Jedlak: Strefa euro na zakręcie

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
30 czerwca 2015, 03:15
Krzysztof Jedlak, redaktor naczelny Dziennika Gazety Prawnej, fot. Wojciech Górski
Krzysztof Jedlak, kierownik działu podatki, fot. Wojciech Górski/DGP
Nie jest jeszcze przesądzone, że Grecja splajtuje właśnie teraz. Możliwe, że porozumienie z wierzycielami zostanie zawarte z opóźnieniem – po tym, jak obywatele w referendum zgodzą się (o ile rzeczywiście się zgodzą) na oszczędności, których oczekuje tzw. trojka.

Zresztą te oczekiwania też mogą się w najbliższym czasie zmieniać. Innymi słowy, teraz mamy stan pośredni: kraj jest praktycznie niewypłacalny, ale nie można wykluczyć, że dzięki nowej pomocy odzyska z niewielkim poślizgiem zdolność do regulowania długów. Pytanie – na które nikt chyba nie zna odpowiedzi – czy w takim scenariuszu greckie finanse publiczne i gospodarka zaczną w końcu łapać równowagę, czy problem zostanie tylko odsunięty w czasie. Gdybyśmy zapytali ekonomistów o to, co jest najlepsze dla Grecji i jej wierzycieli, otrzymalibyśmy różne odpowiedzi, często sprzeczne. Kilku noblistów powiedziałoby, że terapia zaaplikowana temu krajowi to szaleństwo; łatwiej byłoby mu przezwyciężyć kryzys np. po wydłużeniu czasu spłaty zobowiązań i uzależnieniu oprocentowania od tempa wzrostu PKB. Inni orzekliby, że bez zmian strukturalnych, dyscypliny finansowej oraz dostosowania poziomu życia do możliwości, wspieranie dłużnika to marnowanie czasu i wyrzucanie kolejnych pieniędzy w błoto. Stąd biorą się zupełnie różne recepty na uzdrowienie sytuacji: od umorzenia części długów (o którym nie chce słyszeć wielu podatników w innych państwach), poprzez złagodzenie warunków pomocy, po natychmiastowy Grexit. Prawda zapewne leży pośrodku. Jak dotąd oszczędności nie przyniosły efektów, ale to nie znaczy, że jest inny sposób na odzyskanie konkurencyjności i wzrost gospodarczy, gdy brak własnej waluty i suwerennej polityki pieniężnej. Z kolei bankructwo i wyjście ze strefy euro (te dwie kwestie nie są połączone automatycznie, ale taka byłaby zapewne logika zdarzeń) dałyby oddech gospodarce, ale też mają swoją cenę – i jest ona wysoka zarówno z ekonomicznego, jak i politycznego punktu widzenia.

Dziś bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz, w którym Grecja oficjalnie ogłosi niewypłacalność. I taką możliwość biorą pod uwagę uczestnicy rynków finansowych. Pamiętają oni, że greckie długi nie należą już do europejskich banków (a więc system się nie wywróci), ponieważ zostały przejęte przez rządy, MFW i Europejski Bank Centralny. Ryzyko, że nastąpi efekt domina, też jest nieporównanie mniejsze. Hiszpania czy inne kraje południa Europy mogą w razie czego liczyć na EBC i o tym inwestorzy też dobrze wiedzą. Nerwowe reakcje na giełdach to efekt bardziej psychologii niż chłodnych kalkulacji. Rynki nie znoszą zamieszania i niepewności. A dostały sporą ich porcję. Mniej martwią się o Grecję, więcej o coś innego. Chodzi o przyszłość projektu politycznego, jakim jest strefa euro. Porozumienie Grecji z wierzycielami będzie oznaczać, że wszyscy jadą dalej na tym samym wózku. Grexit zakończy historię strefy euro (a może i UE), jaką znamy.

>>> Polecamy: Ile zarabiają Grecy? Zobacz, jak zmieniały się ich wynagrodzenia w ciągu kryzysu

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj