Nieprzewidywalny rozwój sytuacji w Libii oraz wyjątkowa obfitość danych makroekonomicznych, które będą się pojawiać każdego dnia w tym tygodniu powoduje, że trudno o konkretne wskazania na najbliższą przyszłość. Rynki mają chęć rosnąć i gdy tylko nie napotkają poważnych przeszkód, pójdą w górę.

W piątek Wall Street odreagowała wcześniejsze trzydniowe spadki. Skala tego odreagowania była dość pokaźna. S&P500 poszedł w górę o ponad 1 proc., a Nasdaq o 1,6 proc. Jedynie w przypadku Dow Jones'a zwyżka była skromniejsza i wyniosła 0,5 proc. Choć wtorkowy spadek S&P500 o ponad 2 proc. mógł robić wrażenie, to jednak cała spadkowa seria sprowadziła indeks w dół o 2,8 proc. Trend wzrostowy został nieznacznie naruszony, jednak bez wielkich konsekwencji z punktu widzenia analizy technicznej. Poziom 1300 punktów na razie stanowił skuteczną barierę powstrzymującą niedźwiedzie zapędy. Dwukrotnie w ciągu dnia został lekko przełamany, jednak w cenach zamknięcia indeks nie spadł poniżej.

Trudno przewidzieć, jak potoczą się losy kilkumiesięcznej tendencji wzrostowej. Pomyślne zakończenie libijskiej rewolty z pewnością spowodowałoby wybuch euforii na giełdach. Radość prawdopodobnie trwałaby krótko, bowiem obalenie Kadafiego nie oznacza końca kłopotów. Jednak jeszcze jeden zryw byków mógłby doprowadzić nawet do wyznaczenia przez indeksy nowych szczytów.

Nie tylko Libia będzie jednak w najbliższym czasie zaprzątała uwagę inwestorów. Mamy bowiem potężną dawkę informacji makroekonomicznych niemal każdego dnia. Jeśli nadal wskaźniki nastrojów będą pozytywnie zaskakiwać, jak do tej pory, byki dostaną dodatkowe argumenty do działania. Problem w tym, że rzeczywistość coraz częściej za dobrymi nastrojami nie nadąża. Dziś opublikowane zostaną dane o wydatkach i dochodach Amerykanów. W obu przypadkach oczekiwania nie są wygórowane. Styczniowe wydatki mają się według prognoz zwiększyć o 0,4 proc., a więc znacznie mniej dynamicznie niż w grudniu, gdy wzrosły o 0,7 proc. Oczekuje się też spadku wartości indeksu podpisanych umów kupna domów oraz niewielkiej zniżki wskaźnika aktywności gospodarczej przemysłu w rejonie Chicago.

Na początku tygodnia w Azji nastroje są zróżnicowane. Na mniej znaczących giełdach dominują spadki. Na kluczowych rynkach umiarkowany optymizm. W Bombaju indeks rósł o 1,5 proc. Nikkei zyskał 0,9 proc. po rozczarowujących informacjach o spadku dynamiki produkcji przemysłowej. Przeważyło jednak pozytywne zaskoczenie wzrostem sprzedaży detalicznej o 0,1 proc., podczas gdy spodziewano się jej spadku aż o 2,4 proc. W Szanghaju indeksy wzrosły o 0,9 proc.
Warszawski parkiet w piątek siłą na tle Europy nie grzeszył, a w końcówce wyraźnie słabł, nie robiąc najlepszego wrażenia. Dziś na przełom nie ma co liczyć i można się spodziewać kontynuacji trwającego od kilku dni ruchu w bok.

Reklama