Spółki państwowe lub spółki z udziałem państwa to drażliwy temat, szczególnie w Polsce. Podczas ostatniej kampanii wyborczej oskarżano PiS o obsadzanie ich zarządów i zmuszanie do wątpliwych inwestycji w firmy politycznie związane z partią. Nie są to nowe praktyki i w państwie, które tak mocno zaangażowało się w gospodarkę, raczej nie da się ich uniknąć

Ale kiedy pokusa grzeszenia staje się zbyt silna, to jedynym rozwiązaniem jest jej usunięcie. Tak jak nie można trzymać cukierków na stole i liczyć na to, że dzieci nie połakomią się na słodycze, tak nie można liczyć na to, że politycy będą się trzymali z dala od łatwych pieniędzy – najlepiej byłoby, gdyby rząd nie kierował żadnymi firmami. Za takim rozwiązaniem przemawiają także względy ekonomiczne. Państwo z reguły jest kiepskim właścicielem, zaś ministrowie złymi zarządcami. Nawet czyści jak łza politycy mają skłonność do traktowania państwowych spółek jako dojnych krów dla realizacji swoich celów – od szlachetnych (finansowanie szkół) po wątpliwe (finansowanie konferencji i konwencji) i kontrowersyjne (ratowanie innych spółek państwowych).

W krajach o średnich dochodach, a do takich zalicza się Polska, działa wiele spółek w całości lub częściowo kontrolowanych przez państwo – jest ich też pełno w Chinach, w Ameryce Łacińskiej i w Azji Południowo-Wschodniej. Ten typ własności jest w tej grupie na tyle rozpowszechniony, że stał się jednym z głównych wyznaczników – oprócz niewystarczających wpływów z podatków oraz utrzymywania nadwartościowego kursu walutowego – ją definiujących.

W porównaniu z innymi państwami tej kategorii Polska całkiem dobrze sobie radzi ze ściąganiem danin oraz z zarządzaniem swoją walutą. Jednak nie z przedsiębiorstwami państwowymi.

Lekcje neoliberalizmu

Idea konieczności prywatyzacji państwowych spółek kojarzy się w Europie Środkowo-Wschodniej z reformami lat 90. Trzy dekady temu konserwatywne think tanki z USA i Europy Zachodniej zalały postkomunistyczny świat pomysłami, których nigdy nie mogłyby zrealizować u siebie. Rosja ich rady przyjęła – i w rezultacie jest rządzona przez oligarchów-kryminalistów. Polska rozsądnie wybrała bardziej umiarkowane przejście do gospodarki rynkowej i osiągnęła sukces gospodarczy oraz polityczny.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP