Forsal logo

Ekspertka ostrzega: dezinformacja spowalnia transformację energetyczną w Europie

transformacja energetyczna, inżynierowie coś sprawdzają
Rola firm energetycznych w edukacji społeczeństwa/Shutterstock
Fałszywe narracje dotyczące energetyki odnawialnej docierają w Europie do milionów ludzi, a warte miliardy euro projekty bywają opóźniane lub anulowane po kampaniach dezinformacyjnych. Zdaniem Małgorzaty Szambelańczyk, Prezes Zarządu Eurowind Energy w Polsce odpowiedzią musi być ściślejsza współpraca biznesu z instytucjami publicznymi w edukowaniu społeczeństwa.

Transformacja energetyczna w Europie napotyka dziś nie tylko na wyzwania technologiczne i finansowe, ale coraz częściej na opór społeczny podsycany dezinformacją. O roli firm energetycznych w edukowaniu społeczeństwa, a także o tym, gdzie przebiega granica między edukacją a lobbingiem rozmawiamy z Prezes Zarządu Eurowind Energy w Polsce Małgorzatą Szambelańczyk.

Forsal.pl: Jaką rolę - Pani zdaniem - powinny dziś odgrywać firmy energetyczne w edukowaniu społeczeństwa na temat transformacji energetycznej? Czy to rzeczywiście ich zadanie, czy raczej powinno należeć do instytucji publicznych?

Małgorzata Szambelańczyk: Edukacja na temat transformacji energetycznej jest przede wszystkim bardzo ważnym zadaniem publicznym i doceniamy działania prowadzone w tym obszarze przez instytucje publiczne, samorządy czy szkoły. Jednocześnie wciąż jest tu bardzo dużo do zrobienia, szczególnie dziś, gdy energetyka staje się także przedmiotem dezinformacji, fake newsów i narracji opartych na strachu.

Dlatego firmy energetyczne również powinny angażować się w edukację. Nie po to, by zastępować instytucje publiczne, ale by uzupełniać ich działania praktyczną wiedzą i doświadczeniem. Widzieliśmy to już przy technologii 5G, która kilka lat temu budziła wiele obaw, a dziś jest powszechna i akceptowana. To efekt m.in. konsekwentnego tłumaczenia faktów i odpowiadania na społeczne wątpliwości.

Z takiego założenia powstała kampania społeczna Eurowind Energy „Kręcimy wyobraźnię, zasilamy przyszłość”. Jej celem jest przekazywanie rzetelnej wiedzy o energii, OZE i ochronie środowiska w sposób przystępny dla uczniów szkół podstawowych, szczególnie w mniejszych miejscowościach.

Czy biznes energetyczny ma obowiązek wykraczania poza inwestycje infrastrukturalne i aktywnego budowania świadomości społecznej? Gdzie przebiega granica między informowaniem a instrumentalnym wykorzystywaniem edukacji do własnych celów?

M.Sz.: Nie traktowałabym tego jako formalnego obowiązku, ale jako naturalne uzupełnienie działalności firm, które uczestniczą w transformacji energetycznej. Sama budowa infrastruktury nie wystarczy, jeśli społeczeństwo nie rozumie, po co ona powstaje, jak działa i jakie ma znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego czy środowiska.

Natomiast ważne jest stanowcze rozgraniczenie między edukacją a lobbingiem. Edukacja powinna opierać się na faktach, pokazywać szerszy kontekst i odpowiadać na realne pytania oraz obawy. Nie może być ukrytą promocją konkretnej inwestycji.

Dlatego w naszej kampanii pokazujemy, jak działa nowoczesna energetyka, skąd pochodzi energia z OZE, dlaczego odpowiedzialne korzystanie z zasobów ma znaczenie i jak odróżniać fakty od mitów. Chcemy, aby uczniowie lepiej rozumieli świat, w którym dorastają, i potrafili świadomie uczestniczyć w rozmowie o jego przyszłości.

Transformacja energetyczna: największą barierą jest jakość komunikacji, nie brak otwartości mieszkańców

Jakie są - z Pani doświadczenia - największe bariery w rozumieniu transformacji energetycznej przez lokalne społeczności? Czy to kwestia wiedzy technicznej, obaw ekonomicznych, czy raczej nieufności wobec inwestorów?

