Największą zmianą, jeśli chodzi o dodatkowe, dobrowolne oszczędzanie jest wprowadzenie– podkreśla nasz rozmówca. Dla największych firm jest to już teraźniejszość. Mniejsi pracodawcy, którzy zatrudniają co najmniej 50 osób, będą wdrażać PPK na początku roku.
Drugą ważną rzeczą, która z dużą dozą prawdopodobieństwa wydarzy się w 2020 roku jest kwestia likwidacji otwartych funduszy emerytalnych. - Ta reforma jest zapowiadana już od dłuższego czasu, projekt ustawy trafił już do konsultacji społecznych, ale pewnie dopiero po wyborach zakończy się dyskusja dotycząca zmian w II filarze emerytalnym – mówi Kolek. Mechanizmy te są zaszyte w ustawie budżetowej, więc można uznać, że los OFE jest już tak naprawdę przesądzony.
Spore zmiany czekają też I filar. - Jeśli zaczynamy dyskutować o tym, w jakiej wysokości powinny być odprowadzane składki do I filara, kto powinien te składki odprowadzać i od jakiej podstawy wymiaru, widzimy że ta dyskusja zaczyna nabierać realnych kształtów – mówi prezes Instytutu Emerytalnego.
- Pomysłmówi nam o tym, że składki do FUS będą płacone od każdej podstawy wynagrodzenia, niezależnie od tego, czy będziemy zarabiali 100 tys. zł, 300 tys. zł czy więcej w skali roku. Takich osób wcale nie jest mało, bo ok. 350 tys. osób, które dzisiaj funkcjonują na rynku głównie jako osoby z umową o pracę i które wykazują przychody w skali roku powyżej limitu 30-krotności – tłumaczy nasz rozmówca.
Jak dodaje, likwidacja 30-krotności uderzy w ich wynagrodzenia, bo otrzymają mniejszą kwotę na rękę. Dla pracodawców oznacza to naturalne zwiększenie kosztów pracy - dobrze wykwalifikowani pracownicy będą starać się o podwyżkę, która zrekompensuje im straty.
Jak na razie najmniej wiemy o tym, w jaki sposób będą się w przyszłym roku rozliczali się przedsiębiorcy – chodzi o grupę liczącą 1,2 mln osób, którzy płaca tzw. duży ZUS.
Więcej w wywiadzie wideo:
