To było tak. Ustawa przechodziła przez każdy etap z niespotykaną
szybkością: czwartego kwietnia odbyło się pierwsze czytanie, piątego –
drugie czytanie, szóstego ustawa została odesłana do komisji, a siódmego
odbyło się trzecie czytanie i ustawę zatwierdzono. Jeszcze tego samego
dnia, w którym została przyjęta, została podpisana i tym samym weszła w
życie. Nie zadam tradycyjnego pytania, prawda to czy fałsz. Bo tak się
zdarzyło. Pytanie brzmi: gdzie i kiedy?
Skojarzenia z tempem prac nad ustawami w obecnym parlamencie nie są skojarzeniami prawidłowymi, a wręcz błędnymi. Choć jednej wspólnej cechy można się doszukać – nadziei na szybkie osiągnięcie powszechnej szczęśliwości i bogactwa, którą ustawa miała zapewnić.
Opisane wydarzenia miały miejsce blisko 300 lat temu w Anglii. Ustawę w ekspresowym tempie zatwierdzała Izba Lordów, tak jak wcześniej Izba Gmin, a osobą ją zatwierdzającą był król. W Polsce król nie zatwierdza ustaw, bo od tego ma ludzi, ale to nie jest felieton polityczny.
>>> Cały tekst w poniedziałkowym wydaniu "Dziennika Gazety Prawnej" oraz tutaj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zobacz
||