M.Sz.: Największą barierą nie jest otwartość lokalnych społeczności, lecz jakość komunikacji. Wokół inwestycji energetycznych pojawia się wiele informacji, jednak nie wszystkie są oparte na faktach. To utrudnia mieszkańcom ocenę rzeczywistego wpływu projektów na ich otoczenie.

Dlatego tak ważne jest, aby rozmowy z lokalnymi społecznościami rozpoczynały się odpowiednio wcześnie i były prowadzone w sposób przejrzysty. Mieszkańcom łatwiej ocenić rzeczywisty wpływ inwestycji, gdy mają możliwość zadawania pytań i uzyskania konkretnych odpowiedzi.

W jaki sposób firmy inwestujące w OZE mogą skutecznie tłumaczyć lokalnym społecznościom konkretny wpływ tych inwestycji na ich życie i otoczenie - tak, żeby dialog był autentyczny, a nie tylko wizerunkowy?

M.Sz.: Skuteczna komunikacja opiera się na rzetelnych informacjach. Mieszkańcy chcą wiedzieć, jaki wpływ inwestycja będzie miała na ich otoczenie, jakie będą kolejne etapy jej realizacji oraz jakie korzyści może przynieść danej gminie. Ogólne hasła nie budują zaufania, ważna jest otwarta rozmowa i przestrzeń do zadawania pytań. Równie istotna jest konsekwencja. Dialog z lokalną społecznością nie powinien ograniczać się do etapu uzyskiwania niezbędnych decyzji administracyjnych. Powinien być prowadzony na każdym etapie realizacji projektu. Tylko wtedy mieszkańcy mają poczucie, że są partnerami w rozmowie, a nie jedynie odbiorcami informacji.

Dezinformacja opóźnia inwestycje warte miliardy euro

Czy brak rzetelnej edukacji lub dezinformacja na temat energetyki odnawialnej realnie spowalniają proces transformacji energetycznej w Europie? Czy widzi Pani przykłady, gdzie miało to wymierny skutek?

Małgorzata Szambelańczyk
Małgorzata Szambelańczyk

M.Sz.: Tak, dezinformacja realnie utrudnia transformację energetyczną. Jej celem nie jest wyłącznie wprowadzenie ludzi w błąd, ale także budowanie strachu, polaryzowanie społeczności i spowalnianie decyzji dotyczących nowych inwestycji. W energetyce ma to szczególne znaczenie, bo projekty infrastrukturalne wymagają zaufania, dialogu i oparcia rozmowy na faktach.

Widać to szczególnie w kontekście działań prowadzonych zza naszej wschodniej granicy. Rosja od lat wykorzystuje energetykę jako narzędzie wpływu - nie tylko przez surowce czy presję gospodarczą, ale także przez dezinformację. Jej przekaz często sprowadza się do podważania zaufania do transformacji, wzmacniania podziałów społecznych i utrzymywania przekonania, że Europa nie poradzi sobie bez paliw kopalnych.

To ma wymierne skutki. WindEurope i CASM Technology wskazują, że fałszywe narracje dotyczące energetyki wiatrowej docierają do milionów Europejczyków, a projekty warte miliardy euro były w Europie opóźniane lub anulowane po kampaniach opartych na przesadzonych albo nieprawdziwych twierdzeniach. W Polsce eksperci cytowani przez PAP wskazywali, że rosyjska propaganda w latach 2022–2024 odpowiadała za większość wpisów dotyczących energii i klimatu w polskiej debacie publicznej.

Dlatego brak rzetelnej edukacji tworzy pustkę, którą szybko wypełniają fake newsy, strach i manipulacja. Odpowiedzią musi być spokojne, konsekwentne tłumaczenie faktów - przez instytucje publiczne, szkoły, samorządy i odpowiedzialny biznes. Im więcej wiedzy, tym mniej miejsca na strach. A im mniej strachu, tym większa szansa na racjonalną rozmowę o transformacji energetycznej.

Jak ocenia Pani obecny poziom świadomości społecznej w Europie w kontekście transformacji energetycznej - czy różnice między krajami są duże i z czego wynikają?

M.Sz.: Poziom świadomości społecznej w Europie stopniowo rośnie, choć różnice między krajami są nadal widoczne. Wynikają one z tempa rozwoju OZE, krajowych regulacji oraz podejścia do edukacji. Niezależnie od różnic jedno pozostaje wspólne - dostęp do wiarygodnych informacji i zrozumienie zachodzących zmian stanowią podstawę dalszego rozwoju energetyki odnawialnej.

