statystyki

Niedziela bez pracy, ale nie dla wszystkich. Obalamy mit koniecznych zwolnień

5 września 2016, 06:45
Źródło:Dziennik Gazeta Prawna
Polski handel

Polski handelźródło: DGP

Ograniczenie handlu w ostatni dzień tygodnia nie musi oznaczać zwolnień. Ale wywoła chaos w uprawnieniach pracowniczych.

Reklama

Reklama

Zakaz prowadzenie działalności handlowej w niedzielę wraca jak bumerang. Jednak teraz, kiedy PiS dysponuje większością w Sejmie, jego wejście w życie wydaje się bardziej prawdopodobne niż kiedykolwiek. Szczególnie że NZZ „Solidarność”, która wróciła do pomysłu wprowadzenia ograniczenia, zdobyła 350 tys. podpisów pod obywatelskim projektem. W piątek dokument złożyła w Sejmie.

Ewentualna zmiana prawa będzie korzystna dla pracowników. Zatrudnieni w handlu zyskaliby możliwość spędzania niedziel tak jak większość pozostałych pracowników, czyli wspólnie z rodziną, a nie przy kasie lub wykładaniu towarów na półki. Wbrew pozorom nie są jej przeciwni także wszyscy pracodawcy. Na uchwalenie zakazu liczą drobni kupcy, zwłaszcza ci prowadzący działalność na własną rękę. Im zgodnie z najnowszym projektem będzie wolno w tym dniu otwierać placówki. Nie ukrywają, że mają nadzieję na odzyskanie dzięki temu klientów, których utracili w ostatnich latach na rzecz hiper- i supermarketów. Markety też obok podmiotów działających na rzecz handlu mają pozostać zamknięte, z wyłączeniem kilku niedziel w roku: dwóch ostatnich w roku przypadających przed świętami Bożego Narodzenia, przy czym jeśli Wigilia przypada w niedzielę, to handel jest dozwolony do godziny 14.00, a także w ostatnią przed Świętami Wielkanocnymi, ostatnią stycznia, czerwca, sierpnia oraz pierwszą lipca. Nie wszystkie małe sklepy będą mogły jednak pozostać otwarte. Projekt ustawy wyraźnie bowiem wskazuje, że wyjątek nie obejmuje przedsiębiorców prowadzących działalność we własnym imieniu, ale na podstawie umowy franczyzy lub agencji. Co oznacza, ze galerie handlowe również będą otwarte połowicznie – w zasadzie działać będą kino czy restauracje. Kto więc nie straci na nowym ograniczeniu, poza sklepami, w których za ladą stanie właściciel? Działalność w niedzielę będą mogły prowadzić też stacje paliw, piekarnio-ciastkarnie położone przy zakładach produkcyjnych, ale tylko do 13.00, jednokondygnacyjne kioski do 50 mkw., które specjalizują się w sprzedaży prasy, biletów lub wyrobów tytoniowych, sklepy z pamiątkami i dewocjonaliami, w których obroty z tych produktów stanowią 30 proc., sklepy w hotelach, szpitalach, ośrodkach kultury i o przeznaczeniu turystycznym, na dworcach, portach lotniczych, ale tylko do wielkości 25 mkw., apteki, kwiaciarnie do 50 mkw. (o ile sprzedaż kwiatów stanowi co najmniej 30 proc. miesięcznego obrotu).

– Tak precyzyjne określenie zasad obowiązywania zakazu ma plusy i minusy – wskazuje adwokat Piotr Wojciechowski, ekspert prawa pracy. Podkreśla, że dzięki temu Państwowa Inspekcja Pracy będzie mogła łatwiej egzekwować prawo. Przepisy jasno określą bowiem, kto może handlować w niedzielę. – Z drugiej strony zbytnia szczegółowość regulacji zawsze powoduje ryzyko, że ustawodawca zapomniał o jakimś przypadku, który zatrudniający będą mogli wykorzystywać do obchodzenia prawa – dodaje ekspert.

>>> Czytaj też: Czy obywatele chcą handlu w niedzielę? Węgrzy dali jasną odpowiedź

Firmy straszą

Negatywnym skutkiem wprowadzenia zakazu mogą być oczywiście zwolnienia w branży. Jak zaznacza Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji, badania wielokrotnie wykonywane w tym obszarze wykazują, że przynajmniej 30–40 tys. osób może stracić pracę. Ale zwolnienia to niejedyna konsekwencja zmiany. Inną jest spadek dynamiki wynagrodzeń, pogorszenie się warunków premiowania i poziomu inwestycji w strefę socjalną.

