Jak informują rosyjskie i ukraińskie media, banki na Ukrainie wprowadzają dzienne limity wypłat z bankomatów w Kijowie w wysokości 500-1000 hrywien. W bankomatach VTB-banku można wybrać maksymalnie 2000 hrywien, czyli około 223 dol. Osoby, które chcą wypłacić większe kwoty muszą złożyć oficjalny wniosek w oddziale banku – podaje telewizyjna agencja informacyjna ruptly.tv.

Agencja Interfax-Ukraina już wczoraj informowała, że przed bankomatami m.in. w Kijowie, Kirowogradzie, Charkowie i Dniepropietrowsku tworzą się olbrzymie kolejki klientów. W niektórych bankomatach zabrakło pieniędzy i ludzie musieli udawać się do oddziałów banków.

W centrum Kijowa prawie wszystkie placówki banków zostały zamknięte bądź przeniesione pod nowe adresy. Nie działają m.in. oddziały Prominvestbank , Nadra Bank, Ukrsotsbank , VTB Bank , Sbierbank czy OTP Bank. Na zamknięcie swoich dwóch ukraińskich oddziałów zdecydował się też polski PKO BP. Klienci banków na Ukrainie donoszą również o coraz większych problemach z dostępem do bankowości internetowej – dotyczy to m.in. PrivatBank i Raiffeisen Bank Aval.

Już dwa dni temu rosyjski Alfa-Bank podawał, że tymczasowo ograniczył dzienne limity kwot wybieranych z bankomatów w Kijowie. Jak dowiedział się portal Ukrainianjournal.com, oficjalnym powodem takiej decyzji był jednak gwałtowny wzrost przypadków kradzieży danych z kart klientów za pomocą tzw. skimmingu, a nie masowe wycofywanie pieniędzy przez klientów.

Prezydent Janukowycz ogłosił dziś przed południem, że zgadza się na przedterminowe wybory prezydenckie i powrót do konstytucji z 2004 roku, która ogranicza władze prezydenta. Zapowiedział też rozpoczęcie procesu formowania rządu jedności narodowej.

Tymczasem rosyjskie agencje donoszą, ze Kijów wycofał się z emisji euroobligacji o wartości 2 miliardów dolarów. To właśnie te obligacje zamierzała w tym tygodniu wykupić Rosja, realizując zobowiązanie po udzieleniu Ukrainie finansowej pomocy w wysokości 15 miliardów dolarów.

Gospodarka jest zrujnowana

Agencja ratingowa Standard&Poor's ostrzegła dziś, że eskalacja zamieszek i konfliktów politycznych na Ukrainie zwiększa ryzyko niewypłacalności kraju.

Polityczna zawierucha na Ukrainie mocno odbija się na notowaniach hrywny. Jedno euro kosztuje teraz 12 hrywien. Jak podaje agencja IAR, ukraiński Bank Centralny jest w trudnej sytuacji, ponieważ na koniec stycznia miał niespełna 18 miliardów dolarów rezerw walutowych. Dla porównania Narodowy Bank Polski ma ponad 5-krotnie większe zapasy.

Zdaniem analityków, po zakończeniu kryzysu politycznego, Ukrainę czeka długa droga do uporządkowania gospodarki. Główna ekonomistka Banku Pocztowego Monika Kurtek podkreśla, że skala problemów, jakie będą mieli do rozwiązania nasi wschodni sąsiedzi jest ogromna.

Konieczne będzie między innymi pozyskanie nowych partnerów ekonomicznych. Obecnie Ukraina jest zależna od Rosji i trzeba zmienić. Poza tym Ukraińców czeka remont finansów publicznych, ograniczenie długu publicznego, czy choćby walka z korupcją. Poważny problemem w przeprowadzaniu zmian będzie duże rozwarstwienie społeczeństwa, w którym są zarówno osoby bardzo bogate, jak i żyjące w skrajnej biedzie - mówi ekonomistka.

Monika Kurtek podkreśla, że w dalekiej przyszłości dla Ukrainy korzystne byłoby przystąpienie do Unii Europejskiej. Jednak, żeby tak się stało, konieczne jest przeprowadzenie wielu trudnych reform, co pewnie zajmie wiele lat.

>>> Zobacz relację na żywo z wydarzeń na Ukrainie na dziennik.pl