Produkcja gazu łupkowego w USA przeszkodziła Gazpromowi w ekspansji na amerykańskim rynku

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
7 marca 2010, 09:57
Kto był w zeszłym roku największym producentem gazu naturalnego? Choć to może dziwne – nie Rosja. Prześcignęły ją USA dzięki gwałtownie rosnącej produkcji ze źródeł niekonwencjonalnych, takich jak gaz łupkowy.

Od czasu, gdy rosyjski monopolista Gazprom zapowiadał, że w ciągu paru lat stanie się pierwszą w świecie firmą energetyczną, której wartość rynkowa sięgnie biliona dolarów, zmieniło się wiele.

Wskutek recesji w zeszłym roku zmalało zużycie gazu w Europie, niższe są też perspektywy popytu w średnim okresie. Zapotrzebowanie USA na gaz płynny (LNG) z importu jest w efekcie „łupkowego boomu” znacznie mniejsze, niż poprzednio prognozowano. Dostawy LNG skierowano zatem do Europy, a jego ceny na rynku natychmiastowym (spot) zawaliły się. To zagraża stosowanej przez Gazprom w długoterminowych umowach z europejskimi klientami formule „bierz lub płać”, łączącej ceny gazu z ponownie zwyżkującymi cenami ropy.

Obecnie Gazprom zgadza się te nienaruszalne wcześniej umowy na trzy lata dostroić do „kryzysowych” warunków. Do 15 proc. sprzedaży takim odbiorcom, jak niemiecka Eon Ruhrgas, włoska Eni i GDF Suez z Francji, będzie powiązane z cenami spot. Gazprom twierdzi, że mimo to „podstawowe zasady” kontraktów są zachowane. Podczas niedawnej prezentacji objazdowej dla inwestorów koncern przedstawiał raczej optymistyczne prognozy popytu w Europie, choć inni, np. Międzynarodowa Agencja Energetyczna, przewidują wieloletnią nadpodaż. Gazprom twierdzi też, że rynek spot jest za mały, by zachwiać jego pozycją, a z produkcją gazu z łupków wiąże się duże zagrożenie dla środowiska. Moskiewska firma VTB Capital sugeruje, że zmiany w umowach spowodują w 2010 roku spadek wpływów Gazpromu o niespełna 0,5 proc.

Inwestorów będzie jednak niepokoić, że wskutek zwrotu w układzie popytu i podaży renegocjacja umów może być początkiem ich zmian. Ambicjom Gazpromu, który chciał stać się dużym eksporterem do USA, na przeszkodzie stanął gaz z łupków, a nadzieje na wielkie dostawy do Chin są odległe. Gazprom musi więc zrobić coś więcej, by przekonać inwestorów, żeby nie wyceniali go dużo niżej niż cały rosyjski rynek, który i tak jest nadzwyczaj tani.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: FT
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj