Jak zaznaczył, ludzie mają prawo dawać wyraz swoim poglądom.

Podkreślił, że czuł się tak jakby wygrał wybory. „Przychodziły do mnie SMS-y i e-maile z poparciem” – mówił. Uznał, że negacja należy do świata polityki, a część osób nie chce zaakceptować wyniku wyborów. Ostro wystąpił wobec mediów, należących do innego czeskiego miliardera Zdeńka Bakaly, których kłamstwom, zdaniem premiera, czytelnicy wierzą. Babisz uważa, że protesty pokazują istnienie społeczeństwa obywatelskiego, co jest dobrą wiadomością, pokazująca, że nikt nie stracił "nawet milimetra" swoich niezbywalnych praw.

„Od rana do wieczora pracuję dla obywateli tego kraju, rząd ma sukcesy, a ja mam rezultaty w odróżnieniu od tych, którzy mnie krytykują. Pracuję codziennie, także w czasie weekendów. Może to zaskoczenie, ale są ludzie, którzy nas popierają, także podczas tych demonstracji. Walczą o interesy Czech, a więc nie jest to niefortunne, naprawdę" - powiedział Babisz. Uznał także, że minister sprawiedliwości Marie Beneszova nie ma żadnych powodów do składania dymisji.

Reklama

Ministrowie jego gabinetu zapewnili dziennikarzy, że nie ma zagrożenia dla niezależności wymiaru sprawiedliwości. Wicepremier i minister przemysłu Karel Havliczek powiedział, że sam brał udział w demonstracjach w latach 80. „Wtedy baliśmy się, czy nas nie wyrzucą ze szkoły, czy rodzice nie stracą pracy. Dobrze, że teraz jest inaczej, że każdy może iść na demonstrację, może ją wykorzystać na swój sposób" - powiedział dodając, że tylko demokratyczne wybory mogą rozstrzygać, kto będzie rządził.

Podobnie wypowiadali się minister transportu Vladimir Kremlik i minister rolnictwa Miroslav Toman. „Naprawdę nie czuję tego zagrożenia (dla niezależności wymiaru sprawiedliwości). Sądzę, ze forma protestów jest legalna. Obywatele maja prawo wyrazić swój pogląd” – powiedział dziennikarzom minister kultury Antonin Staniek. Według minister rozwoju regionalnego Klary Dostalovej "żyjemy w demokratycznym społeczeństwie, zatem ludzie mają tu prawo do demonstrowania, ale niech ono nas nie krzywdzi".

Rekordowy udział obywateli w proteście przeciwko Babiszowi, których według jednego z operatorów sieci komórkowych było 283 tys., komentują media. Lewicowe „Pravo” podkreśliło, że przez ubiegłe 30 lat żadnemu z premierów nie udało się tak rozeźlić tak wielu osób, jak Babiszowi. Komentator Josef Koukal zwrócił uwagę, że „do dialogu (obu stron) nie może dojść i pozostaje dalsza konfrontacja. Demonstranci muszą być wytrzymali. Jeżeli (Babisz) utrzyma się na stanowisku dłużej niż protestującym skończy się entuzjazm, wygra”.

„Hospodarzske Noviny” są zdania, że chociaż protest nie doprowadził do dymisji premiera, co jest celem organizatorów demonstracji, to „pokazał energię, która w perspektywie może zmienić kierunek czeskiej polityki”. Komentator Petr Honzejek podkreślił, że ćwierć miliona Czechów nie sądzi, by reprezentowała większość społeczeństwa. „Zgodnie z sondażami Babisz nadal ma poparcie 30 proc. i jeżeli teraz doszłoby do wyborów, to znowu by zwyciężył”.

Komentator dziennika „Lidove Noviny” Petr Kambersky zwrócił uwagę, że Babisz musi wybrać – czy w jakiś sposób uspokoić demonstrantów, czy też przejść do konfrontacji. Jak jednak wskazał, ludzie wybierają Babisza "ponieważ wierzą, iż jest on w stanie rozwiązywać problemy, a nie dlatego, by podobnie jak Viktor Orban, Benjamin Netanjahu lub Jarosław Kaczyński ucieleśniał jakąś silną ideę narodową”.

>>> Czytaj też: Ćwierć miliona ludzi dla demokracji. Ogromne protesty w Czechach