Taki czarny scenariusz nie musi się jednak spełnić. O tym, że wprowadzenie zakazu handlu w niedziele nie musi być równoznaczne ze zwolnieniami, przekonują dotychczasowe doświadczenia z ograniczaniem czasu pracy całej branży. Jesienią 2007 r., gdy w życie wchodził zakaz pracy w handlu w święta, pracodawcy też zapowiadali redukcje etatów. Według ich szacunków w związku z tą zmianą pracę miało utracić od 18 do 27 tys. osób. Stało się jednak wręcz odwrotnie – liczba etatów w branży się zwiększyła. Z danych GUS wynika, że 30 września 2007 r. (zakaz wszedł w życie 26 października 2007 r.) w sektorze handlu i napraw było zatrudnionych 1018 tys. osób. Rok później (a więc po 11 miesiącach obowiązywania zakazu) w branży pracowało już 1090,6 tys. osób (wzrost o 7 proc.). Ograniczenie czasu pracy placówek handlowych nie przełożyło się też na wysokość wynagrodzeń.

W okresie od 30 września 2007 r. do 30 września 2008 r. średnia pensja w branży handlowej wzrosła z 2654 zł do 2949 r. (11,1 proc.). Rosła więc nawet nieznacznie szybciej niż przeciętne wynagrodzenie w całej gospodarce (ono zwiększyło się o 10,5 proc.).

O tym, że zwolnień na dużą skalę nie będzie, jest przekonany Marek Theus, prezes zarządu Grupy MerCo oraz członek Forum Stowarzyszeń Kupieckich i Rzemieślniczych.– Klienci wiedząc, że jest wolna niedziela, będą robili większe zakupy w dni bezpośrednio ją poprzedzające, czyli piątek i sobotę. Sklepy, które w tym czasie nie będą pracowały pełną parą, a to oznacza chociażby wszystkie kasy otwarte, nie odrobią strat. Zatem pracownicy będą potrzebni w innych dniach tygodnia – komentuje, dodając jednocześnie, że handel od wielu już lat boryka się z niedoborem fachowców.

– Wystarczy pospacerować po galerii handlowej, by się przekonać o tym, ile w oknach wystawowych widnieje ogłoszeń w sprawie zatrudnienia pracownika. Poza tym jeśli faktycznie dojdzie do zwolnień, to nie we wszystkich sklepach. Na pierwszy ogień pójdą poza tym obywatele Ukrainy i Białorusi, których w ostatnim czasie przybyło wśród zatrudnionych w tej branży – uważa Marek Theus, deklarując, że jest w stanie przyjąć u siebie każdą zwolnioną osobę.

O tym, że handel potrzebuje pracowników, jest też przekonana Agnieszka Durlik-Khouri z Krajowej Izby Gospodarczej. Według niej największy problem będą miały osoby o niskich kwalifikacjach zatrudnione w sklepach w mniejszych miastach.

– Im będzie najtrudniej znaleźć w swojej miejscowości alternatywę – podkreśla.

>>> Czytaj też: W Portugalii handel w niedzielę możliwy, ale decydują samorządy

Nie da się jednak nie zauważyć, że dziewięć lat temu wprowadzano zakaz, który obejmował wówczas 12 dni w roku. Ten proponowany przez NSZZ „Solidarność” ma objąć 45 dni, a to oznacza, że groźby zwolnień trzeba tym razem traktować nieco bardziej poważnie.

– Nie jest prawdą, że eliminacja sprzedaży niedzielnej jest do zastąpienia w inne dni tygodnia. Stanie się to tylko częściowo, co oznacza straty dla biznesu. Szacujemy, że sprzedaż konsumencka produktów nieżywnościowych zostanie zmniejszona o około jedną czwartą. Podobnie jak sprzedaż w centrach handlowych – tłumaczy Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

Co więcej, jak uważa organizacja reprezentująca duże markety, ustawowe skasowanie 1/7 czasu pracy uderzy nie tylko w handel, ale także w branże z nim współpracujące, jak produkcyjna czy usługowa. Do tego w naszym kraju handel od września musi zmierzyć się z kolejnym wyzwaniem. Chodzi o podatek handlowy, który również uszczupli dochody sieci.

