Podczas gdy państwowe kopalnie mają problemem z nadpodażą węgla, prywatni inwestorzy deklarują chęć zbudowania nowych, które miałyby zatrudnić kilkanaście tysięcy ludzi i dostarczać rocznie ok. 22 mln ton węgla kamiennego. Obecne wydobycie w Polsce to 70 mln ton. Energetyka i ciepłownictwo potrzebują 55 mln ton, odbiorcy indywidualni 11 mln ton, koksownie 12,5 mln ton. Import do Polski to kilka milionów ton rocznie.

Od kilku lat branża węglowa boryka się z niskimi cenami, przerostem zatrudnienia, wysokimi kosztami i tematem dekarbonizacji. Rozwój innych technologii marginalizuje węgiel, instytucje finansowe nie chcą brać udziału w nowych projektach związanych z tym surowcem. Efekt? Część kopalń śląskich spółek węglowych jest zamykana.

Mimo to wydaje się, że w Polsce trwa węglowy boom, choć ostatnią kopalnię zbudowaliśmy wiele lat temu – to uruchomiony w 1994 r. Budryk (JSW) w Ornontowicach.

O największej liczbie projektów, bo czterech, mówi australijska Balamara – dwóch w Jaworznie, jednym w Sawinie na Lubelszczyźnie i jednym w Nowej Rudzie, na Dolnym Śląsku (chodzi o reaktywację kopalni Wacław). Węgiel koksowy z tej ostatniej mógłby być dostarczany do koksowni Victoria, którą JSW sprzedała TF Silesia i ARP, a która znajduje się 40 km dalej i produkuje ok. 400 tys. ton koksu odlewniczego rocznie (do jego produkcji potrzeba ok. 560 tys. ton węgla koksowego). Obecnie dostawcą paliwa do Victorii jest JSW. Ale jej produkcja najlepszego węgla koksowego hart 35 jest niewystarczająca.

– Polski węgiel może wciąż odgrywać znaczącą rolę. My mamy kapitał i fachową wiedzę, a to może zwiększyć polski PKB – przekonuje Michael Hale, dyrektor w Balamara Resources Ltd. I dodaje, że równie istotne jest otoczenie regulacyjne dla takich inwestycji, dlatego ważne będą rozmowy z polskim rządem. Jego zdaniem nowe kopalnie ze znacznie niższymi kosztami wydobycia to szansa dla Polski, która może być w kolejnych latach znaczącym dostawcą węgla na rynkach europejskich (dzisiaj import węgla do UE to ok. 180 mln ton rocznie).

Z zapewnień menedżera Balamary wynika, że nakłady na jej projekty powinny być liczone w miliardach złotych (choć te deklaracje stale się zmieniają). Tyle tylko, że Balamara od maja 2015 r. nie jest notowana na giełdzie w Australii (wartość jej akcji spadła tam poniżej 1 centa), a poza polskimi projektami ma jeszcze dwa w Australii (Peelwood i Elsienora – poszukiwanie cynku, miedzi i złota). Z kolei na projekty Mariola 1 i Mariola 2 nie zgadzali się mieszkańcy Jaworzna. Podlubelski Sawin to natomiast konkurencja dla tamtejszej Bogdanki. W tamtej okolicy swoje plany chcą realizować jeszcze inni Australijczycy z Prairie Mining. Ci zadebiutowali na GPW w 2015 r., by pozyskać finansowanie projektu. Zatrudnili też byłego prezesa Bogdanki Mirosława Tarasa.

– Całkowity koszt inwestycji w kopalnię Jan Karski ma wynieść 630 mln dol. Harmonogram budowy zależy m.in. od uzyskania decyzji środowiskowej i decyzji ministra środowiska o koncesji wydobywczej – mówi DGP Taras. – Jeśli urzędy będą nam przychylne, to w 2018 r. możemy uzyskać koncesję, w 2019 r. rozpocząć budowę szybów, a pierwsze wydobycie uruchomić po pięciu latach – dodaje. Tyle że o część terenów PD Co. i Bogdanka walczą w sądzie.

Plany uruchomienia kopalni w Przeciszowie koło Oświęcimia za 1,8 mld zł ogłosił producent maszyn górniczych – Kopex. Tam zamiast szybów miały powstać tzw. upadowe (pochylnie), co pozwoliłoby na szybsze i tańsze uruchomienie kopalni. Jednak inwestycja stoi pod znakiem zapytania z powodu planowanego przejęcia Kopeksu przez innego producenta maszyn – Famur.

– Za wcześnie, by mówić o przyszłości projektów realizowanych w grupie Kopex. Każdy z nich, także inwestycja w budowę kopalni, będzie poddany gruntownym analizom – mówi DGP Mirosław Bendzera, prezes Famuru.

Jest jeszcze projekt, który chce realizować spółka Silesian Coal należąca do niemieckiego HMS Bergbau AG. – W wersji optymistycznej liczymy na koncesję w pierwszej połowie 2017 r. – ocenia Jerzy Markowski, szef Silesian Coal, wcześniej m.in. wiceminister gospodarki ds. górnictwa. – Podstawą uruchomienia tej kopalni jest porozumienie z JSW o użyciu infrastruktury kopalni Krupiński lub z PGG odnośnie do kopalni Bolesław Śmiały – tłumaczy. Nie chodzi o kupienie którejś z tych kopalń (Krupiński może zostać przeznaczony do likwidacji, w Bolesławie Śmiałym kończy się złoże), lecz o formę wypożyczenia infrastruktury powierzchniowej. – Z JSW umowę mieliśmy, ale poprzedni prezes ją rozwiązał. A o likwidacji Krupińskiego mówi się coraz głośniej. Moglibyśmy przedłużyć o 30 lat jego żywotność, przejąć załogę, obniżyć wydatki budżetowe związane z osłonami socjalnymi – wylicza Markowski. W przypadku użycia infrastruktury innej kopalni nakłady inwestycyjne szacuje się na 100–150 mln euro, w przypadku budowy od podstaw – na 300–350 mln euro.

– Moim zdaniem żadna z tych kopalń nie powstanie. Australijczycy tylko liczą na to, że dobrze sprzedadzą koncesję, może Bogdance, bo od wielu miesięcy pukają do jej drzwi. A rząd na pewno nie ułatwi prywatnym inwestorom budowy nowych kopalń, bo musi przecież uratować polskie górnictwo, które w większości jest państwowe – mówi DGP jeden z górniczych menedżerów.