Rosja ma coraz więcej problemów
Punktem wyjścia dla analizy Jompy'ego – opublikowanej w serwisie Fronts.co – są problemy, z jakimi zmaga się dziś rosyjska armia. Chodzi nie tylko o wysokie straty na froncie, ale również o coraz większe trudności z rekrutacją. Po częściowej mobilizacji z 2022 roku Kreml postawił na system oparty na kontraktach i wysokich premiach za wstąpienie do wojska. Z czasem koszty zaczęły jednak gwałtownie rosnąć, a liczba chętnych spadać – w pierwszym kwartale 2026 roku Rosja pozyskała o 19 tys. żołnierzy kontraktowych mniej niż rok wcześniej.
Według autora równie niepokojąca dla Moskwy jest sytuacja w wojnie dronowej. Dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy gen. Ołeksandr Syrski twierdzi, że Ukraina posiada już około półtorakrotną przewagę w liczbie używanych dronów FPV. Bezzałogowce coraz skuteczniej atakują nie tylko rosyjskich żołnierzy, ale także logistykę, obronę przeciwlotniczą i infrastrukturę na zapleczu frontu. W efekcie Kreml musi jednocześnie uzupełniać straty, chronić własne zaplecze i utrzymywać ofensywę w Donbasie, co może w pewnym momencie wymusić sięgnięcie po bardziej radykalne rozwiązania.
Kiedy Putin może ogłosić mobilizację?
Zdaniem autora kluczowe znaczenie będą miały najbliższe miesiące. Obecnie Rosja nadal koncentruje się na zdobyciu pozostałej części obwodu donieckiego, w tym Konstantynówki, a następnie Kramatorska i Słowiańska.
Jompy uważa jednak, że sytuacja może gwałtownie się zmienić, jeśli rosyjskie postępy w Donbasie wyhamują, a jednocześnie pogorszy się położenie wojsk na południu Ukrainy. Szczególnie niebezpieczny dla Kremla byłby scenariusz, w którym problemy logistyczne zaczęłyby wymuszać wycofywanie części sił z tzw. lądowego korytarza prowadzącego na Krym.
Według autora właśnie wtedy Putin może stanąć przed decyzją, której unika od jesieni 2022 roku. Nowa mobilizacja miałaby pozwolić uzupełnić straty, zwiększyć liczebność armii i utrzymać presję na froncie.
Jompy zwraca uwagę, że Rosja przygotowuje się do takiej możliwości od dawna. Reformy systemu rezerw, zmiany administracyjne oraz nowe rozwiązania prawne mają umożliwić szybkie powołanie setek tysięcy ludzi. W jego ocenie minimalna skala nowej mobilizacji mogłaby wynieść około 300 tys. osób, czyli tyle samo, ile podczas częściowej mobilizacji ogłoszonej jesienią 2022 roku.
Co powstrzymuje Kreml?
Jeżeli mobilizacja wydaje się tak logicznym rozwiązaniem, dlaczego Putin wciąż jej nie ogłosił? Według eksperta odpowiedź jest prosta: względy polityczne. Częściowa mobilizacja z września 2022 roku wywołała chaos w kraju, falę emigracji i wyraźny spadek nastrojów społecznych. Kreml od tamtej pory stara się prowadzić wojnę tak, aby większość Rosjan nie odczuwała jej skutków bezpośrednio.
"Rosjanie nie są ślepi na taką możliwość" – zauważa Jompy, wskazując na rosnące obawy społeczne związane z perspektywą nowego poboru.
Mobilizacja nie rozwiąże problemów. Kreml może jednak się na nią zdecydować
Analityk uważa również, że mobilizacja nie rozwiąże wszystkich problemów rosyjskiej armii. Setki tysięcy nowych żołnierzy nie rozwiążą problemów logistycznych ani nie zlikwidują przewagi ukraińskich dronów. Jak zauważa, wojna coraz bardziej przypomina starcie "ludzi z maszynami" – rosyjskich zmobilizowanych żołnierzy z jednej strony i ukraińskich systemów bezzałogowych z drugiej.
Mimo to Jompy dochodzi do wniosku, że jeśli sytuacja na froncie zacznie się pogarszać, Kreml może uznać polityczne koszty mobilizacji za mniejsze niż ryzyko utraty inicjatywy wojskowej. W takim scenariuszu decyzja, której Putin unika od 2022 roku, może stać się kwestią czasu.
Redaktor Forsal.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie SWPS, z zamiłowania historyk. W przeszłości związany z Polskim Radiem, Wirtualną Polską, dziennikiem „Polska The Times” oraz miesięcznikiem „Nasza Historia”. Publikował również w Gazeta.pl i „Newsweek Historia”. Były wieloletni współpracownik Ośrodka „Karta” i Muzeum Getta Warszawskiego. Autor pierwszej pełnej biografii gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego - „Decyzje ‘Bora’. (Auto)biografia Tadeusza Komorowskiego - kawalerzysty, olimpijczyka, dowódcy, wodza i premiera”.
