Viola Śpiechowicz

Viola Śpiechowicz

źródło: Materiały Prasowe

Jej stroje noszą polskie aktorki i piosenkarki – Danuta Stenka, Natalia Kukulska czy Roma Gąsiorowska. Projekty jej autorstwa były docenione na pokazach mody we Włoszech czy w Nowym Jorku, suknię ślubną projektantki miała na sobie księżniczka Bhutanu, a jej ubranie dla Żubrówki – „Żubranko” otrzymało główną nagrodę w konkursie Art of Packaging. Viola Śpiechowicz od ponad 10 lat prowadzi markę pod własnym nazwiskiem. Z dużymi sukcesami.

Dlaczego zajęła się modą? – Wyrosłam w niej. Pochodzę z Łodzi, polskiej stolicy mody. Mój wujek był konstruktorem, projektantem i przy okazji nauczycielem. Miał więc dryg do przekazywania tego, co kochał, potrafił zarazić pasją – opowiada w rozmowie z DGP Śpiechowicz. – Od dziecka obserwowałam, jak pracuje, a to, co robił mnie fascynowało. Dzięki niemu już w wieku siedmiu lat nauczyłam się szyć na maszynie. Szybko też poznałam tajniki tego zawodu, począwszy od szycia własnoręcznego, przez robienie projektu, konstrukcji, czy opracowywania ubrania – wspomina.

Dzięki temu już w najmłodszych latach wiedziała więcej na temat szycia niż niejedna osoba po studiach, gdzie uczą głównie teorii. Nie musiała więc mieć dyplomu z projektowania, aby dobrze poznać fach. Studiowała malarstwo, żeby – jak tłumaczy – spróbować czegoś nowego. – Szybko jednak okazało się, że bez mody jest mi trudno żyć. Że to moja pasja. Podczas studiów pracowałam jako projektant – opowiada.

Tym, co być może ostatecznie przypieczętowało jej los w tej branży, był udział w jednym z konkursów, w którym doszła do ścisłego finału. Zrozumiała, że to nie tylko jej pasja, ale także że jest po prostu dobra w tym, co robi.

Podczas konkursu poznała przyszłą wspólniczkę, z którą założyła – działającą do dziś – markę „Odzieżowe Pole”. Już wtedy ujawnił się jej sposób pracy: robienie tego, co uważa za dobre i ładne, a nie tego, co jest na topie. – Postawiłyśmy na polskie wzornictwo i materiały. Wszyscy mówili, że nie odniesiemy w ten sposób sukcesu. My byłyśmy innego zdania, miałyśmy swoją wizję, która była „pod prąd” i jak się okazało słuszna – wspomina Śpiechowicz.

Po 13 latach współpracy postanowiła odłączyć się od „Odzieżowego Pola” i pójść własną ścieżką. Nie dlatego, że firma chyliła się ku upadkowi. Przeciwnie – była w momencie największego rozkwitu. – Chwile wcześniej odebrałyśmy nagrodę Elle, za dobrą markę. Chciałam jednak spróbować czegoś swojego – opowiada. Powodem było też inne spojrzenie na biznes niż jej wspólniczki. Śpiechowicz uważała, że marka ma ogromny potencjał, który będzie wykorzystany, jeśli zacznie się współpraca z funduszami. – Moja wspólniczka nie chciała iść tą drogą – mówi projektantka. Dlatego w 2005 r. otworzyła własną działalność.

Inspiracji szuka we wszystkim, co ją otacza: muzyce, filmie, naturze. – Ta ostatnia jest dla mnie szczególnie dużą inspiracją. Do tego stopnia, że postanowiłam robić własne nadruki na tkaninach, z których potem szyję kolekcje. Oczywiście wzory czerpię z natury, którą fotografuję, ale także maluję – dodaje. I podkreśla, że bardzo przydały jej się studia malarskie.

Na pytanie, czy jest wizjonerem mówi, że stara się tworzyć w modzie coś nowego. O niej samej krytycy mówią, że umie łączyć tradycyjne wzory z nowoczesnymi, a jej stroje są jak dzieła sztuki, które można nosić. – Nie chodzi o to, żeby wymyślić proch, ale żeby tak połączyć elementy, by powstało coś nowego, stworzyć nową estetykę. Moje klientki są już przyzwyczajone do tego, że są zaskakiwane – śmieje się Śpiechowicz.

– Uważam, że tworzenie mody wymaga wizjonerstwa. Staram się robić rzeczy twórcze, oryginalne i nowatorskie. To sens mojej pracy. Nie inspiruję się innymi projektantami, wszystko co widzę, filtruję przez siebie – podkreśla. Przy okazji jednak śledzi, co się dzieje na świecie. Bo – jak mówiła w jednym z wywiadów – nie wystarczy być tylko dobrym. – Coraz większe znaczenie ma PR, bo bez niego nawet najciekawsze zjawisko w natłoku wielu innych może pozostać niedostrzeżone. Choć brzmi to mało idealistycznie, lepiej to wiedzieć niż oczekiwać niemożliwego – stwierdziła.

OPINIA

W przemyśle kreatywnym wizja jest wszystkim. Sukces zależy od umiejętności ciągłego kwestionowania status quo i antycypacji zmieniających się trendów i potrzeb. Ale równie ważna jest też wizja biznesowa – świadomość, że silna marka własna pozwala na więcej. I   Viola Śpiechowicz wyczuła to znakomicie.

Wiele polskich firm w   pewnym momencie staje przed dylematem: zwiększać skalę czy zachować unikalność. Pamiętajmy, że nie muszą to być wartości przeciwstawne. Można je pogodzić, jeśli mądrze zarządza się rozwojem marki, ciągle szuka nowych inspiracji, zaskakuje swoich klientów, dba o to, by czuli się wyjątkowo.

PARTNER

źródło: Materiały Prasowe