ObserwatorFinansowy.pl:
Mogę wypowiadać się wyłącznie o własnych doświadczeniach i muszę powiedzieć, że Putin nie ignorował rozwiązań, które mu podsuwałem. W ciągu pierwszego roku sprawowania przeze mnie funkcji jego doradcy, wcielił w życie mniej więcej 98 proc. moich sugestii. Czyli niemal wszystkie. Rzecz jasna, w tym sprawach, w których się mnie radził.
Cóż, rozmawiałem z moim odpowiednikami z innych krajów, w tym z USA i wszyscy przyznawali, że ten wskaźnik był niebywale wysoki, że w ich przypadku chciażby 40 proc. wdrożonych wskazówek to już jest coś.
Poglądy filozoficzne Putina na gospodarkę to osobny temat, powiedziałbym nawet, że to temat na doktorat, więc trudno tak w dwóch zdaniach…
Otóż w Rosji rozumienie wolnego rynku i kapitalizmu jest inne niż na Zachodzie. Na Zachodzie kapitalizm, przynajmniej nominalnie, oznacza wspólną przestrzeń gospodarczej gry dla wszystkich. Putin tymczasem jest zwolennikiem rynku dla przyjaciół i rodziny, a nie dla wszystkich. Kluczowy dla zrozumienia jego poglądów gospodarczych jest jego stosunek do rządów prawa. On nie jest ich zwolennikiem.
Nie. Jego podejście do prawa jest takie samo jak podejście dawnych chińskich cesarzy – prawem jest to, co cesarz ogłosi, a nie – jak w przypadku rządów prawa – to, co wynika z prawa naturalnego, np. niezbywalne prawo do życia, wolności czy do własności.
Blisko, ale jednak nie. Pozytywizm zakłada mimo wszystko jakąś stałość prawa i jakąś jego odrębność od władzy. Pogląd Putina to przekonanie, że prawem jest jego spisana wola. Jeśli Herod chce zabić dzieci poniżej piątego roku życia, spisuje to i należy to wykonać. Jeśli naziści chcą zamknąć Żydów w obozach, spisują to i należy to wykonać. To ekstremalne formy takiej filozofii. Wracając do kwestii rynku – Putin nie jest socjalistą, ale sycylistą.
Sycylia. Taka włoska wyspa przez wielu kojarzona z mafią. Putin rozumie rynek i prawo tak jak sycylijscy mafiozi. Oni są przeciwnikami centralnych instytucji, są też zwolennikami rynku, który działa tak, by to im i ich rodzinie oraz znajomym przynieść jak największe korzyści. Putin rozumuje identycznie.
Ja nie porównuję, ja twierdzę, że on się w istocie od niego niczym nie różni. Tak jak sycylijscy mafiozi bezwzględnie egzekwuje swoje prawo.
Myślę, że doskonale. Skończył zresztą prawo na tym samym uniwersytecie co ja, tj. w Petersburgu.
Tak. On zresztą wcale nie używa tego terminu i jest też na tyle intelignenty, by się ze swoją oryginalną filozofią prawa nie obnosić. Jego podejście do prawa i rynku ujawnia się w praktyce.
A czy ja jestem jego żoną? Nawet żona czasami nie umie wpłynąć na wewnętrzne poglądy męża i odwrotnie, a co dopiero doradca ekonomiczny. Na omówienie danego problemu na rządowych naradach mieliśmy 30 minut, czasami dwie godziny w przypadku bardzo ważnych kwestii. Każdy uczestnik wyraża swoją opinię, nie ma czasu na przekonywanie się, a tylko na konkretne uargumentowane sugestie w konkretnych kwestiach. Nikt nie dyskutuje tam o filozofii prawa.
Tak. Nawiasem mówiąc, jeśli chodzi o długofalową strategię Putina w kwestiach gospodarczych, to jest nią służenie sobie i kolegom, a nie naprawa gospodarki.
Nie będzie z tego powodu się poświęcał.
To do niego nie dociera.
Gospodarczo – tak. Jako element gry politycznej – nie.
