KGGB dla polskich FA-50?
Informacja dla ekspertów nie jest zaskoczeniem, ponieważ przedstawiciele Sił Powietrznych już wiele razy deklarowali chęć zakupu tej broni.
Jeśli chodzi o konkretną cenę, to istnieją duże rozbieżności w podawanych kwotach, ale można bezpiecznie założyć, że to ok. 50 tys. dol. za sztukę. To znacznie mniej niż w przypadku zasobników szybujących AGM-154C JSOW.
Co istotne, sprzęt ma trafić na wyposażenie FA-50 nazywanych w Polsce zdrobniale “fafikami”. Samoloty nie otrzymały swojej nazwy tak jak np. F-16 (Jastrząb) czy F-35 (Husarz), ponieważ nie są to typowe maszyny bojowe. Z tego względu wiele osób kwestionuje zasadność kupna tych samolotów.
Jak wskazują zwolennicy tego zakupu, był on konieczny z uwagi na lukę w zdolnościach, które pojawiła się po przekazaniu na Ukrainę czternastu myśliwców MiG-29. FA-50 są niewielkimi maszynami, a co za tym idzie, ich koszt eksploatacji także jest mały. Mniejsza jest także m.in. masa przenoszonego wyposażenia, co jest często wytykanym ograniczeniem. Z tego powodu mają one służyć w mniej wymagających misjach (jak np. air policing czy zestrzeliwanie pocisków manewrujących przeciwnika).
Czym dysponują Siły Powietrzne?
Aby zrozumieć koncepcję użycia bomb szybujących, należy wyjaśnić, jakim sprzętem dysponują obecnie Siły Powietrzne. Do walk powietrznych służyć mają pociski (na krótkim dystansie) oraz (na średnim dystansie).
Jeśli chodzi o atakowanie celów naziemnych, to na uwagę zasługują z pewnością drogie pocisk manewrujące AGM-158 JASMM (oraz wersja o rozszerzonym zasięgu). Mogą one uderzać w cele oddalone o setki kilometrów (w przypadku to nawet 1000 km), ale ich masa oraz koszt są także większe, co ogranicza ich użycie.
Do ataku celów oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów służą zasobniki szybujące . Zasięg ponad 70 km pozwala naszym Jastrzębiom (czyli F-16) atakować spoza zasięgu systemów obrony przeciwlotniczej przeciwnika. Koszt jednego zasobnika to ok. 0,5 mln dol., więc nie jest to rozwiązanie tanie.
Do okładania przeciwnika tonami ładunków wybuchowych na linii frontu służą tradycyjne bomby. Ważąca kilkaset kg bomba kosztuje kilkanaście tys. dol., co sprawia, że niewielkim kosztem można zrównywać z ziemią pozycje przeciwnika.
Bomby szybujące zmieniają losy wojny
Rozwiązaniem tego problemu są bomby szybujące. Wyposażone w specjalne ustrzeżenie ogonowe i proste systemy naprowadzenia (np. GPS). To sprawia, że nie tylko rośnie ich precyzja, ale także (za sprawą powierzchni nośnych usterzenia) zasięg.
Zasięg obrony przeciwlotniczej jest jednak coraz większy. To wymusiło na producentach broni lotniczej wydłużenia zasięgu. Standardowa bomba JDAM otrzymała zatem rozkładane skrzydła. Pozwoliło to na skokowy wzrost zasięgu.
KGGB, czyli koreańskie bomby szybujące
.
Takie bomby szybujące kosztują przy tym kilkadziesiąt tys. dol. Właśnie dlatego doskonale nadają do okładania nimi pozycji przeciwnika. Zasięg zależy oczywiście od prędkości czy wysokości nosiciela. W przypadku 100 km mówimy o zrzucie z wysokości 35 000 ft (ok. 11 km).
Mając odpowiednią nadwyżkę energii potencjalnej, można zaprojektować bombę tak, aby uderzyła w przeciwnika od tyłu. To może utrudnić zwalczanie takich zagrożeń przez obronę przeciwlotniczą.
Co ciekawe, bomby KGGB nie wymagają specjalnych złączy MIL-STD 1760, które są konieczne w przypadku JDAM. Można ją za to zaprogramować przy pomocy tableta posiadającego możliwość komunikacji w standardzie Bluetooth. To pozwala na integrację bomby z większą liczbą nosicieli.
