Orzekł tak hamburski sąd administracyjny. Sprawa wyglądała tak: zablokował konto Niemki, gdyż zamiast imienia i nazwiska podawała pseudonim. Portal zażądał od niej dokumentów potwierdzających tożsamość. Po ich otrzymaniu samodzielnie zmienił dane na prawdziwe.
Zdaniem internautki i niemieckiego organu ds. osobowych postępowanie serwisu naruszyło prawo do prywatności. Ten drugi wskazywał wręcz, że niedopuszczalne było już żądanie przesłania skanu dokumentów potwierdzających tożsamość.
Inaczej sprawę ocenił sąd. Zgodził się z argumentacją amerykańskiego potentata, że musi on przestrzegać jedynie prawa irlandzkiego w zakresie ochrony danych osobowych, gdyż europejski oddział FB mieści się w Dublinie. Tamtejsze przepisy pozwalają na jednostronną zmianę informacji o użytkowniku. Reprezentant spółki w rozmowie z Reutersem zaznaczył, że chroni ona prywatność swych użytkowników poprzez umożliwienie każdemu z nich wyboru, komu będą udostępniali swoje zdjęcia i wpisy (możliwa jest także opcja, gdy wyłącznie posiadacz konta ma dostęp do informacji umieszczonych przez siebie). FB – w ocenie jego przedstawiciela – nie może ukrywać prawdziwych danych internautów. Istnieje zresztą możliwość występowania pod pseudonimem, lecz wówczas powinno być założone specjalne konto (fan page).
– Patrząc z perspektywy kontraktowej, Facebook miał prawo tak postąpić – uważa dr Paweł Litwiński z Instytutu Allerhanda. Chodzi o to, że ktoś zakładając konto, akceptuje regulamin firmy. Portal może więc tak zrobić zarówno w Niemczech, jak i w Polsce.
>>> Czytaj też: Facebook zbiera za dużo danych o użytkownikach? Niemcy zaniepokojeni
– Znacznie lepiej by się jednak stało, gdyby portal nie dokonał jednostronnej zmiany, lecz pozostawił decyzję użytkowniczce z zablokowanym kontem – wskazuje dr Litwiński.
W ocenie prawnika niebawem prawo do anonimowego wypowiadania się na Facebooku może stać się poważnym problemem. W niektórych sytuacjach taka anonimowość jest korzystna w społeczeństwie obywatelskim (choćby funkcjonowanie sygnalistów). Bez wątpienia zaś portal Zuckerberga jest potentatem na rynku.
– Nie chcę mówić tu o prawach człowieka, bo może byłaby to delikatna przesada, ale dobrze by się stało, gdyby niebawem pojawiły się jakieś korzystne dla internautów regulacje – przekonuje dr Litwiński. Zaznacza jednak, że nie może to być efekt działań legislacyjnych któregoś z europejskich rządów, lecz Trybunału Sprawiedliwości UE bądź Europejskiego Trybunału Praw Człowieka orzekającego o prawie do prywatności.
>>> Czytaj też: Dziedzictwo internetu, czyli kto ma prawo do konta zmarłego
