Odwaga byków, które w końcówce ubiegłego tygodnia pchały indeks warszawskich blue chipów w górę, w poniedziałek zdecydowanie osłabła. WIG20 na otwarciu zyskiwał prawie 0,7 proc. Niewiele, w porównaniu z rosnącymi rano po ponad 1 proc. kontraktami na amerykańskie indeksy oraz silnie zwyżkującymi parkietami w Azji i Europie. Zaskakująco dobry odczyt wskaźnika aktywności naszego przemysłu, który wbrew pesymistycznym oczekiwaniom wzrósł w lipcu do 52,9 punktu, zdołał poprawić nastroje jedynie na krótko. Indeks podskoczył do 2751 punktów, czyli 0,9 proc. powyżej piątkowego zamknięcia, po czym oddał niedźwiedziom prawie 20 punktów. Późniejsze mozolne odrabianie strat zakończyło się wczesnym popołudniem kolejnym tąpnięciem.

W pierwszej fazie handlu liderami wzrostów w gronie największych spółek były papiery GTC i Lotosu, zwyżkujące po ponad 2,5 proc. oraz niewiele im ustępujące walory Kernela. Połowa stawki blue chipów szła w górę o ponad 1 proc. Później z tego grona odpadły akcje GTC, po obniżeniu ich wyceny przez IDM. Po południu podaż przycisnęła papiery Telekomunikacji Polskie i TVN, spychając je momentami po około 2 proc. pod kreskę. Tyle samo traciły akcje CEZ, wskazywanego jako kandydat do opuszczenia składu WIG20, by zrobić miejsce dla JSW.

Więcej entuzjazmu w pierwszych godzinach handlu wykazywali inwestorzy na głównych giełdach europejskich. Wskaźnik w Paryżu rósł rano o 1,3 proc., a DAX szedł w górę o 1,5 proc. Nieco w tyle ze zwyżką o 0,9 proc. pozostawał londyński FTSE. W ciągu dnia nastroje jednak szybko się psuły. Przyczyn można upatrywać w gorszych, choć zbliżonych do oczekiwań, odczytach wskaźników aktywności gospodarczej w Niemczech i całej strefie euro. Dla Wielkiej Brytanii spadł on poniżej 50 punktów, potwierdzając słabość tamtejszej gospodarki. Jeśli dodać do tego poranne równie kiepskie informacje dotyczące malejącej aktywności przemysłu w Chinach, nie było powodów do radości. Najmniej mieli ich inwestorzy w Mediolanie, Atenach, Madrycie i Budapeszcie, gdzie indeksy zniżkowały po 0,5 proc.

Sytuacja zaczęła się pogarszać jeszcze przed publikacją danych zza oceanu. Te zaś były fatalne. Spodziewano się, że wskaźnik aktywności amerykańskiego przemysłu obniży się z 55,3 do 54,9 punktu. Okazało się, że wyniósł on zaledwie 50,9 punktu. To pogrążyło giełdy. Indeksu w Paryżu i Frankfurcie poleciały w dół po 2 proc. W Budapeszcie i Madrycie spadki przekraczały 2,5 proc. Na Wall Street wskaźniki spadały chwilami po 0,9 proc., choć tam inwestorzy zdołali opanować nerwy i skala zniżki nieco się zmniejszyła.

Panice nie dali się też ponieść gracze w Warszawie. W najgorszym momencie WIG20 zniżkował o 0,6 proc. Na końcowym fixingu stracił jednak 0,88 proc., lecz zdołał się utrzymać minimalnie powyżej 2700 punktów. WIG spadł o 0,7 proc., mWIG40 o 0,45 proc., a sWIG80 o 0,02 proc. Obroty wyniosły 690 mln zł.