Nie przeliczajcie naszych dzieci na złotówki. Czy 500+ działa?

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
16 marca 2019, 20:00
rodzina
rodzina/ShutterStock
Powstał nowy społeczny odbiór dużej rodziny. Doprowadza mnie do szewskiej pasji, gdy słyszę: „Widać, że 500 plus działa”. Ludziom nie mieści się w głowie, że marzyliśmy o dużej rodzinie – opowiada matka czwórki dzieci

Analizy ekonomiczne tworzone na podstawie danych GUS pokazują, że i tylko nieznacznie odbiegają od poziomu Wielkiej Brytanii. Wśród gospodarstw z trójką i więcej dzieci spadło zagrożenie ubóstwem (z 35,8 proc. do 14,7 proc.) i jest dziś niemal identyczne jak w rodzinach z jednym dzieckiem. Od początku 2019 r. obowiązuje przepis dający możliwość przyznania Karty Dużej Rodziny także tym rodzicom, którzy kiedykolwiek mieli na utrzymaniu łącznie co najmniej troje dzieci, bez względu na ich wiek w chwili składania wniosku. W 2018 r. z KDR korzystało ponad 2 mln osób, to o ponad 140 proc. więcej niż przed trzema laty. Złośliwi mówią, że opłaca się mieć dużą rodzinę. Słychać zgryźliwe komentarze o ”beneficjentach 500 plus„, o ludziach, którym wiara narzuca styl życia, a nawet o nowym typie patologii, która z rodziny czyni dochodowy interes. I te słowa najbardziej bolą.

Zawsze i nigdy

Aniela Święcicka ma czworo dzieci: Tytusa (9 lat), Tośka (6 lat), Bronka (3 lata) i Janeczkę (3 miesiące). – Funkcjonujemy inaczej niż większość osób – mówi. Co to znaczy: inaczej? – Nigdy nie byłam zatrudniona, moje dzieci nie chodzą do publicznych szkół, postawiliśmy na edukację domową. A to oznacza, że ominęły mnie zmartwienia, jak pogodzić pracę na etacie z domem, nie starałam się o dodatkowe punkty w walce o miejsce w przedszkolu.

>>> Czytaj też: Europa - kontynent starych ludzi. Oto najnowsze dane o dzietności w krajach UE 

Nie lubi radykalnego stawiania sprawy, ale w jednym przypadku słowa ”zawsze„ i ”nigdy„ pasują idealnie. Zawsze chcieli z mężem dużej rodziny (ona ma troje rodzeństwa, on – ośmioro). I nigdy nie robili wyliczeń, czy ich na to stać. – Pewnie gdyby racjonalnie ocenić nasz budżet, to trzeba by się przed poczęciem dziecka zastanowić. Ale dzieci przeliczać na złotówki? To niepoważne, poza tym pieniądze zawsze w końcu się znajdują. Może to kwestia priorytetu i rezygnacji z rzeczy, które są nam zbędne – tłumaczy.

Duże rodziny szukają dużych rodzin. – Jesteśmy w Klubie Inteligencji Katolickiej, współpracujemy z Fundacją Sto Pociech. Pomysł, by zorganizować edukację domową, pojawił się naturalnie. Po pierwsze, chciałam mieć wpływ na to, co się dziecku do głowy wkłada. Buntowałam się przed zamykaniem go w systemowej szkole, w czasem bezdusznych murach, bo jako rodzina staramy się żyć blisko natury i jej rytmem. Po drugie, rozwiezienie wszystkich dzieci po różnych placówkach byłoby logistycznie trudne – wylicza Aniela. Jej najstarszy syn Tytus uczy się więc swoim rytmem wraz z dziećmi znajomych. Tosiek mógłby od września ruszyć do zerówki, ale trudno mu się rozstać z przedszkolną grupą ”leśnych szperaków„, zorganizowaną na wzór skandynawski. Maluchy spotykają się dwa razy w tygodniu i cały wspólny czas spędzają pod opieką na dworze.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj