Rosyjskie lotniska pozostają trudnym celem
Inicjatywa jest bezpośrednią odpowiedzią na jeden z największych problemów Ukrainy. Rosja wciąż może prowadzić uderzenia z lotnisk położonych setki kilometrów od linii frontu, często poza zasięgiem ukraińskich środków rażenia. To właśnie stamtąd startują samoloty przenoszące bomby kierowane, pociski manewrujące i inną amunicję wykorzystywaną przeciwko ukraińskim wojskom, infrastrukturze krytycznej i miastom.
Ukraińcy wielokrotnie atakowali rosyjskie bazy lotnicze. Spektakularnym przykładem była operacja "Pajęczyna", podczas której drony uderzyły w strategiczne lotnictwo Rosji. Problem polega jednak na tym, że nawet udane ataki nie są w stanie na dłużej sparaliżować funkcjonowania lotnisk.
Dowództwo NATO ds. Transformacji (SACT) zwraca uwagę, że dotychczasowe rozwiązania – od lotnictwa załogowego po rakiety dalekiego zasięgu i klasyczną amunicję krążącą – nie zapewniają odpowiedniej skali działania. Zdaniem Sojuszu skuteczniejszym podejściem może być trwałe oddziaływanie na źródło zagrożenia.
Jak podkreśla NATO, każda misja bojowa zaczyna się na lotnisku. Jeśli przeciwnik nie będzie mógł korzystać z pasów startowych, składów paliwa, magazynów amunicji czy infrastruktury technicznej, jego kampania lotnicza zostanie zakłócona jeszcze przed startem samolotów.
NATO nie narzuca gotowej odpowiedzi
Organizatorzy pozostawiają uczestnikom dużą swobodę. Poszukiwane są między innymi:
• bezzałogowce dowolnej klasy i zasięgu;
• autonomiczne lub półautonomiczne systemy uderzeniowe;
• roje dronów i rozwiązania wykorzystujące efekt masy;
• nowe sposoby dostarczania środków rażenia;
• projekty łączące kilka technologii jednocześnie.
Wszystkie propozycje muszą działać w warunkach silnych zakłóceń elektronicznych, bez dostępu do sygnału GPS, a także przy każdej pogodzie i o każdej porze roku. NATO oczekuje ponadto rozwiązań zdolnych do autonomicznego działania głęboko nad terytorium przeciwnika oraz jednoczesnego rażenia wielu celów na lotnisku.
Jak zauważa portal The War Zone, wymagania przypominają próbę znalezienia technologicznego następcy operacji "Pajęczyna" – systemu, który nie tylko jednorazowo uderzy w bazę lotniczą, ale będzie w stanie regularnie uniemożliwiać jej funkcjonowanie.
Szansa dla Ukrainy i NATO
Termin składania zgłoszeń upływa 20 lipca. Dziesięciu finalistów zostanie wyłonionych 11 sierpnia, a następnie zaprezentuje swoje projekty podczas specjalnego wydarzenia 3 września. Według organizatorów ma ono odbyć się w Polsce.
Konkurs przewiduje nagrodę w wysokości 250 tys. euro, ale dla uczestników znacznie ważniejszy może być dostęp do finansowania i kontaktów w ramach struktur NATO. Sojusz od lat inwestuje setki milionów dolarów w rozwój technologii wspierających Ukrainę.
Według The War Zone właśnie tutaj kryje się największa wartość projektu. Ukraina dysponuje jednym z najbardziej innowacyjnych sektorów technologii obronnych na świecie, lecz często brakuje jej środków na rozwój i masową produkcję nowych systemów. NATO z kolei zyskuje dostęp do rozwiązań sprawdzonych w realiach pełnoskalowej wojny.
Nie ma gwarancji, że konkurs doprowadzi do powstania broni zdolnej trwale sparaliżować rosyjskie lotnictwo. Jeśli jednak uda się znaleźć skuteczne rozwiązanie, może ono stać się jednym z najciekawszych efektów współpracy Ukrainy z NATO od początku wojny.
Redaktor Forsal.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie SWPS, z zamiłowania historyk. W przeszłości związany z Polskim Radiem, Wirtualną Polską, dziennikiem „Polska The Times” oraz miesięcznikiem „Nasza Historia”. Publikował również w Gazeta.pl i „Newsweek Historia”. Były wieloletni współpracownik Ośrodka „Karta” i Muzeum Getta Warszawskiego. Autor pierwszej pełnej biografii gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego - „Decyzje ‘Bora’. (Auto)biografia Tadeusza Komorowskiego - kawalerzysty, olimpijczyka, dowódcy, wodza i premiera”.
