Końcówka sesji przyniosła jednak osłabienie i powrót marazmu na naszym parkiecie.

Warszawscy inwestorzy rozpoczęli środową sesję asekuracyjnie, jakby nie wierzyli w trwałość euforii na światowych parkietach. Główne indeksy na otwarciu zyskiwały po około 0,2 proc. Z czasem sytuacja uległa zróżnicowaniu. Kolejny dzień widoczna była słabość rynku małych i średnich spółek, choć oba wskaźniki trzymały się nieznacznie nad kreską. Przez większą część dnia skala ich zwyżki nie przekraczała 0,2 proc.

WIG20 poczynał sobie śmielej. Jeszcze przed południem przekroczył nieznacznie 2490 punktów, zbliżając się do psychologicznej bariery i zwyżkując o 0,6 proc. Pokonanie 2500 punktów stanowiłoby mocny impuls do dalszej zwyżki, a w każdym razie zdecydowanie poprawiłoby techniczny obraz rynku.

Wskaźnik był bardzo blisko tego celu, ale tylko blisko i tylko przez moment. Inspiracją do ataku byków stała się zaskakująca decyzja Rady Polityki Pieniężnej o obniżeniu stóp procentowych o 0,5 punktu procentowego. Rzadko dane dotyczące naszej gospodarki powodują zauważalną reakcję na giełdzie. Tym razem zaskoczenie było tak duże, że taka reakcja się pojawiła. W spekulacjach przed posiedzeniem Rady nie brakowało obaw, czy w ogóle dojdzie do obniżenia stóp, zaś mało kto spodziewał się redukcji o takiej skali.

Szybkie cofnięcie się indeksu największych spółek i powrót w okolice dolnego przedziału środowych wahań nie zrobiło dobrego wrażenia. Winę za to ponosi jednak zachowanie największych banków. Akcje Pekao, które od rana zachowywały się nienajlepiej, po ogłoszeniu decyzji Rady Polityki Pieniężnej poszły w dół o niemal 2 proc. a walory PKO taniały o prawie 1,4 proc. Na niewielkim minusie notowane były papiery PGE i PGNiG.

Reklama

Liderami wzrostów były zwyżkujące wczesnym popołudniem po 2,5 proc. akcje Lotosu i PZU. Walory Telekomunikacji Polskiej zyskiwały 2 proc. W środę ostygły emocje związane z walorami Synthosu, które zwyżkowały już tylko o około 1,5 proc. (dzień wcześniej skoczyły o ponad 8 proc.) i Boryszewa, które trzymały się w okolicach poprzedniego zamknięcia, po zwyżce o ponad 4 proc.

Na szerokim rynku w czołówce znalazły się zwyżkujące po 8-9 proc. akcje większości spółek odzieżowych (Bytom, Próchnik, Redan, Mewa, Monnari). W układzie branżowym, poza wybijającym się zdecydowanie WIG Telekomunikacja, nie było widać wyróżniających się subindeksów. Na tle zmian nie przekraczających 0,3-0,5 proc. uwagę mogły zwracać jedynie zwyżkujące po 0,7 proc. wskaźniki spółek chemicznych i deweloperskich.

Na głównych giełdach europejskich nie było już tak dużej jednomyślności inwestorów, jak w ostatnich dniach. Co prawda początkowo indeksy w Paryżu i Frankfurcie rosły po około 0,5 proc., jednak w ciągu dnia ich drogi się rozeszły. CAC40 stopniowo tracił siły i wczesnym popołudniem zyskiwał zaledwie 0,2 proc. W tym czasie DAX rósł o ponad 1 proc. Ten poziom zwyżki utrzymywał stabilnie przez niemal cały dzień, podkreślając „solidność” ustanowionego dzień wcześniej rekordu trendu.

Dane makroekonomiczne nie miały wielkiego wpływu na notowania. Spadek PKB w strefie euro o 0,9 proc. okazał się zgodny z oczekiwaniami. Reakcji nie było widać po zaskakująco dobrych danych z amerykańskiego rynku pracy. Według ADP liczba miejsc pracy zwiększyła się w lutym o 198 tys., podczas gdy liczono na wzrost o 169 tys. Zamówienia w przemyśle spadły o 2 proc., nieco mniej niż się spodziewano. Zamówienia na dobra trwałe wzrosły o 2,3 proc., podczas gdy oczekiwano zwyżki o 1,9 proc.

Indeksy na Wall Street zaczęły dzień o zwyżki sięgającej 0,3 proc., a jej skala w pierwszych minutach handlu ulegała niewielkim wahaniom.

Na godzinę przed końcem handlu WIG20 i WIG zyskiwały po 0,2 proc., mWIG40 rósł o 0,1 proc., a sWIG80 o 0,3 proc. Obroty wynosiły 810 mln zł.