Prawny zamęt

Wiele wątpliwości wywołuje też konstrukcja prawna nowych przepisów. Przede wszystkim w odrębnych ustawach będą uregulowane zakazy handlowania w niedzielę oraz w święta (ten drugi jest unormowany w kodeksie pracy.). Dodatkowo zakres obu zakazów będzie się różnił w istotny sposób. Dla przykładu zgodnie z k.p. w święta niedozwolona jest praca w handlu, a więc wykonywanie obowiązków w takie dni przez osoby zatrudnione na podstawie umowy o pracę. A zgodnie z projektem Solidarności w niedzielę nie będą mogły pracować także m.in. osoby zatrudnione na podstawie umowy-zlecenia, umowy o dzieło oraz franczyzobiorcy. Kodeks pracy – w przeciwieństwie do projektu w sprawie niedziel – nie przewiduje też szczegółowych wyłączeń (m.in. dla stacji paliw lub piekarni), co może – a contrario – oznaczać, że praca w handlu w święta w takich placówkach jest niedozwolona (teraz jest ona dopuszczana na podstawie interpretacji Państwowej Inspekcji Pracy i Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej). Tym samym istnieje ryzyko, że jeśli nowa ustawa zostanie uchwalona, to w święta trzeba będzie zamknąć wszystkie placówki handlowe (ze stacjami paliw, kwiaciarniami i piekarniami włącznie).

– Możliwe, że autorzy projektu pamiętają, jak wiele praktycznych wątpliwości wywoływało wprowadzenie zakazu pracy w handlu w święta, i dlatego w kwestii niedziel przygotowali tak szczegółowe przepisy – tłumaczy Piotr Wojciechowski.

Nowe regulacje przewidują też sankcje, który wydają się zbyt surowe. Za naruszenie zakazu handlu w niedzielę będzie bowiem grozić nawet kara pozbawienia wolności do lat dwóch.

Europa: jedni zamykają, drudzy nie

Finlandia, Czechy, Słowacja, Bułgaria, Chorwacja, Dania, Estonia, Irlandia, Hiszpania, Litwa, Łotwa, Portugalia i Rumunia to kraje, w których sklepy mogą być otwarte przez cały rok.
Prawo nie jest też restrykcyjne w Wielkiej Brytanii, w której małe sklepy działają bez ograniczeń, a duże mogą być otwarte przez sześć godzin w niedzielę. Chyba że w tym dniu przypada Wielkanoc lub Boże Narodzenie, wówczas obowiązuje zakaz handlu. W Szwecji natomiast w niedzielę zamknięte muszą pozostać tylko sklepy monopolowe.

Zakaz dotyczący handlu w niedzielę nie obowiązuje również we Włoszech. Zasady funkcjonowania sklepów określają władze poszczególnych regionów. Przyjmują one, że praca w tym dniu jest dozwolona ze względu na stosowane technologie albo interes publiczny. Wskazują także rodzaje prac, które mogą być w tym dniu wykonywane. W zamian za pracę w niedzielę pracownikom przysługuje inny dzień wolny od pracy. Wysokość dodatku do wynagrodzenia najczęściej natomiast reguluje układ zbiorowy.

W Danii i Norwegii w niedzielę mogą być otwarte tylko małe sklepy specjalizujące się w przedmiotach codziennego użytku. Choć w Norwegii dopuszcza się też prowadzenie działalności przez stacje paliw i placówki znajdujące się w centrach turystycznych.

Podobnie jest w Belgii, w której bez ograniczeń wolno handlować w niedzielę tylko małym placówkom, ale też nie wszystkim, bo piekarnie i sklepy mięsne mogą być otwarte tylko do 12.00.

Na Węgrzech w 2015 r. złagodzono ograniczenia dotyczące pracy w niedzielę. Zgodnie z nowymi zasadami w tym dniu mogą być otwarte małe sklepy rodzinne o powierzchni do 200 mkw. Duże markety mogą wybrać sobie jedną niedzielę handlową w roku. Dodatkowo przed Bożym Narodzeniem sieci handlowe mogą pracować bez ograniczeń.

Francja to kolejny kraj, w którym złagodzono restrykcyjne przepisy w zakresie handlu w niedzielę – siedem lat temu. Wprowadzono wówczas możliwość wytyczania przez burmistrzów stref, w których sklepy będą mogły pozostać otwarte. Poza tym sklepy spożywcze, meblowe, ogrodnicze i kwiaciarnie mogą działać w niedzielę do 13.00, chyba że są w dużych miastach (powyżej 1 mln osób) – wówczas mogą być otwarte dłużej. Galerie handlowe mogą otwierać swoje drzwi przez pięć niedziel w roku. Ograniczenia nie maja jednak zastosowania w miejscowościach turystycznych.

W Grecji niedziela i święta są generalnie wolne dla branży handlowej. Wyjątkiem są miejscowości turystyczne. Spod zakazu są też wyłączone małe sklepiki, cukiernie, kwiaciarnie, stacje paliw niezależnie od ich lokalizacji. Jeśli chodzi o duże markety, to te mogą prowadzić działalność tylko w siedem wybranych niedziel w roku.