To prawda, chociaż nie przeceniałbym ich wpływów. Myślę, że sankcje szkodzą Rosji przede wszystkim na poziomie informacji. Oto powstała czarna lista rosyjskich firm i osób, z którymi zachodnie firmy i banki nie mogą robić interesów, w rezultacie czego nie chcą robić interesów także z tymi, z którymi wolno. Obawiają się po prostu, że i te w końcu trafią na czarną listę. Rosja jest odcinana w ten sposób od globalnej gospodarki, inwestycji i przepływów kapitałowych.
Kryzys w Rosji jest możliwy, ale nie tak duży i innego rodzaju. Przywódcy, którzy zniszczyli Wenezuelę, Hugo Chavez i Nicolas Maduro, to socjaliści, którzy wprowadzili socjalistyczną politykę. Putin to, jak powiedziałem, w pewnym sensie zwolennik rynku, więc nie zamierza wprowadzać centralnego planowania czy racjonowania towarów. W Rosji mamy rynek, jakoś działa, ale nie jest to wolny rynek. Natomiast Rosja już jest w kryzysie, a właściwie w stagnacji. Od dziewięciu przecież lat nie notujemy rozwoju gospodarczego. Przez chwilę rośniemy, robiąc krok naprzód, by zaraz się cofnąć o dwa. Nasze PKB w 2017 roku jest na takim samym poziomie jak w 2008 roku, gdy wybuchł światowy kryzys finansowy.
Rosja jest na równi pochyłej. PKB jest podobne jak w 2008 roku, ale już poziom inwestycji zagranicznych jest o 30 proc. niższy, co daje podstawy, by sądzić, że w przyszłości PKB spadnie. Oczywiście, wśród przyczyn rosyjskich kłopotów gospodarczych można wymienić także problemy strukturalne, np. brak rozwiniętych małych i średnich firm, ale te każdy rozumie inaczej. Ja natomiast uważam, że generalnie rzecz biorąc, przyczyną, dla której gospodarki państw takich jak Rosja przestają rosnąć, jest stopień ograniczenia wolności politycznej. To nie jest do końca przedyskutowane zagadnienie, ale w mojej najnowszej pracy staram się to udowodnić. Zależność między szklanym sufitem dla wzrostu PKB a stopniem wolności politycznej jest uderzająca, wygląda wręcz na powszechne prawo.
Zawsze trzeba wziąć poprawkę na konkretny przypadek, ale i Chiny mają górną granicę wzrostu, powyżej której nie podskoczą. Średnio dla krajów politycznie „niewolnych” jest to 30 proc. PKB per capita Stanów Zjednoczonych. Rosja już tam jest, Chiny dopiero będą. Oczywiście są wyjątki. Autorytarne kraje, takie jak Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrain, Kuwejt czy Brunei, korzystając z zapasów ropy, która daje nawet 90 proc. przychodów budżetowych i tego, że są relatywnie nieliczne (maksymalnie 3 mln ludzi), są bardzo bogate. Jednak gdy mowa o krajach dużych, takich jak niemal 200-milionowa Rosja, to sytuacja nie jest już tak wesoła i ropa nie wystarczy.
Na pewno nie pomoże. Oczywiście między tymi krajami będzie jakaś wymiana handlowa i inwestycyjna, ale nie wydarzy się w tym kontekście nic istotnego.
Tak.
Wydają, ale to zupełnie inne osoby. Putin ma twarde wewnętrzne poglądy, strategię zjednoczenia podzielonego narodu rosyjskiego i wolę jej wdrożenia. Trump nie ma twardych poglądów i takiej systemowej strategii.
Prawdą jest, że obecne czasy stają się coraz mniej przyjazne dla handlu, ale nie dramatyzowałbym. Tak działa historia, że raz jesteśmy pod wozem, a raz na wozie. Raz ludzie preferują protekcjonizm, raz globalizację. Teraz mamy etap protekcjonizmu, za jakiś czas znów nastąpi ruch w kierunku wolności.
Można apelować o rozsądek do przywódców, ale tylko tyle.
Jest pan pesymistą.
Realistą.
Nie. Zostaje rozumienie. Warto zrozumieć, co się dzieje wkoło, zamiast żyć w błogiej ignorancji.
Rozmawiał
– ekspert think-tanku Cato Institute. W latach 2000-2005 pełnił funkcję gospodarczego doradcy Władimira Putina. Odszedł, gdy uznał, że Rosja stała się krajem autorytarnym.
Otwarta licencja
