Wtorkowa sesja pokazała, jak radykalnie mogą się zmieniać nastroje na rynkach. Wczorajsze spadki wcale jednak nie muszą mieć dalszego ciągu. Dziś czeka nas spora dawka informacji i to od nich będzie zależeć rozstrzygnięcie.

We wtorek Dow Jones i Nasdaq straciły po 0,95 proc., a S&P500 poszedł w dół o prawie 0,8 proc., kończąc dzień na poziomie 1314 punktów, najniższym od 28 marca. W ciągu ostatnich czterech sesji zniżkował łącznie o 21 punktów, czyli o 1,6 proc. Taka korekta po trwającej od 17 marca fali wzrostów sięgającej niemal 7 proc., to nic wielkiego. Tym bardziej, że powodów do pogorszenia się nastrojów nie brakuje. Te, które podawano wczoraj, czyli wstrząsy w Japonii, pogorszenie oceny skutków awarii w elektrowni Fukushima, czy nieznacznie wyższy od oczekiwań deficyt handlowy Stanów Zjednoczonych, zasługują bardziej na miano pretekstów. Podobnie jak tąpnięcie na rynku surowców. Jeszcze niedawno drożejąca ropa i miedź miała zagrażać wzrostowi gospodarczemu. Gdy wczoraj notowania obu surowców poszły mocno w dół, inwestorzy dostrzegli w tym powód do zmartwień. A przecież powinni się cieszyć. Winowajcą tej przeceny był Goldman Sachs, który zalecił swym klientom realizację zysków między innymi na rynku ropy naftowej, miedzi i bawełny. Ile znaczy słowo Goldman Sachs, można było przekonać się na przykładzie tej ostatniej, której cena spadła wczoraj o prawie 10 proc. Prawdopodobnie to proroctwo guru rynków finansowych niedługo zostanie zapomniane, ale wczoraj zrobiło wrażenie. Wrażenie mogła też zrobić wyprzedaż akcji Alcoa, po tym jak inwestorów nie zadowolił 22 proc. wzrost przychodów spółki. Jeśli będą równie wymagający wobec pozostałych firm, można obawiać się, że sezon publikacji wyników zamieni rynek w koszmar.

Inwestorzy na warszawskiej giełdzie pokazali wczoraj próbkę swej niezależności od nastrojów na głównych giełdach europejskich, ale kondycji na zbyt długo im nie starczyło, a nerwy puściły po tym, jak spadki na Wall Street zaczęły przybierać na sile. W każdym razie próba powrotu indeksu naszych blue chipów powyżej 2900 punktów wbrew przeciwnościom, musi budzić szacunek i nadzieję, że gdy tylko w otoczeniu się uspokoi, będziemy mogli przyjrzeć się z bliska poziomowi 3000 punktów.

Poranna atmosfera na rynkach jest nieco lepsza, niż można się było obawiać. W Azji przeważały wzrosty, w górę o 0,4 proc. szły też kontrakty na amerykańskie indeksy, minął popłoch na rynku ropy i miedzi. Tylko bawełna jeszcze nieznacznie taniała. Dziś poznamy dynamikę produkcji przemysłowej w strefie euro, sprzedaży detalicznej w Stanach Zjednoczonych oraz zapasów niesprzedanych towarów. Prawdopodobnie głównym wydarzeniem dnie będzie publikacja Beżowej Księgi, czyli raportu Fed o stanie amerykańskiej gospodarki. Nastąpi to przed zakończeniem sesji na Wall Street, więc będziemy mogli zareagować dopiero w czwartek. Wcześniej poznamy wyniki JP Morgan. Impulsów do zmian więc nie zabraknie.