Z kolei w Niemczech wolna niedziela doczekała się ochrony konstytucyjnej. Mimo tego poszczególnym landom przyznano prawo do ustanawiania wyjątków od tej zasady.

>>> Czytaj więcej: Tylko 8 z 28 państw Unii ogranicza handel w niedzielę. Gdzie panują najostrzejsze restrykcje?

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama

Reklama

  • Pierre d`Olais-Teau(2016-09-05 09:28) Odpowiedz 40

    Nie dość, że w Niedzielę nie zrobię zakupów, to w sobotę też raczej nie, bo kupować w takich tłumach to cięzka sprawa. W piątek jestem tak wytyrany, że po prostu się nie da

  • Maxxx(2016-09-05 08:52) Odpowiedz 41

    Czysta propaganda. Mam nadzieję, że pan, który obiecał zatrudnić wszystkich zwolnionych dotrzyma słowa...

  • dfghjk(2016-09-05 09:07) Odpowiedz 40

    O ile w malych miejscowosciach zamkniecie duzych sklepow naprawde nie jest problemem i bedzie slabo odczuwalne, o tyle w wielkich miastach, tych powyzej pol miliona mieszkancow, zamkniecie sklepow i galerii zapowiada prawdziwa rewolucje. Po pierwsze: w soboty i piątkowe wieczory sklepy będą wyglądały jak przed świętami: dziki tlum wyrywający sobie towary, kolejki do kas, tlok na parkingach. Po drugie: zamkniecie galerii = zamkniecie części życia miasta, bo siedzenie w kawiarni w wymarłym korytarzu galerii raczej nie jest przyjemnością. Po trzecie: szczególnie w Warszawie ludzie codziennie pracują po 8-9 godz, 2 godziny spedzaja na przemieszczaniu sie, zatem na co dzien zostaje czas na jedzenie, sen, itd. Kiedy maja robić zakupy? Zostanie tylko sobota. Teraz w niedziele paringi przed hipermarketami sa plene, podobnie pod sklepami budowlanymi, itp.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • Papa(2016-09-05 08:14) Odpowiedz 42

    A jak ktoś nie chce spędzać niedzieli z rodzinom? Przecież dużo dzieci chce się uczyć w niedzielę na poniedziałek do szkoły teraz ma spokój bo mama siedzieć w pracy i może się skupić a tak to wróci do domu i będzie zawracać głowę to durnym oglądaniem telewizji to jakimiś ciastami i wiadomo nie będzie pokoju. Dzieci rodzin patologicznych protestują przez tą zmianą.

  • jacezar(2016-09-05 09:29) Odpowiedz 30

    Jeśli mamy zakazać handlu w niedzielę to tylko i wyłącznie dla wszystkich bez wyjątku. To w żabce będzie można kazać pracownikowi pracować w niedzielę, a już w Auchan nie? Lobby franczyzobiorców jest dwulicowe

  • Papa(2016-09-05 08:16) Odpowiedz 22

    W sumie Kraków i Warszawa i Wrocław to miejscowości turystyczne powinny być wyłączone z zakazu! Przynajmniej wkrakowie śródmieście i nowa huta.

  • Antoni(2016-09-05 08:46) Odpowiedz 22

    C o mają powiedzieć miasta takie jak Zgorzelec ? Powstały tam duże i nowe centra handlowe z restauracjami czy kinem W niedzielę przyjeżdża bardzo dużo Niemców i Czechów. Bynajmniej nie za spożywką , W niedzielę duża część Polaków nie kupuje spożywki . To rodzinne spacery z dziećmi i zakupami dla dzieci . Przy okazji korzystanie z wewnątrz kompleksowych kawiarni i restauracji.

  • Takie proste ale nie dla matrixa(2016-09-05 15:55) Odpowiedz 20

    A nie prościej dać wybór pracownikowi: czy chce mieć 3 razy więcej płatne gdy zostanie w pracy w niedzielę albo wolny dzień?

  • wxcvb(2016-09-05 08:53) Odpowiedz 10

    W Grecji wolne jest pol tygodnia. Sklepy sa otwierane dziwnym rytmem znanym tyko okolicznym mieszkancom.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecamy

Wiadomości branżowe

Tylko na Forsal.pl

Infografiki, wykresy, mapy

Opinie

Najnowsze galerie>>

wszystkie »

Finansopedia forsal.pl

popularnenajnowsze