O zakładaniu związków zawodowych na razie nie słyszałam. Obserwuję dyskusje, które toczą się w zamkniętej grupie Betrojerinki na Facebooku oraz na forum Opiekunki24.pl i panie reagują na książkę w dużej mierze entuzjastycznie. Może przez to, że to właśnie w tych miejscach poznałam swoje bohaterki. Kontrowersje wzbudza jednak użyte przez wydawnictwo słowo „niewolnica”. Pojawiło się na okładce, a żadna z opiekunek tak o sobie nie myśli. Owszem, w książce znalazło się zdanie „Chcę zostać niewolnikiem w Niemczech”, jednak był to cytat z komentarza pod artykułem o opiekunkach, a nie wypowiedź samej betrojerinki. Spodziewałam się, że do tego słowa panie odniosą się krytycznie. Można się zastanawiać, gdzie jest się bardziej zniewolonym: w Polsce zarabiając 1,5 tys. zł czy w Niemczech, gdzie jako opiekunka osób starszych można zarobić około 5 tys. zł.
Pierwszym krokiem jest kontakt z agencją pośredniczącą. Osoby tam pracujące są różne, czasami bardziej pomocne, czasami mniej. Problem pojawia się wtedy, gdy informacje podane przez agencję nie pokrywają się z rzeczywistością. Gdy wyjechałam do pracy za pierwszym razem, miałam właśnie takie doświadczenie: jechałam do małżeństwa, a wylądowałam u samotnej pani, która nigdy nie była mężatką. Bywa tak, że agencja zostawia całą sytuację na barkach opiekunki. W zawieranych przez nie umowach często są zapisy o tym, że kary za wcześniejsze zerwanie zlecenia to horrendalne kwoty. Opiekunki boją się, że wpadną w jeszcze większe długi.
Umowy są straszakami. Nie sądzę, żeby firmy decydowały się na procesy, jednak umowy są skonstruowane tak, by zniechęcać opiekunki i tych, którzy je przyjmują do np. rezygnacji z agencji i zatrudniania opiekunki na własnych zasadach. Wtedy obie strony miałyby płacić nawet 10 tysięcy euro. W sytuacjach konfliktowych można zwrócić się do pani Sylwii Timm z placówki doradczej Faire Mobilität, która oferuje pomoc prawną. Odnalezienie się w gąszczu regulacji niemiecko-polsko-unijnych jest trudne, zresztą nawet osoba zorientowana w prawie ma niewielkie pole manewru. Przekazanie sprawy do Państwowej Inspekcji Pracy nic nie daje, w Niemczech też służby nie są chętne, żeby pomóc. Wszystkie instytucje rozkładają ręce i stwierdzają: radźcie sobie kobiety same!
Część na pewno. Większość osób nie ma uprawnień, by pracować jako opiekunka osób starszych. Do tego trzeba mieć odpowiednie wykształcenie. Pomoc w nakładaniu rajstop uciskowych, zakraplanie oczu, podawanie tabletek – to wszystko są czynności, które powinna wykonywać profesjonalna opiekunka, a nie pomoc domowa.
Podstawowym problemem jest to, że Państwowa Inspekcja Pracy ma niewiele do powiedzenia, urzędnicy twierdzą, że nie mają wystarczających uprawnień. Generalnie w Polsce mamy problemy z przestrzeganiem prawa pracy. To też ciekawe, że w krótkim czasie powstało kilka książek właśnie w tym temacie. Prawo pracy w Polsce nie działa i nie chodzi tylko o opiekunki, ale o to, co się dzieje z ochroniarzami, lekarzami... Jeśli chodzi o opiekunki, sytuacja jest zadziwiająca: w delegacje wysyłane są panie, które nawet nie mają umowy o pracę, a przecież żeby być wysłanym w delegację, trzeba ten warunek spełnić. Jestem socjolożką i dla mnie takie na pozór oczywiste, zastane sytuacje są misternymi konstrukcjami, które dużo mówią o kraju. Można by pokusić się o dogłębną analizę, co tak naprawdę o polskiej polityce i politykach mówią słowa niektórych europosłów, że lepiej, by te kobiety w taki sposób wyjeżdżały za granicę i tam pracowały, niż zostały bezrobotne w Polsce. A taka właśnie jest perspektywa ludzi, którzy faktycznie mają wpływ na prawo Unii Europejskiej.
