: to poczucie sprawstwa i poziom zadowolenia z życia. Okazuje się bowiem, że buntują się ci, którzy są zadowoleni ze swojego życia i czują, że mogą coś zmienić.

Znów też, jeśli zapytać Polaka o to, jak widzi siebie na tle innych rodaków, sprawa się komplikuje. Tylko na stwierdzenie „Konsumenci nie mają szans w walce z koncernami” oceniliśmy lepiej innych Polaków – w pozostałych kategoriach jesteśmy przekonani, że robimy wszystko, co da się zrobić, a winni są „pozostali”.

Powodem niepodejmowania działań jest zatem brak wiary w ich skuteczność, konformizm oraz obojętność konsumentów (jeśli produkt im odpowiada, to inne czynniki nie mają znaczenia), a także brak solidarności.

>>> Czytaj też: Szykuje się ostry wzrost akcyzy. Sprawdź, o ile podrożeje wódka, wino i papierosy