Opór wobec inwestycji to nie sprzeciw wobec OZE

Europa realizuje ambitne cele klimatyczne, ale w wielu krajach narasta opór społeczny wobec konkretnych inwestycji. Skąd - Pani zdaniem - bierze się ta sprzeczność i jak sektor prywatny powinien na nią odpowiadać?

M.Sz.: Ta sprzeczność jest tylko pozorna i uważam ją za coś naturalnego. Można popierać rozwój OZE w ogóle i jednocześnie mieć pytania o konkretną inwestycję obok własnego domu. To normalna ludzka reakcja.

Rolą sektora prywatnego nie jest zbywanie tych pytań, tylko traktowanie ich poważnie. Słuchać, odpowiadać konkretnie i przejrzyście tłumaczyć, jak inwestycja jest przygotowywana i jaki będzie miała wpływ na otoczenie, a tam gdzie jest to możliwe wypracowanie z lokalną społecznością kompromisu, uzgodnienie ostatecznego kształtu takiej inwestycji, co to też praktykujemy. Opór najczęściej nie dotyczy idei transformacji - dotyczy poczucia, że decyzje zapadają bez udziału mieszkańców.

Czy transformacja energetyczna w Europie jest dziś bardziej wyzwaniem technologicznym i finansowym, czy społecznym i komunikacyjnym?

M.Sz.: To nie są wyzwania, które można rozpatrywać oddzielnie. Rozwój OZE wymaga odpowiednich technologii, finansowania i stabilnych regulacji, ale równie ważny jest czynnik społeczny. To właśnie on decyduje o tym, czy przygotowany projekt będzie mógł zostać sprawnie zrealizowany. Dlatego transformacja energetyczna nie jest wyłącznie wyzwaniem technologicznym. To proces, który wymaga współpracy z lokalnymi społecznościami i uwzględnienia ich perspektywy na każdym etapie realizacji przedsięwzięcia.

Jakie dobre praktyki w zakresie dialogu ze społecznościami lokalnymi mogłyby być wdrażane szerzej przez sektor energetyczny w Europie - czy są kraje lub firmy, które robią to wzorcowo?

M.Sz.: Z naszego doświadczenia wynika, że nie ma jednego modelu współpracy z lokalnymi społecznościami. Każda inwestycja jest inna, dlatego sposób prowadzenia dialogu powinien być dostosowany do potrzeb i oczekiwań mieszkańców. Warto jednak rozpoczynać rozmowy o projekcie odpowiednio wcześnie, jasno informować o jego przebiegu i utrzymywać kontakt z mieszkańcami przez cały proces realizacji. Takie podejście sprzyja budowaniu partnerskich relacji i tworzy przestrzeń do rzeczowej współpracy.

Bliska i skoordynowana współpraca sektora prywatnego z publicznym w obszarze edukacji energetycznej.

Gdyby miała Pani wskazać jedną rzecz, którą branża energetyczna powinna natychmiast zmienić w sposobie rozmowy ze społeczeństwem - co by to było?

M.Sz.: Branża zbyt często próbuje rozmawiać ze społeczeństwem w pojedynkę, każda firma osobno, obok instytucji publicznych, a nie razem z nimi. To błąd, który sami sobie fundujemy. Największą zmianą, jakiej dziś potrzebujemy, jest bliska i skoordynowana współpraca sektora prywatnego z publicznym w obszarze edukacji energetycznej.

Podkreślę przy tym granicę, na której mi zależy: rolą biznesu jest wspierać i uzupełniać edukację publiczną, a nie ją zastępować. Dobrze poprowadzona współpraca zachowuje ten podział, instytucje pozostają gospodarzem procesu, a firmy dokładają swoją wiedzę tam, gdzie jest realnie potrzebna.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Iga Leszczyńska
Iga Leszczyńska

Doktor nauk społecznych w dyscyplinie nauk o bezpieczeństwie, absolwentka Wojskowej Akademii Technicznej. Stopień doktora uzyskała na podstawie rozprawy pt. "Koncepcja systemu bezpieczeństwa socjalnego Polski z uwzględnieniem zjawiska prekariatu", poświęconej wyzwaniom współczesnej polityki społecznej i rynku pracy. Specjalizuje się w zagadnieniach dotyczących polityki rodzinnej, rynku pracy oraz systemu zabezpieczenia społecznego.

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj