Informacje dotyczące rynku pracy za oceanem powinny dziś wywrzeć widoczny wpływ na sytuację na rynkach. Oczekuje się, że stopa bezrobocia w lutym nie uległa zmianie i wyniosła 7,9 proc., jednak niespodzianki ostatnio się zdarzały. Można było także odnieść wrażenie jej niespójności ze wskazaniami innych mierników kondycji rynku pracy. Analitycy spodziewają się wzrostu liczby etatów w sektorze pozarolniczym o 160 tys., a zatrudnienie w firmach prywatnych szacują na 170 tys. Wszelkie większe odchylenia od prognoz mogą skutkować sporymi ruchami na rynkach.

Waga tych informacji nie oznacza, że do czasu ich publikacji będziemy się nudzić. Znane są już dane z Azji. Japońska gospodarka zaczyna odżywać. W czwartym kwartale wzrosła o 0,5 proc., podczas gdy liczono na zwyżkę o 0,3 proc. W porównaniu do trzeciego kwartału ubiegłego roku zwyżka wyniosła 0,2 proc., a obawiano się spadku o 0,4 proc. Te wieści popchnęły wskaźnik japońskiej giełdy o ponad 2,5 proc. w górę. Od połowy listopada zyskał on ponad 40 proc., deklasując rywali.

Niejednoznaczne informacje napłynęły z Chin. Spodziewano się, że w lutym bilans handlu zagranicznego będzie ujemny i sięgnie prawie 8 mld dolarów. Okazało się, że jest ponad 15 mld dolarów na plusie (w styczniu nadwyżka wyniosła 29 mld dolarów). To zasługa rosnącego o 21,5 proc. eksportu. Jego dynamika była dwukrotnie wyższa niż oczekiwano. Jednocześnie dwukrotnie bardziej niż się spodziewano, spadł import. Reakcja inwestorów na te dane zależy od ich interpretacji, a tę trudno odgadnąć. Przekraczający 15 proc. spadek importu to raczej zła wiadomość dla rynku surowców i spółek z tej branży. Jednak dane o chińskim eksporcie i imporcie (i nie tylko) charakteryzują się dużymi wahaniami (w styczniu import skoczył o prawie 29 proc.), więc reakcja może nie być zbyt duża. Indeks Shanghai B-Share zniżkował 1 proc. Na rynkach surowcowych zmiany cen sięgały rano w większości przypadków od kilku setnych do 0,2 proc.

W południe poznamy dynamikę produkcji przemysłowej w Niemczech. To informacja ważna także dla naszego parkietu. Oczekuje się, że w styczniu wzrosła w porównaniu do grudnia ubiegłego roku o 0,5 proc. W ujęciu rok do roku w grudniu zmniejszyła się o 9,1 proc. Kiepski odczyt może spowodować negatywną reakcję rynków.

Jeśli nie będzie niespodzianek, na giełdach europejskich do wczesnego popołudnia powinno być spokojnie. Już w czwartek skala zmian indeksów nie przekraczała kilku dziesiątych procent. Jeśli nie liczyć Aten i Bratysławy, liderem był paryski CAC40, zwyżkujący o 0,5 proc. Tę małą zmienność można zrzucić na karb oczekiwania na dzisiejsze dane zza oceanu, ale też interpretować jako zadyszkę po ostatnich rekordach.

Reklama

Zadyszka naszego indeksu największych spółek jest coraz bardziej irytująca, tym bardziej, że na WIG20 żadnych rekordów od dawna nie było widać, za wyjątkiem rekordowej, trwającej siedem tygodni z rzędu spadkowej sekwencji. Od 4 stycznia do 26 lutego zabrała ona 200 punktów, czyli 7,5 proc. Od początku marca trwają próby jej powstrzymania. O odwróceniu tendencji nie można na razie mówić. Była na to szansa, gdy w środę bykom udało się wypchnąć indeks w okolice 2500 punktów. Utrzymać tego poziomu jednak się nie udało, a konsekwencją była wczorajsza słabość i spadek o prawie 0,3 proc.

Na pocieszenie zostaje obserwacja wskaźnika średnich spółek. Po trwającym przez pierwsze trzy tygodnie lutego marazmie, rozpoczął on zdecydowany marsz w górę, zyskując prawie 3,5 proc. Jego wykres kontrastuje z obrazem rynku blue chips. mWIG40 znalazł się jednak w newralgicznym punkcie, w okolicach poprzedniego lokalnego maksimum z 24 stycznia. Byki muszą się zmobilizować, by nie doszło do cofnięcia i powstania formacji podwójnego szczytu.

Niemal identycznie jak mWIG40 zachowuje się WIG Plus, wskaźnik najmniejszych spółek. W tym samym czasie co wskaźnik średniaków, zyskał 4 proc. Nieco bardziej „prestiżowy” sWIG80 od miesiąca porusza się w bok, nie mogąc oderwać się od poziomu 11 tys. punktów.

Dziś kolejny dzień zmagań, z szansą na zakończenie drugiego z rzędu tygodnia na niewielkim plusie. Zwykło się mówić, że wszystko zależeć będzie od sytuacji na światowych parkietach, jednak WIG20 nie jest ostatnio skłonny do poddawania się nastrojom na nich panującym. Oby tak było, gdy na Wall Street zacznie się korekta.