Statek-miasto za miliardy
Wraca pomysł giga-statku nazwanego Freedom Ship. To koncepcja amerykańskiego inżyniera Normana Nixona. W 1999 roku założył on firmę, której celem miała być budowa potężnego pływającego miasta dla aż 80 tys. osób, złożonego z mieszkań, biur, sklepów, a także zaplecza rozrywkowego.
Według pierwotnych planów statek ma mieć aż 1,4 km długości i 240 m szerokości oraz pływać po oceanach bez portu macierzystego. Byłby cztery razy dłuższy od największego transatlantyka – Queen Mary 2. Do tego mógłby pełnić rolę „czyściciela oceanów”, zajmując się wyławianiem szkodliwych elementów z wód międzynarodowych.
Koszt szacowany jest obecnie na aż 12 mld funtów (ok. 60 mld zł). Nixon nie doczekał się realizacji przedsięwzięcia – zmarł w 2012 roku – jednak zarówno firma, jak i pomysł na budowę statku przetrwały. Kluczowe dla powodzenia projektu jest zdobycie finansowania.
Próba reaktywacji Freedom Ship
W 2026 roku, po kilku latach stagnacji, wrócono do prac przygotowawczych. W marcu br. spółka poinformowała o nawiązaniu współpracy z pracownią architektoniczną Schopfer Associates LLC.
„Schopfer Associates pokieruje opracowaniem spójnych dzielnic miejskich, dynamicznych przestrzeni publicznych oraz jednolitej identyfikacji wizualnej, która pozycjonuje Freedom Ship zarówno jako funkcjonalne pływające miasto, jak i ikoniczny globalny cel podróży” – czytamy w informacji prasowej.
W czerwcu Roger Gooch, dyrektor naczelny Freedom Cruise Line, w rozmowie z „The Telegraph” przyznał, że spółka szuka finansowania. Na tym etapie zakładana jest budowa w jednej ze stoczni w Indonezji. Statek miałby napęd jądrowy, a jego realizacja zajęłaby co najmniej 3–4 lata.
Zgodnie z założeniami ok. 50 tys. osób stanowiliby stali mieszkańcy, a resztę – załoga oraz turyści. Wyporność statku ma wynosić aż 2 mln ton. Co ciekawe, wielu użytkowników mogłoby zamieszkać na statku już w trakcie budowy. Ze względu na wielkość część elementów miałaby być budowana poza stocznią – na otwartych wodach.
Stadion, tramwaj i parki na statku?
Potężne wycieczkowce już dziś składają się nie tylko z kabin, ale także z kasyn, sklepów, restauracji czy parków wodnych. Freedom Ship miałby być czymś więcej – pływającym miastem. We wstępnych planach zakładano, że statek miałby aż 30 pokładów wysokości.
Wewnątrz przewidziano m.in. szpital, szkoły (od podstawowej aż po uczelnię wyższą), a nawet stadion dla 15 tys. osób. Poza tym dwa muzea oraz centrum kongresowe. Ma to być miejsce przeznaczone do wszystkich aspektów codziennego życia.
W rozmowie z „The Telegraph” spółka poinformowała o planach ulokowania tam banków, sklepów czy – co oczywiste – restauracji. Na powierzchni jednostki planowany jest nawet system tramwajowy łączący poszczególne dzielnice. W sumie założono też aż 24 km pieszych promenad oraz 1,2 ha parków.
Czy uda się zbudować Freedom Ship?
Jaka jest szansa na realizację? Wszystko zależy od inwestorów. Roger Gooch stwierdził w rozmowie z brytyjskim dziennikiem, że zainteresowanie projektem jest duże: „Moglibyśmy uzasadnić budowę trzech statków”.
Jak na razie trwa zbieranie pieniędzy na fazę początkową. Wtedy – jak podaje firma – miałaby rozpocząć się budowa. Jednak do tej pory, mimo prawie trzydziestu lat prób, nie udało się wyjść poza wizualizacje i wstępne projekty.
Redaktor Forsal.pl, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuje się w tematach związanych z inwestycjami oraz transportem. Od lat obserwuje wielkie budowy, opisuje rynek nieruchomości, a także zawiłości systemu transportowego.
Autor reportażu "Żarnowiec. Sen o polskiej elektrowni jądrowej" nagrodzony Grand Press 2023 w kategorii książka reporterska roku. Finalista m.in. Pomorskiej Nagrody Literackiej oraz konkursu dziennikarskiego "Biały Kruk".
