Po tym, jak w kampanii wyborczej ogłoszono, że płaca minimalna w 2020 r. wyniesie 2,6 tys. zł, pojawiły się protesty wśród nauczycieli i samorządowców. Zwracano uwagę, że minimalne stawki wynagrodzeń określanych przez MEN dla części stażystów i nauczycieli kontraktowych, a nawet mianowanych byłyby wtedy znacznie niższe od najniższej pensji. W efekcie samorządy musiałyby wyrównywać tym osobom pensje do ustawowego minimum.

Dariusz Piontkowski, szef MEN, obiecał wtedy, że te stawki nauczycielskie zostaną dostosowane do ogólnych przepisów. Zapowiedział też, że w 2020 r. będą kolejne podwyżki – tym razem o 6 proc.

Na razie udało mu się zrealizować pierwszą obietnicę. Taka zmiana pojawiła się w projekcie nowelizacji rozporządzenia z 31 stycznia 2005 r. w sprawie wysokości minimalnych stawek wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli, ogólnych warunków przyznawania dodatków do wynagrodzenia zasadniczego oraz wynagradzania za pracę w dniu wolnym od pracy (t.j. Dz.U. z 2014 r. poz. 416 ze zm.).

Wyrównanie tylko dla niektórych

Ostatnie podwyżki dla nauczycieli były efektem porozumienia podpisanego z oświatową Solidarnością we wrześniu 2019 r. (o 9,6 proc.). Tym samym pensje wzrosły w tym roku łącznie o blisko 15 proc. Niestety, mimo tego płace części nauczycieli wciąż są niższe od ustalonej na 2020 r. płacy minimalnej. Dlatego resort edukacji po krytyce ze strony partnerów społecznych zdecydował się na wyrównanie do poziomu wynoszącego co najmniej kwotę odpowiadającą płacy minimalnej. Nauczyciele zyskają średnio ok. 150 zł miesięcznie brutto (patrz infografika). Według szacunków MEN z tych podwyżek skorzysta 19 tys. osób.

W projekcie nie znalazły się jednak propozycje zwiększenia stawek o 6-proc. podwyżki, które Dariusz Piontkowski obiecał nauczycielom jeszcze w kampanii wyborczej. Nie ujęto ich również w projekcie ustawy budżetowej. Szef MEN zapewnia, że środki na ten cel się znajdą, ale nic nie wskazuje na to, że będą one wypłacone od stycznia 2020 r. (tak jak np. dla członków korpusu służby cywilnej).

– Proponowana podwyżka dla nielicznych nauczycieli, otrzymujących płace zasadnicze niższe niż 2,6 tys. zł, jest kolejnym aroganckim posunięciem rządu, wymuszonym podniesieniem wynagrodzenia minimalnego – oburza się Tadeusz Pisarek, przewodniczący Zarządu Głównego NSZZ Pracowników Schronisk dla Nieletnich i Zakładów Poprawczych.

Podkreśla, że obecnie pensje nauczycieli plasują się na najniższym poziomie od wielu lat – np. płaca zasadnicza nauczyciela dyplomowanego to zaledwie 77 proc. średniej krajowej.

Straszą strajkiem

Związkowcy mają nadzieję, że po uchwaleniu budżetu na 2020 r. MEN zaproponuje im podwyżki na poziomie nawet wyższym niż 6 proc.

– Będziemy walczyć, aby pensje nauczycieli wzrosły o co najmniej 15 proc. z wyrównaniem od stycznia 2020 r. Inaczej rozważamy nawet powrót do strajku generalnego, który również mógłby przypaść na kwiecień przyszłego roku – zapowiada Sławomir Wittkowicz, przewodniczący branży nauki, oświaty i kultury w Forum Związków Zawodowych.

– Obiecywane nam 6 proc. pod koniec przyszłego roku jest nie do przyjęcia. A obecny projekt nowelizacji rozporządzenia płacowego traktujemy jako coś naturalnego i wynikającego ze wzrostu płacy minimalnej – dodaje.

ZNP również nie kryje oburzenia. – To jest dowód na to, że obecna ekipa rządowa kłamała przed 13 października, mówiąc, że nauczyciele w 2020 r. otrzymają dodatkowe pieniądze. Jeśli miałoby tak rzeczywiście być, to stosowne zapisy znalazłyby się już w tym projekcie – mówi Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP.

Według niego nic nie stoi na przeszkodzie, aby nauczyciele, tak jak pozostali pracownicy budżetówki i służb mundurowych, otrzymali podwyżki od stycznia 2020 r.

(Bez)kosztowe wyrównanie

Ministerstwo przekonuje, że zaproponowane wyrównanie nie spowoduje dodatkowych skutków finansowych dla sektora finansów publicznych i budżetów samorządów. Dzięki zmianom stawek w rozporządzeniu nie będą musiały one bowiem wypłacać dodatku wyrównawczego do płacy minimalnej. A pieniądze niezbędne na wynagrodzenia dla nauczycieli są uwzględnione w dochodach JST (w tym m.in. w części oświatowej subwencji ogólnej).

– Te tłumaczenia MEN są zwykłą prowokacją. Apeluję, aby resort zaczął nas traktować poważnie. Nie wiem, jakich argumentów możemy jeszcze użyć, aby pokazać, że subwencja nie wzrasta proporcjonalnie do ogólnych wydatków, jakie ponosimy. Rok 2020 r. będzie kolejnym, w którym subwencja z budżetu będzie niedoszacowana – mówi Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich.

– Minister mógł tego rozporządzenia nie nowelizować i nie wyrównywać stawek na papierze. I tak musielibyśmy przecież to zrobić, bo obliguje nas do tego ustawa o płacy minimalnej. Za tą zmianą nie idą niestety pieniądze. Obecnie wielu włodarzy miast już płaci nauczycielom znacznie więcej, niż to gwarantują minimalne stawki resortowe – dodaje.

Samorządy podkreślają, że przez nieoszacowaną subwencję i obniżenie podatków mogą popaść w kłopoty finansowe. DGP pisał w ubiegłym tygodniu o gminie Zawidz w woj. mazowieckim, gdzie ok. 120 nauczycieli wciąż nie otrzymuje wynagrodzenia za listopad, podwyżek za wrzesień i wypłaty za godziny ponadwymiarowe naliczone za październik.

– Jutro w tej sprawie mam spotkanie z wójtem, a następnie z nauczycielami z tej miejscowości – potwierdza Krzysztof Baszczyński.

– Rozumiem, że samorządom brakuje subwencji nawet na pensje, jak w omawianym przypadku, ale nie można z tego powodu pozbawiać pracowników wynagrodzenia. Tym bardziej że pieniądze na pensje dla gminnych urzędników jakoś się znalazły – zauważa.

>>> Czytaj też: Fox: Młodzi Amerykanie nie chodzą do pracy. To nie wina gier komputerowych [OPINIA]