– To efekt między innymi tego, że ze względów demograficznych zmniejsza się liczba absolwentów szkół wyższych, którzy wchodzą na rynek pracy – ocenia prof. Zenon Wiśniewski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Potwierdza to statystyka GUS. Według niej w ubiegłym roku dyplom uczelni uzyskało 395,2 tys. osób – o prawie 30 tys. mniej niż w roku poprzednim. Wobec tego mniej było absolwentów, którzy mieli trudności na rynku pracy.

Z drugiej strony gospodarka rozwijała się w ubiegłym roku w dość stabilnym 3,5-proc. tempie. Rosło więc zapotrzebowanie na pracowników, w tym na specjalistów po wyższych uczelniach, co zmniejszało bezrobocie.

– Równocześnie absolwenci, między innymi kierunków humanistycznych, podejmują często niemal każdą pracę, także poniżej zdobytych kwalifikacji, byle tylko zarobić na utrzymanie – twierdzi Karolina Sędzimir, ekonomistka PKO BP.

– Ponadto pewna grupa osób po studiach, która nie mogła znaleźć zajęcia, prawdopodobnie zrezygnowała z oczekiwania na etat w urzędach pracy. Wybrała emigrację, bo tam widziała dla siebie lepsze perspektywy. To też poprawiło statystyki – dodaje prof. Wiśniewski.

Eksperci są zgodni, że bezrobocie wśród osób po studiach wynika w pewnym stopniu z boomu edukacyjnego, jaki mieliśmy w kilkunastu poprzednich latach. Dzięki niemu zdecydowanie zwiększyła się liczba osób aktywnych zawodowo z dyplomem wyższej uczelni. Z dostępnych danych wynika, że w I kwartale ubiegłego roku było ich prawie 5,5 mln – o 2 mln więcej niż przed zaledwie 10 laty.

– Można oczekiwać, że również w tym roku spadnie bezrobocie wśród osób z wyższym wykształceniem, ponieważ utrzymuje się m.in. dobra koniunktura, która sprzyja ich zatrudnianiu – uważa Sędzimir.