Łączenie gmin – zgubne mity i realne korzyści

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
9 lutego 2014, 07:01
Warszawa
Warszawa/ShutterStock
Forum Od-nowa zaproponowało niedawno 25 rozwiązań składających się na nową wizję pięcioprzymiotnikowych wspólnot: samodzielnych, elastycznych, transparentnych, odpowiedzialnych i efektywnych - pisze w felietonie Agata Dąmbska.

Najwięcej emocji wzbudziła rekomendacja – zdawać by się mogło – stosunkowo prosta i oczywista: łączenie gmin. Postulowano w niej, by ze względu na procesy demograficzne, czyli wyludnianie się oraz starzenie Polski, konsolidować małe i słabe ekonomicznie gminy w organizmy o minimum 20 tys. mieszkańców. Napotkało to opór, a w dyskusjach padało z reguły kilka żelaznych argumentów przeciw. Czas na ich przedstawienie i obalenie.

Mit pierwszy: duża gmina to mniejsza identyfikacja lokalna

Nieprawda. Jak wynika z badań socjologicznych, ludzie utożsamiają się przede wszystkim z bardzo małym, najbliższym sobie obszarem: osiedlem, wsią, a nawet ulicą. Wielkość samej gminy nie ma więc podstawowego znaczenia. Więzi lokalne można nawiązywać w dowolnie dużej jednostce. Będąc tego świadomym, należy dobrze opracować koncepcję działania sołectw, rad osiedlowych i innych form instytucjonalnych podtrzymujących relacje sąsiedzkie.

Mit drugi: w dużej gminie będzie daleko do urzędu

Czasy, kiedy to urząd stanowił centrum lokalnego świata, będą bezpowrotnie mijać. Co bowiem w XXI wieku mamy tam do załatwienia? I jak często przeciętny Polak musi pojawić się w urzędzie gminy w ciągu roku? Już teraz dużą część spraw można załatwić przez internet, a będzie ich przybywać. Do tego większość rodzin ma przynajmniej jedno auto. Nawet jeżeli zdarzy się ktoś bez środka transportu, może raz na rok czy dwa lata skorzystać z pomocy członka rodziny czy sąsiada. Nic nie stoi też na przeszkodzie, by urzędy miały swoje filie w paru punktach gminy.

Mit trzeci: duża gmina jest niezgodna z siecią osiedleńczą

Anachronizm. W społeczeństwie, które staje się coraz bardziej mobilne, gdzie młodzież wyjeżdża na studia do miasta, a dorośli poszukują pracy w Polsce i za granicą, sztywne podziały terytorialne ulegają zmianie. Ukształtowana historycznie sieć osiedleńcza odzwierciedlała relatywnie stacjonarny tryb życia ludzi. W dodatku wszelkie granice gmin, nawet te dawniejsze, były tworzone na podstawie jakiegoś rodzaju uznaniowości i nie ma żadnego racjonalnego powodu, by traktować je jak coś danego raz na zawsze.

Mit czwarty: rozpadnie się trwałość wspólnoty

Wierutne kłamstwo. Pod tym argumentem kryje się w istocie obawa o utratę pracy przez aparat władzy. Może niepodnoszona wprost, ale każdy wie, że chodzi o lęk elit przed zmianą status quo. Tymczasem przy każdych wyborach część osób w naturalny sposób rozstaje się ze swoimi stanowiskami. Poza tym nie można podtrzymywać sytuacji, w której samorząd stanowi jedynie największy w okolicy zakład pracy – powinny liczyć się kompetencje, a nie stałość zatrudnienia w danym miejscu. Wreszcie nie ma zakazu startowania w wyborach ani do nowej rady, ani do władzy wykonawczej, ani na pozycje urzędnicze. Jeśli ktoś legitymuje się dorobkiem i wiedzą, ma dużą szansę rządzić powtórnie.

Mit piąty: zamożnym gminom pogorszy się sytuacja finansowa

Strachy na lachy. Rozkład dochodów przebiegnie bardziej równomiernie w skali Polski, bogate gminy – których zresztą jest zaledwie kilkanaście – zyskają nowych mieszkańców, tereny i możliwości rozwoju.

Popatrzmy też na korzyści. Pierwsza to efekt skali. Ze względu na większe zamówienia duża gmina taniej nabędzie usługi od dostawców i łatwiej będzie mogła brać udział w konkursach oraz aplikować o granty. Większa liczba mieszkańców to także lepsza karta przetargowa w rozmowach z innymi władzami publicznymi oraz możliwość przekazania gminom zadań ze szczebla powiatowego, co mogłoby doprowadzić do ekonomicznie wydajniejszej dwuszczeblowości.

>>> Czytaj też: Gminy obwarzankowe zaciskają pętlę na finansach małych miast

Korzyść druga wiąże się z bardziej profesjonalnym zarządzaniem. Duża gmina będzie dysponowała bardziej zróżnicowanym zasobem kadr i łatwiej pozyska fachowych pracowników. Będzie też mogła zaoferować im lepsze wynagrodzenie, co wpłynie pozytywnie na zatrudnienie profesjonalistów.

Trzecia to odporność na wahania koniunktury. W sytuacji gdy żywicielem małej gminy jest jeden zakład, który upada, wspólnota traci podstawy finansowe. W dużych, połączonych organizmach będzie co najmniej parę firm, co da większą stabilność i zabezpieczy przed uzależnieniem kondycji gminy od jednego podmiotu.

Korzyść czwarta: możliwość lepszego realizowania zadań. Skonsolidowana gmina będzie mogła wykonywać specjalistyczne i wyższej jakości usługi dla bardziej wymagających mieszkańców oraz podnieść standard usług podstawowych: ze względu na większy wybór wykonawców łatwiej będzie jej ich znaleźć oraz negocjować cenę.

I korzyść piąta: kompensowanie problemów demograficznych. W przypadku dużej gminy odpływ osób nie będzie przynosił tak drastycznych skutków jak w małym organizmie. Struktura wiekowa nowej gminy ulegnie większemu zbilansowaniu, przez co w bardziej proporcjonalny sposób reprezentowane będą zarówno osoby pracujące, jak i młodzież czy emeryci.

>>> Polecamy: Samorządy delegują zadania, nie zawsze z dobrym skutkiem

1659659-agata-dambska-forum-od-nowa.jpg
Agata Dąmbska Forum Od-nowa
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj