W ubiegłym roku ruszyły trzy nowe stacje narciarskie – podało Polskie Stowarzyszenie Stacji Narciarskich i Turystycznych. O tyle mniej więcej corocznie powiększa się ostatnio liczba obiektów i w tej chwili jest ich 100. Według znawców branży taka liczba oznacza jednak, że rynek jest mocno nasycony i czeka go ostra selekcja.

– W niedalekiej przyszłości zostaną tylko ci, którzy mają dużo tras – uważa Stanisław Richter, szef COS Szczyrk. Według niego eliminację małych obiektów przyspieszy niewielka rentowność branży. – U nas cena jednodniowego karnetu oscyluje w dużych ośrodkach w okolicach 80 zł, w Alpach jest to przynajmniej 120 zł po przeliczeniu z euro – dodaje.

Problem w tym, że Alpy gwarantują coś, czego nie jesteśmy nigdy pewni u nas, czyli śnieg. Polskie kurorty narciarskie powinny tętnić życiem już od grudnia. Tymczasem nawet w okresie międzyświątecznym świeciły pustkami. Brak śniegu i siejący spustoszenie halny skutecznie odstraszyły miłośników narciarstwa. Ostatnia nadzieja w feriach szkolnych. Jeśli do ich rozpoczęcia nie zmieni się aura, kolejni gracze mogą nie wytrzymać nieudanego sezonu i sprzedadzą interesy.

>>> Czytaj też: Ośrodki zimowe w Polsce inwestują i walczą o pieniądze narciarzy

Na zakupowe okazje nie brakuje chętnych. Przejęcia zaczęły się w branży w 2012 r. Ośrodek Narciarski Pilsko kupiła wtedy spółka CTE z Istebnej, działająca w ramach grupy holdingowej Linter Group. Dysponujący ok. 20 kilometrami tras ośrodek jest gruntownie modernizowany. Inwestycje zapowiada również spółka Polskie Koleje Górskie, która za 215 mln zł przejęła w 2013 r. największego operatora wyciągów narciarskich w kraju, tj. Polskie Koleje Linowe. PKL zarządzają infrastrukturą turystyczną w Zakopanem, Zawoi, Międzybrodziu Żywieckim, Szczawnicy oraz Krynicy. Finansowanie transakcji zapewnił fundusz inwestycyjny Mid Europa Partners, instytucja finansowa zarządzająca środkami powierzonymi m.in. przez Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju oraz Europejski Bank Inwestycyjny. Nowy właściciel PKL nie poprzestał na tym przejęciu i kupił również największy ośrodek w Beskidzie Sądeckim – Jaworzynę Krynicką. Fala przejęć może objąć także mniejsze ośrodki.

Sylwia Groszek z Polskich Stacji Narciarskich i Turystycznych przypomina, że obiekty narciarskie powstają nie tylko na terenach górskich, ale również na nizinach i nawet w miastach. Przykładami są chociażby Mrągowo (Góra 4 Wiatrów), Elbląg (Góra Chrobrego) czy Lublin (Globus SKI).

Przedstawicielka stowarzyszenia zwraca uwagę na bariery prawne, z jakimi boryka się narciarstwo w Polsce. Największą zmorą jest opodatkowanie kolei i wyciągu 2-proc. podatkiem od nieruchomości. – Tak jest tylko w Polsce – zastrzega Groszek.

Dużym problemem są także nieprzychylne inwestycjom narciarskim przepisy o ochronie środowiska w procesie inwestycyjno-budowlanym i brak regulacji prawnej umożliwiającej budowę wyciągów na terenach o znacznej wartości rekreacyjno-turystycznej.

>>> Polecamy: Stok narciarski – kosztowny, ale i zyskowny biznes