To zależy od strategii firmy – bywają takie, które dbają o betrojerinki i takie, które liczą na to, że w miejsce każdej opiekunki, która zrezygnuje, pojawią się kolejne chętne. Niektóre agencje zarabiają na opiekunce tyle, ile ona sama. Koszty łączne to więcej niż 2 tysiące euro, z czego niewiele ponad tysiąc dostaje opiekunka, ale niektóre z nich mają odprowadzane składki od bardzo niskich kwot, np. od 400 zł. Pozostała część jest czystym zyskiem.
To, co w Polsce się wydarza, wydaje nam się oczywiste. Bezrobotni mają bardzo niskie zasiłki, jeśli w ogóle je mają, są bardzo niskie zasiłki socjalne, jeśli w ogóle są… Każdy musi liczyć na siebie. A jeśli mu się nie udaje, rozważa wyjazd za granicę. W Polsce właściwie trudno mówić o bezpieczeństwie socjalnym, ale nie jest to temat, który wzbudza gorące dyskusje. Już nawet nie liczymy, ile osób stąd wyjechało – przechodzimy nad tym do porządku dziennego. Moje bohaterki częściowo wpisują się w ten schemat. Częściowo, bo opiekunki wyjeżdżają pracować, ale wracają do Polski – nie chcą się przenosić na stałe do Niemiec. Jedna z moich bohaterek mówi, że być może to jest właśnie patriotyzm: fakt, że w Niemczech nie czuje się u siebie. Owszem, pojawiają się też dosadne określenia. Jednak większość jest z siebie dumna, że sobie poradziła i nie myśli ani o zakładaniu związków zawodowych – co zresztą byłoby bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe z powodu sytuacji prawnej – ani o innych strategiach systemowej poprawy swojej sytuacji. Jednym z pomysłów możliwych do wprowadzenia w życie na własną rękę jest zamieszkanie w Niemczech. Wtedy znikają wszystkie problemy związane z działaniem agencji i z tym, że opiekunki są traktowane w Niemczech jako pracownicy drugiej albo i trzeciej kategorii: bez urlopów, zwolnień chorobowych itp. Gdyby zdecydowały się na pracę opiekunki profesjonalnej, a w Niemczech nie jest to trudne, bo mają ogromne braki tego typu personelu, to ich status zmieniłby się diametralnie.
Aktualnie zajmuję się tym zagadnieniem badawczo, we współpracy z Towarzystwem Inicjatyw Twórczych Ę. Starość w żadnym kraju nie jest popularnym tematem, jednak w Polsce – poza nielicznymi wyjątkami – praktycznie się go nie podejmuje. Jesteśmy w czymś w rodzaju letargu. Żadnej debaty publicznej na ten temat jeszcze nie ma.
Osobami starszymi zależnymi zajmuje się tylko rodzina. Inne formy pomocy – w tym praca imigrantów ze Wschodu – są marginalne. W Polsce uważa się, że to rodzina powinna zajmować się seniorami, w związku z czym nie mamy systemowych sposobów ułatwiających opiekunom rodzinnym radzenie sobie z tą koniecznością zapewnienia opieki. W Niemczech system wsparcia jest o wiele bardziej rozwinięty, ale i tam w 13 proc. domostw z osobą zależną potrzebującą wsparcia pracuje Polka. W Polsce niewiele osób słyszało nie tylko o domach dziennego i krótkiego pobytu, ale i o opiece wytchnieniowej. Polega ona na zapewnieniu opiekunowi możliwości regeneracji i odpoczynku. Osoba sprawująca opiekę nie jest robotem, który 24 godziny na dobę musi być do dyspozycji – nieważne, czy opiekujemy się seniorem w Niemczech czy własną matką w kraju. W Polsce nieformalni opiekunowie osób starszych często nie mają czasu pójść do lekarza lub na operację , bo nie mają z kim zostawić podopiecznego. To paradoksalna sytuacja, kiedy osoby, które opiekują się innymi, nie mogą zaopiekować się samymi sobą. System doprowadza do tego, że ludzie – a dokładniej: kobiety – mają poczucie, że nie ma żadnego innego wyjścia poza wzięciem całej odpowiedzialności za opiekę nad podopiecznym.
>>> Czytaj też: SOR jest piekłem nie tylko dla pacjentów. Wywiad z ratownikiem medycznym
