Prezydent Biden: Republikanie dążą do wyborczego przewrotu

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
17 stycznia 2022, 21:02
Joe Biden
<p>Joe Biden</p>/Shutterstock
Zmiany prawa wyborczego, dokonywane w stanach rządzonych przez Republikanów, mają na celu sprawienie, by głos wyborców nie miał znaczenia - powiedział w poniedziałek prezydent Joe Biden, wzywając do przyjęcia federalnej reformy prawa wyborczego w dzień pamięci Martina Luthera Kinga.

"Atak na demokrację jest prawdziwy, od insurekcji 6 stycznia, po nawałnicę praw antywyborczych przyjmowanych przez Republikanów w pewnej liczbie stanów (...) Tu nie chodzi już o to, kto nie może głosować. Tu chodzi o to, czy twój głos w ogóle się liczy. Chodzi o dwie podstępne rzeczy, ograniczanie głosowania i przewrót wyborczy" - powiedział Biden w przesłaniu wideo, przygotowanym na obchody dnia pamięci o Martinie Lutherze Kingu.

Jak dodał, podobnie jak w czasach walki Kinga o prawa wyborcze Afroamerykanów, Amerykanie muszą "znowu odpowiedzieć na pytanie (...), po czyjej stronie jesteśmy".

Prezydent ponowił w ten sposób swój apel o uchwalenie dwóch projektów ustaw dotyczących prawa wyborczego. Zakładają one całą serię znaczących reform, w tym przywrócenie obowiązujących do niedawna wymogów chroniących przed dyskryminacją w stanach mających historię dyskryminacji rasowej, a także zapewnienie w całym kraju możliwości głosowania korespondencyjnego, zreformowanie prawa regulującego finansowanie kampanii i ustanowienie dnia wyborów wolnym od pracy.

Obie projekty, nazwane Freedom to Vote Act i John Lewis Voting Rights Advancement Act, są niemal skazane na porażkę wobec sprzeciwu niemal wszystkich Republikanów i niechęci części Demokratów, by wyeliminować wymóg uzyskania 60 głosów do przyjęcia ustaw w Senacie. Głosowanie nad drugim z projektów ma odbyć się we wtorek.

Próby reform są odpowiedzią na ustawy przyjęte w 19 stanach rządzonych przez Republikanów, m.in. ograniczające głosowanie poza lokalami wyborczymi i zwiększające uprawnienia ciał politycznych nad procesem głosowania. Mają też związek z prowadzoną przez poprzedniego prezydenta Donalda Trumpa i jego stronników kampanią, skupiającą się na promowaniu kandydatów na stanowiska sekretarzy stanu, czyli urzędników odpowiedzialnych za organizację wyborów.

W niedzielę podczas wiecu w Florence w Arizonie Trump powtórzył swoje twierdzenie, że był prawowitym zwycięzcą wyborów 2020 r. i poparł kandydatów, którzy podzielają ten pogląd. Wcześniej tego samego dnia opublikował nagranie, w którym stwierdził, że "następnym razem musimy być znacznie ostrzejsi i twardsi, jeśli chodzi o liczenie głosów".

"Czasami ten, kto liczy głosy jest ważniejszy od kandydata" - oświadczył były prezydent.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj