Przasnyski: Zimny prysznic zamiast euforii

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
8 lipca 2011, 17:53
Roman Przasnyski, analityk Open Finance
Roman Przasnyski, analityk Open Finance/Inne
W piątek inwestorzy zostali nieprzyjemnie zaskoczeni danymi z amerykańskiego rynku pracy. Wbrew wstępnym szacunkom okazały się one fatalne. Reakcja rynków była gwałtowna.

Na europejskich parkietach piątkowa sesja zaczęła się asekuracyjnie. Choć opublikowane dzień wcześniej szacunkowe dane o zmianie liczby miejsc pracy za oceanem były bardzo optymistyczne, inwestorzy czekali na ich potwierdzenie. Spotkał ich srogi zawód, trudno się więc dziwić, że reakcja była nerwowa.

Wartość indeksów w Warszawie na otwarciu niemal nie różniła się od osiągniętej dzień wcześniej na końcowym fixingu. Niewiele się też działo w ciągu dwóch pierwszych godzin handlu. Później WIG20 zaczął wyraźnie słabnąć i w południe zatrzymał się tuż nad poziomem 2800 punktów, zniżkując 0,7 proc. To zmobilizowało byki do działania i kolejne dwie godziny stały pod znakiem odrabiania strat.

Radość z osiągnięcia sukcesu trwała jednak krótko. Publikacja danych dotyczących stanu amerykańskiego rynku pracy rozwiała wątpliwości i przesądziła o losie sesji. W sektorze pozarolniczym w czerwcu przybyło zaledwie 18 tys. etatów, podczas gdy spodziewano się ich wzrostu o 105 tys. W prywatnych firmach utworzono 57 tys. miejsc pracy, jednak liczono na ich zwyżkę o 125 tys. Stopa bezrobocia po kilku miesiącach utrzymywania się na poziomie 9,1 proc. zwiększyła się do 9,2 proc.

Reakcja rynków była natychmiastowa. Indeks naszych blue chipów stracił kolejne 20 punktów, lądując w okolicach 2780 punktów za stratą wobec czwartkowego zamknięcia sięgającą 1,4 proc. Na głównych giełdach europejskich inwestorzy zachowywali się nieco mniej nerwowo. Jedynie wskaźnik w Paryżu w pierwszym momencie poszedł w dół o 1,5 proc. DAX tracił nieco ponad 0,9 proc., a FTSE spadał o 0,8 proc. Na pozostałych parkietach naszego kontynentu sytuacja była podobna. Z niedźwiedziego scenariusza wyłamywały się jedynie Sofia, Ryga i Tallin. Liderem spadków był wskaźnik w Madrycie, który zniżkował o 2,5 proc. W Atenach strata sięgała 1,2 proc.

Indeksy na Wall Street zaczęły dzień od spadków po około 1 proc.

Spośród grona naszych największych spółek najmocniej ucierpiały banki. Akcje Pekao chwilami traciły 3 proc., niewiele ustępowały im walory BRE i Banku Handlowego. Później dołączyły do nich papiery PKO, zniżkując o prawie 2 proc. To efekt obaw o wyniki stress-testów europejskich banków. Nieco mniejszej przecenie ulegały akcje Lotosu i PKN Orlen. Pesymistycznym nastrojom opierały się jedynie akcje TVN, rosnące o ponad 3,5 proc., Getinu, zwyżkujące o ponad 2 proc. i Telekomunikacji Polskiej, które szły w górę o 1 proc. Powodów do zmartwienia nie mieli też posiadacze akcji JSW, które na koniec dnia kosztowały 141 zł.
Ostatecznie WIG20 spadł o 0,94 proc., WIG o 0,73 proc., mWIG40 o 0,54 proc., a sWIG80 0,11 proc. Obroty wyniosły 855 mln zł.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Open Finance
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj