Słabym danym opublikowanym dziś przez GUS towarzyszą optymistyczne sygnały płynące ze światowej gospodarki - twierdzą analitycy z którymi rozmawiał Forsal.pl. Nadzieją na poprawę sytuacji w Polsce są Niemcy.

Opublikowane w dniu dzisiejszym przez GUS dane dotyczące polskiej gospodarki okazały się gorsze od prognoz. Sprzedaż detaliczna spadła w grudniu 2012 roku o 2,5 proc. rok do roku, zaś bezrobocie wzrosło do poziomu 13,4 proc. wobec 12,9 proc. w listopadzie. Ilość nowych zamówień w przemyśle zmniejszyła się względem listopada o 3,2 proc. i aż o 12,4 proc. w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej.

W reakcji na negatywne dane kurs złotego gwałtownie się osłabił, a cena euro osiągnęła w krytycznym momencie poziom 4,1956 zł.

Ekonomiści dostrzegają jednak czynniki, które już wkrótce mogą pomóc polskiej gospodarce.

„Dane z Polski są słabe, jednak dobre z dane z Niemiec sugerują, że ich gospodarka zaczyna się rozpędzać. To może pomóc Polsce” - mówi Marek Rogalski z Domu Maklerskiego BOŚ.

Indeks PMI, który określa koniunkturę w sektorze przemysłowym Niemiec, wyniósł w styczniu 48,8 pkt., co jest wynikiem lepszym od oczekiwanych 46,8 pkt. Analogiczny indeks dla usług również okazał się wyższy od prognoz i osiągnął poziom 55,3 pkt.

"Rewelacyjne odczyty niemieckich danych nt. indeksów PMI, chociaż to wstępne dane za styczeń, tak naprawdę ucinają jakiekolwiek negatywne spekulacje związane z negatywnym wpływem wspólnej waluty na potencjalne ożywienie w Niemczech" - uważa Rogalski.

„Z opublikowanych przez GUS danych rozczarowujące są zwłaszcza wskaźniki dotyczące sprzedaży detalicznej. Spowolnienie gospodarki widoczne było już w drugim kwartale ubiegłego roku, jednak jego końcówka przyniosła pogłębienie zjawiska.” ocenia Piotr Bielski z BZ WBK. „W grudniu przyspieszył spadek zatrudnienia, zaś wzrost płac był niższy od poziomu inflacji, co w konsekwencji doprowadziło do spadku realnych dochodów. Ograniczenie wydatków przełożyło się na spadek konsumpcji, a to z kolei zaszkodziło produkcji. Musimy jednak mieć świadomość, że są to dane historyczne, a pytanie, co się będzie działo w tym roku pozostaje otwarte. Niemieckie i chińskie dane są optymistyczne, co daje nadzieje na poprawę sytuacji w Polsce. Wzrost zamówień na polskie towary przełoży się bowiem na sytuację konsumentów w naszym kraju” - dodaje analityk.

Według ekspertów, polskiej gospodarce może również pomóc efekt uboczny spowolnienia gospodarczego w postaci niższej inflacji.

„Dane o sprzedaży są najsłabsze od kwietnia 2005 roku. To jeden z nielicznych spadków w ciągu ostatnich lat. Końcówka roku była bardzo słaba, a wzrost nie przekroczył prawdopodobnie 1 proc. Tak złe wyniki sprzedaży wiązać należy z pogorszeniem nastrojów gospodarstw domowych, w szczególności gorszą sytuacją na rynku pracy. Wzrost obaw o zatrudnienie zmniejsza skłonność do konsumpcji, a gospodarstwa domowe są bardziej skłonne część środków przeznaczać na oszczędności.” tłumaczy Grzegorz Maliszewski, ekonomista banku Millenium. „Chociaż dane w przyszłości mogą być nieco lepsze, w najbliższych miesiącach nie nastąpi odwrócenie negatywnego trendu. Wsparciem dla konsumpcji może być spadek inflacji, przy czym trudno mówić o wyraźnej poprawie, a raczej o drobnym odbiciu” - twierdzi analityk.