Przepychanie Polski z peryferii do centrum. Czy PiS udźwignie ciężar cywilizacyjnego awansu?

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
19 czerwca 2016, 11:05
Warto pamiętać, że najkrwawsze rewolucje XX w. – meksykańska, rosyjska i chińska – wybuchły w krajach wychodzących z zastoju, w krajach względnego sukcesu właśnie. Zdecydowanie lepiej jest mieć u władzy Ziobrę i Macierewicza niż rewolucjonistów - pisze w felietonie Jan Wróbel.
1966370-.jpg
Jan Wróbel dziennikarz i publicysta

Przeczytałem przemówienie Jarosława Kaczyńskiego o „czwartej rewolucji przemysłowej”. Po raz kolejny pada w nim deklaracja, że do władzy doszła w końcu ekipa, która nie zadowala się imitowaniem rozwiązań z Zachodu.

W 1989 r. byliśmy tak słabi, że przyjęcie kursu „na Europę” było wybawieniem. W 2016 r. jesteśmy w innym miejscu. Osiągnęliśmy sukces – sukces względny. Wiele osób zadaje sobie teatralne pytanie „jak ONI mogli wygrać, szermując hasłami o powszechnym upadku wszystkiego, skoro jest lepiej niż kiedyś”. A przecież historia pokazuje, że właśnie sukces powoduje realny wzrost napięć społecznych – i liderami buntu nie są ci, którym jest najgorzej, ale ci, którzy prostując się, dostrzegli sufit. Ostrożność nakazywałaby nie zmieniać kursu, powiedzonko, że „lepsze jest wrogiem dobrego” ma sens. Warto jednak pamiętać, że najkrwawsze rewolucje XX w. – meksykańska, rosyjska i chińska – wybuchły w krajach wychodzących z zastoju, w krajach względnego sukcesu właśnie. Zdecydowanie lepiej jest mieć u władzy Ziobrę i Macierewicza niż rewolucjonistów.

Tak, Prawo i Sprawiedliwość, partia, która nie umie nawet zrobić porządnych „Wiadomości” telewizyjnych, raczej nie udźwignie ciężaru własnych planów cywilizacyjnego awansu. Zamiast Polski gospodarczo partnerskiej wobec Zachodu, możemy dostać Polskę po przejściach. Zamiast skutecznej pomocy osobom gorzej sytuowanym, dostaniemy miliony zdemoralizowanych nierealnymi programami społecznymi. Zamiast uwolnienia drzemiącej (oby!) w Polakach energii, obudzimy energię służb fiskalnych, specjalnych, „antykorupcyjnych”, a nawet Kuratorium Oświaty i Wychowania. A także energię kodowskiego „ruchu oporu”, który niczym grupa rekonstrukcyjna imituje walkę lat 80., zakłamując zupełnie istotę XXI-wiecznego polskiego dylematu. Tak może się zakończyć próba przepchnięcia Polski z peryferii do centrum. Wielu Polaków będzie się wówczas cieszyć, że pisowcom się nie udało – bo uważają, że „peryferie” to pojęcie odnoszące się do kościelno-patriotycznego klimatu, którym raczy nas PiS. Popełniają błąd w tej ocenie, lecz cóż, zadufanie i zaślepienie nie są oddane na wyłączność polskiej prawicy.

>>> Czytaj też: Bajeczne perspektywy przed Polską? Nowy Jedwabny Szlak może zmienić gospodarczą mapę świata

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj