Zamieszki w Jemenie coraz silniejsze: bieda wypycha ludzi na ulice

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
16 lutego 2011, 11:32
Zwolennicy jemeńskiego rządu, wymachując pałkami i sztyletami, starli się w środę z antyrządowymi demonstrantami w stolicy kraju, Sanie. Jak przypomina Reuters spośród 23 mln mieszkańców Jemenu 40 procent żyje za mniej niż dwa dolary dziennie.

Jak pisze agencja Reutera protesty, zainspirowane wydarzeniami w Tunezji i Egipcie, wymykają się spod kontroli policji.

Jemeńska policja nie była w stanie rozdzielić obu stron, kiedy manifestanci zebrali się na uniwersytecie w Sanie, domagając się ustąpienia prezydenta Alego Abd Allaha Salaha - jednego z sojuszników USA w walce z Al-Kaidą, który pozostaje u władzy od 30 lat.

>>> Polecamy: Credit Suisse: Fala zamieszek może rozlać się na 26 gospodarek wschodzących

Setki zwolenników Salaha ruszyło na przeciwników rządu, którzy szybko się rozproszyli. Według agencji AFP co najmniej cztery osoby zostały ranne, a trzech dziennikarzy, w tym fotoreporter agencji Associated Press i kamerzysta telewizji Al-Arabija, zostało pobitych przez zwolenników rządzącej partii.

Nieco później kilkuset studentów wyszło z budynku uniwersytetu próbując ponownie przeprowadzić wiec. Policja nie pozwoliła im opuścić kampusu, więc zaczęli rzucać kamieniami w zwolenników władz przez bramę.

"Będziemy protestowali dopóki ten reżim nie odejdzie - zapewniał jeden ze studentów. - W obecnych warunkach nie mamy przyszłości".

Opisując przebieg wydarzeń agencja AFP twierdzi, że zwolennicy władz zaatakowali kilkuset studentów, którzy wyszli z kampusu i maszerowali w kierunku pałacu prezydenckiego. Studenci odpowiedzieli kamieniami. Napastnicy ścigali ich aż do kampusu, gdzie policja powstrzymała zwolenników rządu strzałami ostrzegawczymi.

Według AP szóstego dnia opozycyjnych protestów jemeńskie władze wysłały na ulice około 2 tys. policjantów. Już we wtorek około 3 tys. manifestantów, w większości studentów, próbowało przedostać się w okolice pałacu prezydenckiego, jednak zostali brutalnie rozbici przez zwolenników rządu.

>>> Czytaj też: Wielki triumf egipskiej rewolucji - Mubarak ustąpił, kraj wyzwolony

Opozycja parlamentarna, która wznowiła ostatnio negocjacje z władzami, nie ma związku z tymi manifestacjami - podkreśla AFP.

Zdaniem analityków, na których powołuje się Reuters, demonstracje zbliżają się do punktu zwrotnego, ponieważ stają się coraz bardziej spontaniczne, a na ich czele stoją młodzi ludzie. Wielu ostrzega, że mogą się one rozwijać powoli, a w kraju, gdzie co drugi mieszkaniec ma broń, może dojść do rozlewu krwi.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj