Bruksela odpuszcza. Trudniej będzie zabrać Polsce unijne fundusze

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
20 lutego 2020, 08:50
Pozostaje propozycja "pieniądze za praworządność", ale w łagodniejszej formie. Powód: pojawiły się problemy polityczne i prawne - pisze czwartkowa "Rzeczpospolita".

Jak przypomina dziennik, w Brukseli rozpoczyna się w czwartek "Stawką są nie tylko dziesiątki miliardów euro dla Polski w funduszach na rozwój gospodarczy i wspieranie rolnictwa, ale też kwestia tego, czy można odbierać pieniądze tym państwom członkowskim, które nie przestrzegają praworządności" - podkreśla "Rz".

Z nieoficjalnych rozmów "Rzeczpospolitej" z dyplomatami i urzędnikami z obu stron sporu o praworządność wynika, że będzie można. Ale - jak zaznacza gazeta - dużo trudniej, niż chciały tego początkowo Komisja Europejska i kilka najbardziej zaangażowanych w obronę praworządności państw UE. "W praktyce może to oznaczać, że Polski ten instrument nie dotknie" - twierdzi "Rzeczpospolita".

Przypomina, że w maju 2018 r. Komisja Europejska zaproponowała projekt rozporządzenia, które daje jej możliwość zawnioskowania o zawieszenie wypłat unijnych funduszy dla krajów, w których problemy z systemem sądownictwa powodują zagrożenie dla unijnego budżetu.

"KE od początku wiedziała jednak, że normalny proces decyzyjny, czyli kwalifikowana większość państw członkowskich za przyjęciem ewentualnego wniosku Komisji, może być zbyt słaby. Bo już procedury z artykułu 7 unijnego traktatu, gdy chodziło o polityczne napiętnowanie naszego kraju za łamanie praworządności, pokazały, że można takiej większości dla ukarania Polski czy innych krajów nie uzyskać. Dlatego KE zaproponowała tzw. odwróconą większość, czyli potrzeba większości nie żeby decyzję przyjąć, ale żeby ją odrzucić" - tłumaczy "Rz".

I dodaje, że w ramach negocjacji budżetowych Charles Michel, przewodniczący Rady Europejskiej, osłabił jednak ten mechanizm, zapisując, że do decyzji potrzebna jest normalna większość kwalifikowana. "Niemcy, Holandia, Szwecja czy Dania krytykują szefa RE i przekonują, że trzeba wrócić do pierwotnej propozycji" - pisze dziennik.

Z nieoficjalnych informacji "Rzeczpospolitej" wynika, że na to nie ma jednak szans. "Wielu państwom nie podoba się bowiem głosowanie odwróconą większością, bo uważają, że to zamach na ich kompetencje. Poza tym Michel słucha prawników. A ci wskazują, że nie można aktem niższego rzędu – rozporządzeniem – zmieniać zapisów prawa pierwotnego, czyli traktatów. A w nich nie ma możliwości takiego karania państw za łamanie praworządności" - czytamy w "Rz".

>>> Czytaj też: "Le Monde": Wschód Europy traci sojusznika, ale zdobywa większe wpływy w UE

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj